Macki to jeszcze nie problem, najgorsze tutaj są właśnie dyżurne kingowskie motywy - pieprznieta fanatyczka religijna której oczywiście każdy słucha (serio, Kingowi jakaś dewotka musiała nieźle dopiec, bo ten motyw się u niego pojawia jakoś w 1/4 wszystkich powieści) oraz tandetne pseudopsychologizowanie na zasadzie " zupa była za slona, idę zajebac sąsiadów". Cegiełkę dokłada Hardenowa która w tym filmie wydała mi się ultrazenujaca. Zresztą jak dla mnie sceny poza marketem są spoko, te marketowe jedynie ssa.
Why are you firing wallnuts at me?
15-09-2012, 14:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-09-2012, 14:45 przez jarod.)





