The Rock - po raz pierwszy udało mi się obejrzeć ten film do końca. Późno, ale to w sumie dobrze. Teraz doceniam wykonanie - masa efekciarstwa, ale 99% to efekty praktyczne. Jak fajnie jest popatrzeć na samochody naprawdę rozpirzające się na ulicach miasta... I to mimo tego, że scena z nimi jest ekstremalnie głupia i niepotrzebna, a przez to raczej nudna.
Generalnie wykonanie to majstersztyk, choć czasem trudno przymknąć oko na fakt, że niezależnie od pory dnia, zawsze jest zachód słońca. Skończyła się noc? Cięcie na zachód słońca. Środek dnia? Cięcie na zachód słońca. Przed chwilą pokazywaliśmy niebieskie niebo? Cięcie na zachód słońca. Takie widoczki uwielbiam, no ale trochę konsekwencji...
Jeśli chodzi o fabułę itp., pierwsza połowa to klasyczny Bay, czyli nie da się tego oglądać. Wstawki z narzekającymi murzynami, gej-fryzjer, niezamierzenie śmieszny pościg, w którym mega-patos styka się z absurdem (najpierw wozy niemal uderzają w staruszkę, potem w grupę ludzi na wózkach inwalidzkich, potem w tramwaj pełen ludzi - po prostu komedia) - to składa się na wielką filmową kupę. Ale kiedy akcja przenosi się do Twierdzy, zaczyna się inny film. W pytę dobry film.
Druga połowa to akcyjniak pierwszej klasy, któremu niedaleko do Con Air (choć jednak film Westa stoi o klasę wyżej). Świetna scenografia, świetna akcja, tempo, niezłe teksty, mój ulubiony Nic Cage, Michael Biehn, Ed Harris - czego chcieć więcej?
Druga połowa ma 10/10, pierwsza 3/10. Ogółem dam 7+/10, bo końcówka pozostawia dobre wrażenie.
Mam wrażenie, że to film kręcony jeszcze w czasach, kiedy nad Bayem stał jakiś producent, który hamował jego ciągoty w stronę totalnego kretynizmu.
Generalnie wykonanie to majstersztyk, choć czasem trudno przymknąć oko na fakt, że niezależnie od pory dnia, zawsze jest zachód słońca. Skończyła się noc? Cięcie na zachód słońca. Środek dnia? Cięcie na zachód słońca. Przed chwilą pokazywaliśmy niebieskie niebo? Cięcie na zachód słońca. Takie widoczki uwielbiam, no ale trochę konsekwencji...
Jeśli chodzi o fabułę itp., pierwsza połowa to klasyczny Bay, czyli nie da się tego oglądać. Wstawki z narzekającymi murzynami, gej-fryzjer, niezamierzenie śmieszny pościg, w którym mega-patos styka się z absurdem (najpierw wozy niemal uderzają w staruszkę, potem w grupę ludzi na wózkach inwalidzkich, potem w tramwaj pełen ludzi - po prostu komedia) - to składa się na wielką filmową kupę. Ale kiedy akcja przenosi się do Twierdzy, zaczyna się inny film. W pytę dobry film.
Druga połowa to akcyjniak pierwszej klasy, któremu niedaleko do Con Air (choć jednak film Westa stoi o klasę wyżej). Świetna scenografia, świetna akcja, tempo, niezłe teksty, mój ulubiony Nic Cage, Michael Biehn, Ed Harris - czego chcieć więcej?
Druga połowa ma 10/10, pierwsza 3/10. Ogółem dam 7+/10, bo końcówka pozostawia dobre wrażenie.
Mam wrażenie, że to film kręcony jeszcze w czasach, kiedy nad Bayem stał jakiś producent, który hamował jego ciągoty w stronę totalnego kretynizmu.
24-09-2012, 21:42






