Jackson ma mózg na swoim miejscu, nie jest kamikadze.
Jeżeli ta tendencja będzie się utrzymywać (tendencja do "ugrzeczniania" i "zdziecinniania" wszystkiego, co zasługuje na poważne traktowanie), co roku będziemy otrzymywać "mroczne" filmy, w których realizm sprowadza się do sińców na ciele Bale'a (bo widok rozciętej skóry to już kategoria R).
Mam gdzieś komiksy o Batmanie. To nie komiks sprawił, że zacząłem traktować faceta w pelerynie na serio - tylko filmy Burtona. I teraz gdyby Burton się nie urodził, gdyby nie nakręcił B i BR, miałbym do wyboru albo idiotę Szumachera, albo BB Nolana. Szumachera nie zamierzam mieszać do tej dyskusji, bo to w ogóle odrębny przypadek partactwa - coś na poziomie "Fantastycznej czwórki" albo "Electry". Film Nolana natomiast pozuje. Pozuje na kino realistyczne, a ja jako widz, który widział T1, Robocopa, Ghosta i inne takie bzdury, oczekuję konsekwentnej realizacji poetyki filmowego realizmu w ramach kina rozrywkowego. I tu się zawiodłem: Batman w wykonaniu Nolana stoi o własnych siłach wyłącznie dlatego, że pod maską skrywa twarz Bale'a. Bez jego aktorskiego kunsztu jest tylko grzecznym, stękającym, szukającym zemsty bogatym paniczem w kostiumie nietoperza. Już lepiej by mu było w kominiarce - bardziej by pasował do tej całej pseudorealistycznej otoczki.
BB uważam za film nieudany. Niepisany zakaz pokazywania panoszącego się zła zabija prawdziwe kino. Tam gdzie kwitnie przestępczość musi być gwałt, przemoc i śmierć. Batman Nolana kłamie pod każdym względem. Człowiek nie czuje ciężaru zmagań ze złem. Zamiast tego ogląda jakiegoś geja w pelerynie, który straszy złych bandytów super ostrym nożem do rzucania w kształcie nietoperza.
Film to film, komiks to komiks. Jak sięgam po film, chce, żeby był dobry, a nie robiony pod małolatów w trykotach Spidermana z gumą do żucia w japie i pryszczami na pysku.
Jeżeli ta tendencja będzie się utrzymywać (tendencja do "ugrzeczniania" i "zdziecinniania" wszystkiego, co zasługuje na poważne traktowanie), co roku będziemy otrzymywać "mroczne" filmy, w których realizm sprowadza się do sińców na ciele Bale'a (bo widok rozciętej skóry to już kategoria R).
Mam gdzieś komiksy o Batmanie. To nie komiks sprawił, że zacząłem traktować faceta w pelerynie na serio - tylko filmy Burtona. I teraz gdyby Burton się nie urodził, gdyby nie nakręcił B i BR, miałbym do wyboru albo idiotę Szumachera, albo BB Nolana. Szumachera nie zamierzam mieszać do tej dyskusji, bo to w ogóle odrębny przypadek partactwa - coś na poziomie "Fantastycznej czwórki" albo "Electry". Film Nolana natomiast pozuje. Pozuje na kino realistyczne, a ja jako widz, który widział T1, Robocopa, Ghosta i inne takie bzdury, oczekuję konsekwentnej realizacji poetyki filmowego realizmu w ramach kina rozrywkowego. I tu się zawiodłem: Batman w wykonaniu Nolana stoi o własnych siłach wyłącznie dlatego, że pod maską skrywa twarz Bale'a. Bez jego aktorskiego kunsztu jest tylko grzecznym, stękającym, szukającym zemsty bogatym paniczem w kostiumie nietoperza. Już lepiej by mu było w kominiarce - bardziej by pasował do tej całej pseudorealistycznej otoczki.
BB uważam za film nieudany. Niepisany zakaz pokazywania panoszącego się zła zabija prawdziwe kino. Tam gdzie kwitnie przestępczość musi być gwałt, przemoc i śmierć. Batman Nolana kłamie pod każdym względem. Człowiek nie czuje ciężaru zmagań ze złem. Zamiast tego ogląda jakiegoś geja w pelerynie, który straszy złych bandytów super ostrym nożem do rzucania w kształcie nietoperza.
Film to film, komiks to komiks. Jak sięgam po film, chce, żeby był dobry, a nie robiony pod małolatów w trykotach Spidermana z gumą do żucia w japie i pryszczami na pysku.
07-02-2007, 22:22






