Full Monty - takie kino społeczne to ja rozumiem :) Zamiast smęcenia, użalania się nad sobą i przeklinania Thatcherowej mamy kilku facetów, którzy znaleźli sobie oryginalny sposób na zarabianie - męski striptiz :)Tak dobrego i niegłupiego feel-good movie nie widziałem dawno.
Najlepsza scena -w trakcie prób do 'tańca' przychodzą komorników i bierze telewizor. Pozostaje niewzruszony na błagania właściciela. I wtedy przychodzi reszta załogi, wszyscy rozebrani do pasa
-Ej, co wy tu robicie?
Reakcja komorników: bezcenna :)
9/10
Egzorcyzmy Emily Rose - miałem obejrzeć już dawno temu, a do zabrania się za niego zmotywował mnie...znajomy ksiądz, który obsobaczył to dziełko jako antykatolickie i zakłamujące fakty. Obejrzałem i...jakoś niczego takiego nie zauważyłem. W zasadzie to nawet odwrotnie;
Cóż więcej mogę rzec. Początkowo klimat jest boski, pomysł by horror toczył się głównie w sądzie godny nobla. Tyle, że reżyser/scenarzysta spartolił sprawę. Nie wiem jak wy, ale ja:
-umieściłbym tak z 3/4 akcji na sali sądowej i w trakcie przygotowania do rozprawy.
-Większość grozy wydobywał z taśm, zeznań świadków, zdjęć, generalnie odwoływałbym się do wyobraźni widza.
-Sceny opętania dozował oszczędnie i efektywnie.
-Kręcić je bez padaczkowego montażu, no wiecie - oldskulowo 8)
-Autorowi ścieżki dźwiękowej kazał inspirować się muzyką Morricone do Cosia.
Meh. Szkoda talentu i poświęcenia Jennifer Carpenter, którą rolę osłabiają jump sceny i gibająca się kamera.
6/10
PS Ktoś z was po obejrzeniu tego filmu obudził się o trzeciej nad ranem? ;)
Najlepsza scena -w trakcie prób do 'tańca' przychodzą komorników i bierze telewizor. Pozostaje niewzruszony na błagania właściciela. I wtedy przychodzi reszta załogi, wszyscy rozebrani do pasa
-Ej, co wy tu robicie?
Reakcja komorników: bezcenna :)
9/10
Egzorcyzmy Emily Rose - miałem obejrzeć już dawno temu, a do zabrania się za niego zmotywował mnie...znajomy ksiądz, który obsobaczył to dziełko jako antykatolickie i zakłamujące fakty. Obejrzałem i...jakoś niczego takiego nie zauważyłem. W zasadzie to nawet odwrotnie;
Cóż więcej mogę rzec. Początkowo klimat jest boski, pomysł by horror toczył się głównie w sądzie godny nobla. Tyle, że reżyser/scenarzysta spartolił sprawę. Nie wiem jak wy, ale ja:
-umieściłbym tak z 3/4 akcji na sali sądowej i w trakcie przygotowania do rozprawy.
-Większość grozy wydobywał z taśm, zeznań świadków, zdjęć, generalnie odwoływałbym się do wyobraźni widza.
-Sceny opętania dozował oszczędnie i efektywnie.
-Kręcić je bez padaczkowego montażu, no wiecie - oldskulowo 8)
-Autorowi ścieżki dźwiękowej kazał inspirować się muzyką Morricone do Cosia.
Meh. Szkoda talentu i poświęcenia Jennifer Carpenter, którą rolę osłabiają jump sceny i gibająca się kamera.
6/10
PS Ktoś z was po obejrzeniu tego filmu obudził się o trzeciej nad ranem? ;)
25-07-2012, 11:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-07-2012, 11:54 przez Phlogiston2.)
Spoiler




