Mierzwiak, tu nie chodzi o ten jeden komiks, tu chodzi o całe uniwersum DC. Tak jak i Marvela itp. Pełno tam kompletnie wydumanych problemów, a z Gotham czy Metropolis ludzie powinni masowo migrować, bo co tydzień mają tam kolejnego szalonego mordercę. Ale nie trwóżta się, Batman zawsze każdego rozgromi, a jak nie, to przyjdzie mu z pomocą Nightcrawler (czy jakoś tak), który był drugim Robinem, ale z jakichś powodów już nie jest, albo trzeci Robin, albo jakiś gość z płonącym mieczem, albo przyleci na gościnny występ Superman, albo Ice - kobieta robiąca lód myślami, albo Fire - kobieta robiąca ogień myślami, albo ten murzyn w białych kalesonach co czyta w myślach i lata, albo banda kolesi z zielonymi pierścionkami. I będą walczyć z gościem przebranym za świetlika czy strach na wróble, albo z szalonym kapelusznikiem z Alicji, albo z takim co mówiąc o czymkolwiek nawiązuje do mrozu, lodu i zimna (pokażcie mi jeden dobry dialog z Mr. Freezem).
Ta stylistyka trochę się różni od Aliena, nie? Tam masz wszystko na poważnie, realistycznie. Masz strach, syf, i jedną, niezbadaną istotę. To akceptuję.
Konwencję komiksową próbował przyjąć AVP - komiksowa babka z "czadową" fryzurą, "fajne" one-linery, szybka akcja i krótkie wymiany zdań, które od biedy można nazwać dialogami. Dużo efektów i wybuchów i żadnych relacji między bohaterami.
A kiedy jesteśmy przy relacjach - strona psychologiczna bohaterów komiksowych po prostu powala. Najgłębszym aspektem psychologicznym Batmana jest to, że żeby wejść do jaskini, musi ustawić wskazówki zegara na godzinę śmierci swoich rodziców. OH MY GOD, jakie to k****sko głębokie! Koleś przez 30 lat myśli tylko o swoich rodzicach i o tym, jak się za nich zemścić. Po nocach śni mu się pudełko, z którego leje się krew. Właściciel wielkiej firmy co prawda nigdy nawet na sekundę nie zajmie się jej sprawami, nie ma życia osobistego oprócz siedzenia przy pustym stole i dumania o losie, dopóki ktoś nie zapali znaku Batmana na niebie. Nie czuje się źle - chyba że ktoś go otruje. Nie ma dobrego czy złego humoru - on zawsze jest posępny. Jego jedynym towarzyszem jest podstarzały lokaj (jakieś ukryte homoseksualne podteksty?). Czasami zbierze baty od wroga, ale nikt go nie zastrzeli (bo po co? za łatwo?), a nawet jak go poważnie poturbują, to nikt nie zauważy siniaków podczas publicznych wystąpień (bo on nie ma siniaków).
Jasne, powyższe zarzuty można odeprzeć słowami "to tylko komiks". No pewnie, że tylko komiks - ale spójrzcie np. na Yansa - to też tylko komiks. A ma świetnych bohaterów, dobrze pokazaną ich stronę psychologiczną, jest konsekwentny, poważny, a mimo to ma dużo akcji. Jak dla mnie różnica między najlepszym Batmanem a najgorszym Yansem jest kolosalna - na korzyść Yansa.
Lubię amerykańskie filmy, ale nie lubię amerykańskich komiksów. To, co uchodzi na ekranie, nie uchodzi na papierze. Pustką zieje z kolejnych stron, co najlepiej obrazuje rozwój serii Walking Dead, w której autor BARDZO chciał zrobić "głęboką" historię, ale wyszedł tylko kicz.
Terminator - tak. Batman - nie. Proste. :)
Ta stylistyka trochę się różni od Aliena, nie? Tam masz wszystko na poważnie, realistycznie. Masz strach, syf, i jedną, niezbadaną istotę. To akceptuję.
Konwencję komiksową próbował przyjąć AVP - komiksowa babka z "czadową" fryzurą, "fajne" one-linery, szybka akcja i krótkie wymiany zdań, które od biedy można nazwać dialogami. Dużo efektów i wybuchów i żadnych relacji między bohaterami.
A kiedy jesteśmy przy relacjach - strona psychologiczna bohaterów komiksowych po prostu powala. Najgłębszym aspektem psychologicznym Batmana jest to, że żeby wejść do jaskini, musi ustawić wskazówki zegara na godzinę śmierci swoich rodziców. OH MY GOD, jakie to k****sko głębokie! Koleś przez 30 lat myśli tylko o swoich rodzicach i o tym, jak się za nich zemścić. Po nocach śni mu się pudełko, z którego leje się krew. Właściciel wielkiej firmy co prawda nigdy nawet na sekundę nie zajmie się jej sprawami, nie ma życia osobistego oprócz siedzenia przy pustym stole i dumania o losie, dopóki ktoś nie zapali znaku Batmana na niebie. Nie czuje się źle - chyba że ktoś go otruje. Nie ma dobrego czy złego humoru - on zawsze jest posępny. Jego jedynym towarzyszem jest podstarzały lokaj (jakieś ukryte homoseksualne podteksty?). Czasami zbierze baty od wroga, ale nikt go nie zastrzeli (bo po co? za łatwo?), a nawet jak go poważnie poturbują, to nikt nie zauważy siniaków podczas publicznych wystąpień (bo on nie ma siniaków).
Jasne, powyższe zarzuty można odeprzeć słowami "to tylko komiks". No pewnie, że tylko komiks - ale spójrzcie np. na Yansa - to też tylko komiks. A ma świetnych bohaterów, dobrze pokazaną ich stronę psychologiczną, jest konsekwentny, poważny, a mimo to ma dużo akcji. Jak dla mnie różnica między najlepszym Batmanem a najgorszym Yansem jest kolosalna - na korzyść Yansa.
Lubię amerykańskie filmy, ale nie lubię amerykańskich komiksów. To, co uchodzi na ekranie, nie uchodzi na papierze. Pustką zieje z kolejnych stron, co najlepiej obrazuje rozwój serii Walking Dead, w której autor BARDZO chciał zrobić "głęboką" historię, ale wyszedł tylko kicz.
Terminator - tak. Batman - nie. Proste. :)
12-02-2007, 08:31






