Kentucky Fried Movie (1977) - reż. John Landis
Ten film to najwyraźniej ojciec "The Onion Movie", dokładnie taka sama idea zlepienia kilkunastu niepowiązanych ze sobą krótkich materiałów filmowych mających stanowić fragment ramówki jakiejś stacji telewizyjnej. W przeważającej mierze są to materiały absurdalne, często bezsensowne i przede wszystkim prześmiewające ówczesną telewizję i kino. Dostaniemy tu fragment porannych wiadomości prowadzonych w stylu "Kawa czy herbata", kilka trailerów filmowych m.in. filmu akcji pt. "Kleopatra Schwartz" o Żydzie i Murzynce, którzy stworzyli najbardziej morderczą parę w historii kina oraz filmu porno "Katolickie uczennice w kłopotach!", ponadto zaliczymy wizytę w kinie 5D oraz wywiady i mnóstwo reklam totalnie bezsensownych produktów (np. Stowarzyszenia Umarłych - "W ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych umarło 800 tysięcy Amerykanów, co stawia śmierć na pierwszym miejscu przyczyn zgonu w kraju."), najdłuższą sekwencję stanowi z kolei półgodzinna parodia "Wejścia smoka" i to chyba najmocniejszy punkt tej produkcji, choć spokojnie można by go trochę skrócić i zdynamizować. Całość, podobnie jak w "The OM" jest nierówna, ale ogląda się całkiem szybko i przyjemnie.
Mocne 6/10.
Ten film to najwyraźniej ojciec "The Onion Movie", dokładnie taka sama idea zlepienia kilkunastu niepowiązanych ze sobą krótkich materiałów filmowych mających stanowić fragment ramówki jakiejś stacji telewizyjnej. W przeważającej mierze są to materiały absurdalne, często bezsensowne i przede wszystkim prześmiewające ówczesną telewizję i kino. Dostaniemy tu fragment porannych wiadomości prowadzonych w stylu "Kawa czy herbata", kilka trailerów filmowych m.in. filmu akcji pt. "Kleopatra Schwartz" o Żydzie i Murzynce, którzy stworzyli najbardziej morderczą parę w historii kina oraz filmu porno "Katolickie uczennice w kłopotach!", ponadto zaliczymy wizytę w kinie 5D oraz wywiady i mnóstwo reklam totalnie bezsensownych produktów (np. Stowarzyszenia Umarłych - "W ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych umarło 800 tysięcy Amerykanów, co stawia śmierć na pierwszym miejscu przyczyn zgonu w kraju."), najdłuższą sekwencję stanowi z kolei półgodzinna parodia "Wejścia smoka" i to chyba najmocniejszy punkt tej produkcji, choć spokojnie można by go trochę skrócić i zdynamizować. Całość, podobnie jak w "The OM" jest nierówna, ale ogląda się całkiem szybko i przyjemnie.
Mocne 6/10.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
09-09-2012, 13:48






