Mirrors - co ja właśnie obejrzałem? O co właściwie chodziło w tym filmie? Czy scenariusz złożono z przypadkowo wybranych fragmentów różnych tekstów? W skrócie - to podróbka Lśnienia pomieszana z wątkami z Silent Hill i The Fallen, która w końcówce zmienia się w Underworld. Tak oryginalny film, że twist z ostatniej sceny przewidziałem po pierwszych 10 minutach.
Ale nawet przełknąłbym nieudane mieszanie konwencji - bo wątek śledztwa był całkiem ciekawy i nie rozczarował mnie rozwiązaniem tak bardzo, jak się spodziewałem. Przełknąłbym to, gdyby zakończenie miało jakiś sens. Bo ok, dowiedziałem się, czym są "lustra", ale o co chodziło w planie Sutherlanda i tamtej drugiej osoby - tego za cholerę nie rozumiem. I czemu na końcu okazało się, że...? Przecież to nie miało żadnego sensu; nic wcześniej nie zapowiadało takiego zwrotu akcji ani nie pokazywało, że to jest w ogóle możliwe. Słowem - zakończenie z innego filmu. To mnie najbardziej wkurza w horrorach: wprowadzanie nowych zasad, bo scenarzyście pasuje akurat jakaś "cool" scena. To jest nie fair wobec widza, który powinien z grubsza wiedzieć, do czego zdolny jest czarny charakter - a tutaj mamy horrorowy odpowiednik bat-spreju na rekiny.
Dialogi były fatalne, gra aktorska słaba, ale znalazło się parę niezłych scen. Scenografia zbyt wymuskana i wypieszczona - brakowało prawdziwego syfu. No i reżyser - Aję lubię i cenię za Wzgórza mają oczy, ale on nadaje się do kręcenia właśnie takich filmów: w których przeciwnik jest jak najbardziej materialny i dąży do szybkiej, brutalnej konfrontacji. Tutaj miałem wrażenie, że gość hamuje się na siłę - bo wróg jest eteryczny i nie może bezpośrednio walić po mordzie. Ale w końcówce Aja poszedł na całość i wyszła komedia (choć gdyby ten fragment był w jakimś horrorze o drapieżnym mutancie - ok, nie miałbym problemu).
Podsumowując: meh. 4/10
Ale nawet przełknąłbym nieudane mieszanie konwencji - bo wątek śledztwa był całkiem ciekawy i nie rozczarował mnie rozwiązaniem tak bardzo, jak się spodziewałem. Przełknąłbym to, gdyby zakończenie miało jakiś sens. Bo ok, dowiedziałem się, czym są "lustra", ale o co chodziło w planie Sutherlanda i tamtej drugiej osoby - tego za cholerę nie rozumiem. I czemu na końcu okazało się, że...? Przecież to nie miało żadnego sensu; nic wcześniej nie zapowiadało takiego zwrotu akcji ani nie pokazywało, że to jest w ogóle możliwe. Słowem - zakończenie z innego filmu. To mnie najbardziej wkurza w horrorach: wprowadzanie nowych zasad, bo scenarzyście pasuje akurat jakaś "cool" scena. To jest nie fair wobec widza, który powinien z grubsza wiedzieć, do czego zdolny jest czarny charakter - a tutaj mamy horrorowy odpowiednik bat-spreju na rekiny.
Dialogi były fatalne, gra aktorska słaba, ale znalazło się parę niezłych scen. Scenografia zbyt wymuskana i wypieszczona - brakowało prawdziwego syfu. No i reżyser - Aję lubię i cenię za Wzgórza mają oczy, ale on nadaje się do kręcenia właśnie takich filmów: w których przeciwnik jest jak najbardziej materialny i dąży do szybkiej, brutalnej konfrontacji. Tutaj miałem wrażenie, że gość hamuje się na siłę - bo wróg jest eteryczny i nie może bezpośrednio walić po mordzie. Ale w końcówce Aja poszedł na całość i wyszła komedia (choć gdyby ten fragment był w jakimś horrorze o drapieżnym mutancie - ok, nie miałbym problemu).
Podsumowując: meh. 4/10
19-08-2012, 22:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-08-2012, 22:30 przez military.)






