Bosz... aż się boję odezwać w tym temacie. Ale tak, film mi się nie podobał.
Tzn. może nie tyle nie podobał, bo ogląda się go przez większość czasu w miarę fajnie, z jakimś tam zaangażowaniem i w ogóle, ale jestem baaaaaardzo daleki od zachwytów. Co więcej, dziwi mnie to, jak gość odpowiedzialny za Memento, Prestiż, czy nawet poprzednie Batmany, zdołał spłodzić taki "koszmarek".
O ile bowiem w TDK głównie coś nie grało na linii Joker-reszta świata oraz jego niecny plan vs to niegodziwe PG-13 (i parę niezbyt istotnych głupotek); tak im dłużej myślę o TDKR, to mało rzeczy ma w nim sens, dziur logicznych i scenariuszowych jest tam od groma, a całość (czyli wielki, mroczny i zły plan Bane'a - jakkolwiek rewelacyjnego samego w sobie) zwyczajnie nie ma szans utrzymać się przy tej kategorii wiekowej. Dlatego też, to co oglądamy na ekranie przybiera miejscami kuriozalne rozmiary (np totalnie bezsensowna finałowa bitwa, jak i ogółem całe zachowanie policji). Do tego dochodzą wpadki/wtręty montażowe, tudzież techniczne (najbardziej zapadł mi w pamięć koleś z jakiegoś prezydenckiego centrum dowodzenia, które zostaje porzucone fabularnie na pół filmu, po czym gość pokazuje się na ułamek sekundy, by powiadomić widzów o tym, co właśnie widzieli / albo pierwsza scena, tuż przed właściwym prologiem - serio, kto to nadzorował, jeśli w ogóle?), nuda i przewidywalność wdzierająca się w drugiej połowie (mimo iż na ekranie sporo się dzieje), sporo postaci drugiego planu, które NIC nie wnoszą do fabuły i/lub aż prosiłoby się o rozwinięcie/ciekawsze pokazanie ich wątków oraz finał złożony z klisz, schematów, takich nieprawdopodobieństw i lajtowo-cheesowego klimatu, że aż mi zęby zazgrzytały (a raz zrobiłem facepalma). Naprawdę nie wiem czemu Nolan nie ma jaj, by bardziej postawić się wytwórni i wynegocjować tą krew i tego typu rzeczy. W Super 8, a więc totalnie fantastycznym filmie o bandzie dzieciaków, jest i jucha i cięty język (przy-cięty, bo przy-cięty, ale jest), a w arcypoważnym filmie o Batmanie, w którym anarchia, masowe egzekucje i eksterminacja są na porządku dziennym nie ma nawet dziur po kulach - sorry, ale zwyczajnie nie można brać tego filmu na serio. To już Batman z 1966 r. jest bardziej konsekwentny. Nolan, nie przeczę, ma fajne pomysły, rozmach i potrafi przyciągnąć widza do ekranu (choć film wydał mi się za długi - głównie przez sceny typu: instrukcja obsługi cepa, które są zwyczajnie zbędne), niemniej porywa się na problemy, których zwyczajnie nie jest w stanie unieść w tym klimacie. Dlatego też sporo jest tu scen, które wyglądają jak parodia poważnego kina, a nie coś, czym faktycznie idzie się przejąć. Potencjał nie został więc w moim mniemaniu wykorzystany - fanboje oczywiście będą sikać po nogach (patrz: wszystkie posty wyżej), ale niesmak jest tu spory - zwłaszcza, że furtka pozostała, więc takie z tego epickie zwieńczenie trylogii, jak z mojego penisa gwiazda porno. Dobra, tyle narzekania.
Teraz plusy.
+ Absolutnie mniamniuśna była Selina - to zresztą wg mnie jedyna postać, która nie ulega wypaczeniu, jak choćby Bane (tak, tak - jego cheesy story zupełnie nie idzie w parze z pierwszą częścią filmu) i do końca filmu pozostaje sobą (choć, rzecz jasna, zmieniają jej się priorytety).
+ Bane - pomijając jego dziwaczny głos (z którego w scenie, w której mówi: "Impossible" o mało nie roześmiałem się na całą salę) to po prostu świetny motherfucker, który (tu zgodzę się z Bucho) prezentuje się znacznie lepiej od Jokera. Nie tyle chodzi tu o kwestie aktorskie (choć Hardy po raz kolejny zagrał koncertowo), co o sposób działania, konsekwencję w tymże, jak i przypasowanie do świata przedstawionego. Drągal w dziwacznej masce gazowej, który atakuje giełdę i doprowadza do upadku całe miasto? O wiele bardziej przerażające, niż psychol w makijażu, który chce wysadzać barki. Choć trzeba przyznać, że cele mieli podobne.
+ Bruce - oj tak, zdecydowanie po Bale'u widać zarówno przebieg czasu, jak i mil. Dobra rola i fajnie było patrzeć na nieco zmęczonego, lecz doświadczonego Gacka w akcji.
+ jak zawsze sceny akcji - jakkolwiek głupiutkie by nie były (pomijam tu bitwę, która jest wulkanem debilizmu), to adrenalinka rośnie i zwyczajnie fajnie się je ogląda
+ humor - nienachalny, często subtelny, czasem z podtekstami, bardzo ok
+ interakcja pomiędzy Seliną, a Waynem - wszystko na plus
+ wcielanie przez Bane'a swojego planu w życie - pomijając PeGietkę, to jest jak magnez; w ogóle gros scen z tym kolesiem rządzi
+ pierwszy pojedynek Bane'a z Gackiem - świetny, jemu też przydałoby się sporo juchy (bardziej, niż Jokerowi z lustrem w poprzedniej części), ale od strony emocjonalnej był konkret, choć szkoda, że motywu z ciemnością nie wydłużyli trochę
+ latające jebadło - wbrew pozorom fajne i bardziej przekonujące, niż ten cały motocykl (tak, szykujcie się na sporo scen z nim, w których odpierdala WTFkowe akcje)
+ niektóre ujęcia w śniegu - ah, czemu tak mało?!
7 / 10
Tyleż za minusy i wpadki, co za fakt, iż nie ma tu specjalnie jakichś wbijających się w pamięć akcji, jak prolog i złapanie Jokera z TDK (wybuch stadionu widziałem już w trailerze i w kinie robi takie samo, nijakie wrażenie, a reszta akcji jest poprawna, ale beretu nie zrywa). Zresztą, w przeciwieństwie do poprzednich części, do kina drugi raz już raczej nie pójdę, choć do filmu jak najbardziej wrócę... kiedyś.
Tzn. może nie tyle nie podobał, bo ogląda się go przez większość czasu w miarę fajnie, z jakimś tam zaangażowaniem i w ogóle, ale jestem baaaaaardzo daleki od zachwytów. Co więcej, dziwi mnie to, jak gość odpowiedzialny za Memento, Prestiż, czy nawet poprzednie Batmany, zdołał spłodzić taki "koszmarek".
O ile bowiem w TDK głównie coś nie grało na linii Joker-reszta świata oraz jego niecny plan vs to niegodziwe PG-13 (i parę niezbyt istotnych głupotek); tak im dłużej myślę o TDKR, to mało rzeczy ma w nim sens, dziur logicznych i scenariuszowych jest tam od groma, a całość (czyli wielki, mroczny i zły plan Bane'a - jakkolwiek rewelacyjnego samego w sobie) zwyczajnie nie ma szans utrzymać się przy tej kategorii wiekowej. Dlatego też, to co oglądamy na ekranie przybiera miejscami kuriozalne rozmiary (np totalnie bezsensowna finałowa bitwa, jak i ogółem całe zachowanie policji). Do tego dochodzą wpadki/wtręty montażowe, tudzież techniczne (najbardziej zapadł mi w pamięć koleś z jakiegoś prezydenckiego centrum dowodzenia, które zostaje porzucone fabularnie na pół filmu, po czym gość pokazuje się na ułamek sekundy, by powiadomić widzów o tym, co właśnie widzieli / albo pierwsza scena, tuż przed właściwym prologiem - serio, kto to nadzorował, jeśli w ogóle?), nuda i przewidywalność wdzierająca się w drugiej połowie (mimo iż na ekranie sporo się dzieje), sporo postaci drugiego planu, które NIC nie wnoszą do fabuły i/lub aż prosiłoby się o rozwinięcie/ciekawsze pokazanie ich wątków oraz finał złożony z klisz, schematów, takich nieprawdopodobieństw i lajtowo-cheesowego klimatu, że aż mi zęby zazgrzytały (a raz zrobiłem facepalma). Naprawdę nie wiem czemu Nolan nie ma jaj, by bardziej postawić się wytwórni i wynegocjować tą krew i tego typu rzeczy. W Super 8, a więc totalnie fantastycznym filmie o bandzie dzieciaków, jest i jucha i cięty język (przy-cięty, bo przy-cięty, ale jest), a w arcypoważnym filmie o Batmanie, w którym anarchia, masowe egzekucje i eksterminacja są na porządku dziennym nie ma nawet dziur po kulach - sorry, ale zwyczajnie nie można brać tego filmu na serio. To już Batman z 1966 r. jest bardziej konsekwentny. Nolan, nie przeczę, ma fajne pomysły, rozmach i potrafi przyciągnąć widza do ekranu (choć film wydał mi się za długi - głównie przez sceny typu: instrukcja obsługi cepa, które są zwyczajnie zbędne), niemniej porywa się na problemy, których zwyczajnie nie jest w stanie unieść w tym klimacie. Dlatego też sporo jest tu scen, które wyglądają jak parodia poważnego kina, a nie coś, czym faktycznie idzie się przejąć. Potencjał nie został więc w moim mniemaniu wykorzystany - fanboje oczywiście będą sikać po nogach (patrz: wszystkie posty wyżej), ale niesmak jest tu spory - zwłaszcza, że furtka pozostała, więc takie z tego epickie zwieńczenie trylogii, jak z mojego penisa gwiazda porno. Dobra, tyle narzekania.
Teraz plusy.
+ Absolutnie mniamniuśna była Selina - to zresztą wg mnie jedyna postać, która nie ulega wypaczeniu, jak choćby Bane (tak, tak - jego cheesy story zupełnie nie idzie w parze z pierwszą częścią filmu) i do końca filmu pozostaje sobą (choć, rzecz jasna, zmieniają jej się priorytety).
+ Bane - pomijając jego dziwaczny głos (z którego w scenie, w której mówi: "Impossible" o mało nie roześmiałem się na całą salę) to po prostu świetny motherfucker, który (tu zgodzę się z Bucho) prezentuje się znacznie lepiej od Jokera. Nie tyle chodzi tu o kwestie aktorskie (choć Hardy po raz kolejny zagrał koncertowo), co o sposób działania, konsekwencję w tymże, jak i przypasowanie do świata przedstawionego. Drągal w dziwacznej masce gazowej, który atakuje giełdę i doprowadza do upadku całe miasto? O wiele bardziej przerażające, niż psychol w makijażu, który chce wysadzać barki. Choć trzeba przyznać, że cele mieli podobne.
+ Bruce - oj tak, zdecydowanie po Bale'u widać zarówno przebieg czasu, jak i mil. Dobra rola i fajnie było patrzeć na nieco zmęczonego, lecz doświadczonego Gacka w akcji.
+ jak zawsze sceny akcji - jakkolwiek głupiutkie by nie były (pomijam tu bitwę, która jest wulkanem debilizmu), to adrenalinka rośnie i zwyczajnie fajnie się je ogląda
+ humor - nienachalny, często subtelny, czasem z podtekstami, bardzo ok
+ interakcja pomiędzy Seliną, a Waynem - wszystko na plus
+ wcielanie przez Bane'a swojego planu w życie - pomijając PeGietkę, to jest jak magnez; w ogóle gros scen z tym kolesiem rządzi
+ pierwszy pojedynek Bane'a z Gackiem - świetny, jemu też przydałoby się sporo juchy (bardziej, niż Jokerowi z lustrem w poprzedniej części), ale od strony emocjonalnej był konkret, choć szkoda, że motywu z ciemnością nie wydłużyli trochę
+ latające jebadło - wbrew pozorom fajne i bardziej przekonujące, niż ten cały motocykl (tak, szykujcie się na sporo scen z nim, w których odpierdala WTFkowe akcje)
+ niektóre ujęcia w śniegu - ah, czemu tak mało?!
7 / 10
Tyleż za minusy i wpadki, co za fakt, iż nie ma tu specjalnie jakichś wbijających się w pamięć akcji, jak prolog i złapanie Jokera z TDK (wybuch stadionu widziałem już w trailerze i w kinie robi takie samo, nijakie wrażenie, a reszta akcji jest poprawna, ale beretu nie zrywa). Zresztą, w przeciwieństwie do poprzednich części, do kina drugi raz już raczej nie pójdę, choć do filmu jak najbardziej wrócę... kiedyś.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
27-07-2012, 20:11





