The Day the Earth Stood Still (1951) - kurna, parafrazując dr Coxa, dawno nie oglądałem filmu, od którego stawałem się coraz głupszy. SPOJLERY!
Ale po kolei - moją uwagę zwrócił wygrany Złoty Glob, a ostatnio nadrabiam zaległości z klasyki, więc pomyślałem - czemu nie. Początek całkiem fajny, od razu coś się dzieje, to przynajmniej nie będzie przydługiego wstępu. Najwyraźniej jednak wszyscy występujący w filmie są debilami, zarówno cywile (ledwie się znamy, ale pewnie, możesz się zaopiekować naszym dzieckiem), jak i wojskowi (obcy wałęsa się po okolicy, jak dostanie się do swojego robota, może mu rozkazać wyeliminować ludzkość, no ale po jaki kuj strzec jak oka w głowie śmiercionośnej broni potencjalnej zagłady, wyślemy dwóch żołnierzy, to wystarczy) a nawet przybysz z kosmosu (udało mi się dostać do statku, to może tu zostanę, skoro wszyscy na mnie polują, a ja nie mam chwilowo nic innego do roboty? Nieee...). Reżyseria, muzyka i aktorstwo na przyzwoitym poziomie, dlatego naciągane 3/10, ale szkoda nerwów, nie polecam.
Ale po kolei - moją uwagę zwrócił wygrany Złoty Glob, a ostatnio nadrabiam zaległości z klasyki, więc pomyślałem - czemu nie. Początek całkiem fajny, od razu coś się dzieje, to przynajmniej nie będzie przydługiego wstępu. Najwyraźniej jednak wszyscy występujący w filmie są debilami, zarówno cywile (ledwie się znamy, ale pewnie, możesz się zaopiekować naszym dzieckiem), jak i wojskowi (obcy wałęsa się po okolicy, jak dostanie się do swojego robota, może mu rozkazać wyeliminować ludzkość, no ale po jaki kuj strzec jak oka w głowie śmiercionośnej broni potencjalnej zagłady, wyślemy dwóch żołnierzy, to wystarczy) a nawet przybysz z kosmosu (udało mi się dostać do statku, to może tu zostanę, skoro wszyscy na mnie polują, a ja nie mam chwilowo nic innego do roboty? Nieee...). Reżyseria, muzyka i aktorstwo na przyzwoitym poziomie, dlatego naciągane 3/10, ale szkoda nerwów, nie polecam.
10-08-2012, 21:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-08-2012, 21:40 przez The Vujek.)





