Mnie również dziwi czepianie się takich rzeczy w adaptacji komiksu. Skoro można uwierzyć, że Supermana nikt nie rozpozna w okularach to można też zaakceptować ten motyw z cofaniem czasu ;P Parę lat wcześniej Spielberg nakręcił "Szczęki" i kiedy Peter Benchley sprzeciwiał się zabiciu rekina butlą tlenową, twierdząc że to niemożliwe, Spielberg odparł "Skoro trzymałem widzów w napięciu przez tyle czasu to widzowie uwierzą we wszystko". Być może Richard Donner myślał podobnie ;) Tylko że "Superman" w przeciwieństwie do "Szczęk" nie jest w stanie trzymać przez cały czas w napięciu, gdyż przez długi czas akcja się wlecze i faktycznie może zanudzić widza. Mimo to, ten film ma swój urok, podobnie jak część druga, która zaskakuje większą dawką humoru.
Dodam coś jeszcze na temat filmu "Mój tydzień z Marilyn", który w tym temacie pojawiał się kilkakrotnie i uzyskał wysokie oceny. Nie podzielam zachwytów, byłem rozczarowany szczególnie tym głównym wątkiem czyli znajomością asystenta reżysera z gwiazdą kiną, bo ten wątek był według mnie nudny, pretensjonalny, irytujący, pozbawiony emocji i uroku. Ale już np. kulisy realizacji filmu (męczące próby, zapominanie tekstu, konflikt reżysera z gwiazdą) są przedstawione znacznie ciekawiej i bardziej wiarygodnie. Co do Michelle Williams uważam, że pod względem aktorskich możliwości spisała się świetnie, jednak zabrakło jej charyzmy i blasku, które posiadała prawdziwa Marilyn Monroe. Dlatego do filmów z Marilyn chętnie wrócę, nawet do tych słabszych (jak "Książę i aktoreczka"), ale do filmu "Mój tydzień z Marilyn" już raczej nie wrócę, bo nie ma tu niczego, co by przyciągało moją uwagę.
Dodam coś jeszcze na temat filmu "Mój tydzień z Marilyn", który w tym temacie pojawiał się kilkakrotnie i uzyskał wysokie oceny. Nie podzielam zachwytów, byłem rozczarowany szczególnie tym głównym wątkiem czyli znajomością asystenta reżysera z gwiazdą kiną, bo ten wątek był według mnie nudny, pretensjonalny, irytujący, pozbawiony emocji i uroku. Ale już np. kulisy realizacji filmu (męczące próby, zapominanie tekstu, konflikt reżysera z gwiazdą) są przedstawione znacznie ciekawiej i bardziej wiarygodnie. Co do Michelle Williams uważam, że pod względem aktorskich możliwości spisała się świetnie, jednak zabrakło jej charyzmy i blasku, które posiadała prawdziwa Marilyn Monroe. Dlatego do filmów z Marilyn chętnie wrócę, nawet do tych słabszych (jak "Książę i aktoreczka"), ale do filmu "Mój tydzień z Marilyn" już raczej nie wrócę, bo nie ma tu niczego, co by przyciągało moją uwagę.
11-07-2012, 13:18





