Homefront - miałem chwilę, ale za krótką, żeby zagrać w Batmana, więc zapuściłem Homefronta, żeby zobaczyć, co to takiego. No i tak: klimat nawet ma, nie powiem, a i strzela się całkiem sympatycznie - broni jest cała masa, a do tego brzmią bardzo basowo, przez co czuć ich siłę. Tylko że wokół gry roztacza się taki smrodek taniości. Zastanawiałem się, z czego to wynika. Nie z grafiki - chyba stary już jestem i na pół ślepy, bo jak dla mnie jest zupełnie OK.
Problemem jest upchnięcie wszystkiego w bardzo małych odstępach. Pierwsza minuta - wywlekają cię z domu, trzecia minuta - ratuje cię ruch oporu, dwie minuty strzelania, 30-sekundowa rozpierducha pojazdem i lądujesz w azylu o powierzchni 10x10 m, w którym są trzy osoby na krzyż. Kolejne trzy minuty i rozwalasz jakąś wieżyczkę, minuta strzelania i... Tutaj na razie skończyłem. Grałem krócej niż godzinę, a zaliczyłem tyle "atrakcji" co w połowie Half-Life 2, na powierzchni równej może połowie pierwszego poziomu Half-Life 2. A do tego co krok po prostu WALAJĄ SIĘ znajdźki, których znalezienie powinno stanowić chyba jakieś wyzwanie, jak w Modern Warfare.
Cały czas miałem wrażenie, że jadę w wagoniku w jakimś gabinecie osobliwości, a przewodnik mówi "na lewo mamy dom ruchu oporu, na prawo blokadę drogi, teraz patrzcie znów w lewo - to masakra cywilów, a tu po prawej, jeśli zdążycie, rozbity samolot". To po prostu nie działa; wszystko dzieje się za szybko i jest za krótkie. Nie ma czasu się wklimacić, poznać postaci. Tempo jest szaleńcze (a mimo tego gra i tak wydaje się dość wolna - ciekawy paradoks). Weźmy taką walkę przy rozbitym samolocie - przeca to mogło być mega-klimatyczne, a tymczasem ledwo zauważyłem "o, rozbity samolot", a już dawno byłem za nim. A nie dość, że gra jest mała, to jeszcze mnie pogania, co mnie wqrwia straszliwie.
Homefront zasługuje na miano "CoD dla ubogich", a że już samo CoD uważam za strzelankę dla ubogich, to wcale mu nie pomaga. Gra miała potencjał - ma solidną mechanikę i wydaje się rzetelna od strony technicznej. Tylko że widać, że kampania powstała na odwal się. Był pomysł, był plan, ale przez wszystkie punkty chciano przebić się jak najszybciej. Ta bylejakość (zapewne wynik pospieszania przez producenta, bo w szczegółach - na których obejrzenie jest naprawdę mało czasu - widać zapał twórców) nie pozwala mi wystawić więcej niż 3/10. Że grałem tylko ok. 45 minut? I co z tego? Przeszedłem 1/3 całej gry...
P.S.
Dostępny tylko w cyfrowej dystrybucji, zajmujący na dysku niecałe 1,5 gb I Am Alive jest dłuższy, bardziej rozbudowany, a momentami ładniejszy niż zajmujący prawie 7 gb pudełkowy Homefront (i to w edycji limitowanej, której główną zaletą jest... jedna dodatkowa broń do multi. Nie ma co - postarali się chopaki przy kompletowaniu tego wydania, po prostu czuję się maksymalnie wyróżniony). Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem...
Problemem jest upchnięcie wszystkiego w bardzo małych odstępach. Pierwsza minuta - wywlekają cię z domu, trzecia minuta - ratuje cię ruch oporu, dwie minuty strzelania, 30-sekundowa rozpierducha pojazdem i lądujesz w azylu o powierzchni 10x10 m, w którym są trzy osoby na krzyż. Kolejne trzy minuty i rozwalasz jakąś wieżyczkę, minuta strzelania i... Tutaj na razie skończyłem. Grałem krócej niż godzinę, a zaliczyłem tyle "atrakcji" co w połowie Half-Life 2, na powierzchni równej może połowie pierwszego poziomu Half-Life 2. A do tego co krok po prostu WALAJĄ SIĘ znajdźki, których znalezienie powinno stanowić chyba jakieś wyzwanie, jak w Modern Warfare.
Cały czas miałem wrażenie, że jadę w wagoniku w jakimś gabinecie osobliwości, a przewodnik mówi "na lewo mamy dom ruchu oporu, na prawo blokadę drogi, teraz patrzcie znów w lewo - to masakra cywilów, a tu po prawej, jeśli zdążycie, rozbity samolot". To po prostu nie działa; wszystko dzieje się za szybko i jest za krótkie. Nie ma czasu się wklimacić, poznać postaci. Tempo jest szaleńcze (a mimo tego gra i tak wydaje się dość wolna - ciekawy paradoks). Weźmy taką walkę przy rozbitym samolocie - przeca to mogło być mega-klimatyczne, a tymczasem ledwo zauważyłem "o, rozbity samolot", a już dawno byłem za nim. A nie dość, że gra jest mała, to jeszcze mnie pogania, co mnie wqrwia straszliwie.
Homefront zasługuje na miano "CoD dla ubogich", a że już samo CoD uważam za strzelankę dla ubogich, to wcale mu nie pomaga. Gra miała potencjał - ma solidną mechanikę i wydaje się rzetelna od strony technicznej. Tylko że widać, że kampania powstała na odwal się. Był pomysł, był plan, ale przez wszystkie punkty chciano przebić się jak najszybciej. Ta bylejakość (zapewne wynik pospieszania przez producenta, bo w szczegółach - na których obejrzenie jest naprawdę mało czasu - widać zapał twórców) nie pozwala mi wystawić więcej niż 3/10. Że grałem tylko ok. 45 minut? I co z tego? Przeszedłem 1/3 całej gry...
P.S.
Dostępny tylko w cyfrowej dystrybucji, zajmujący na dysku niecałe 1,5 gb I Am Alive jest dłuższy, bardziej rozbudowany, a momentami ładniejszy niż zajmujący prawie 7 gb pudełkowy Homefront (i to w edycji limitowanej, której główną zaletą jest... jedna dodatkowa broń do multi. Nie ma co - postarali się chopaki przy kompletowaniu tego wydania, po prostu czuję się maksymalnie wyróżniony). Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem...
10-05-2012, 22:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-05-2012, 22:20 przez military.)






