No to tak.
Nie skłamię, że nadziałem się na ten film zupełnie przypadkowo, choć po części tak było. Tzn tak na dobrą sprawę nie pamiętam, jak trafiłem na ten film, pamiętam, że na długo przed premierą obejrzałem zwiastun, który pozwolił mi stwierdzić, że film może być w sumie ciekawy, ale po kilkukrotnym obejrzeniu tego zwiastuna już na samą myśl o tym obrazie się śliniłem. No i w końcu ten film dorwałem.
Na początku była książka, pod tym samym tytułem napisana przez niejakiego Dito Montiela. Była to książka autobiograficzna opowiadająca o jego dzieciństwie. Później był scenariusz, który zainteresował kogoś tam i kogoś tam jeszcze (m.in. Roberta Downey Jr. który grał dorosłego Dito) i w końcu zdecydowali się na nakręcenie filmu. Dali kolesiowi pieniądze, a koleś, który stał za kamerą po raz pierwszy w życiu nakręcił film. W wywiadzie potwierdził, że kilka pierwszych dni na planie było dla niego czymś zajebiście obcym, bo nie miał pojęcia co tu robi. Ale film nakręcił. To czy się sprzedał to już temat na inną rozmowę.
Historia jest o tyle niezwykła, że Dito Montiel zdecydował się na nie zmienianie żadnych nazwisk, ani swoich przyjaciół, ani samego siebie. Czyli postacie, które widzimy na ekranie, były prawdziwe, tak samo jak zresztą cała historia.
Film zaczyna się sceną, w której matka Dito dzwoni do niego, że jego ojciec jest chory i prosi by przyjechał do rodzinnego miasta. Ten, zważywszy, że nie dawał znaku życia przez 20 lat, decyduje się na powrót. Akcja przeplatana jest scenami z młodości (i oczywiście na tej młodości się obraz skupia) oraz z teraźniejszości. W tych retrospekcjach cała zabawa polega na tym, że młody Dito stara się wyrwać z tej zasranej dziury Nowego Jorku i zacząć nowe życie. Poza tym opowiada o jego przyjaciołach, którzy właściwie nie zajmowali się niczym prócz palenia trawki, picia jaboli i ogólnej dewastacji otoczenia. Niby typowe, ale podane w niesamowity sposób. W młodego Dito wcielił się niejaki Shia LaBeouf (o tym zresztą pisałem w mini recenzjach, ale moich postów i tak nikt nie czyta ;) ) i wywiązał się z roli GENIALNIE. Naprawdę świetny aktor, choć bardzo młody (21 lat). Oby się nie zeszmacił, czytaj: oby grał w filmach wyższej klasy, choć jego kolejny film, czyli "Disturbia" (takie "Okno na podwórze", gdzie główną rolę grają młodzi ludzie) nie napawa zbytnim optymizmem:P W każdym razie - tutaj zagrał kapitalnie. Sam Robert Downey Jr., który nie pokazuje się w filmie bardzo często i nie mógł się za bardzo pokazać - zagrał bardzo dobrze - widać u niego zaangażowanie w ten film.
Film baaardzo osobisty, jest to swego rodzaju rozliczenie się z przeszłością reżysera. Podano nam to wszystko w taki raczej smutny, spokojny sposób. A jeśli zwróci się uwagę na to, że dla mnie numero uno to "Cienka czerwona linia" - nie mogło być lepiej (w moim przypadku ;) ).
Reżyser, który nie miał pojęcia o reżyserii dostał za ten film nagrodę na festiwalu Sundance za najlepszą reżyserię. Taki paradoks. A no i oczywiście ten obraz zgarnął jeszcze jakieś tam nagrody i nominacje, ale nie pamiętam jakie.
Aha taka mała ciekawostka - montażysta, przyjaciel Montiela, nauczył się montować filmy, podczas montowania tego filmu. Wcześniej nie miał o tym zielonego pojęcia. Taki wniosek, że tak naprawdę jedynymi kompetentnymi ludźmi na planie byli aktorzy. Ale nie dajcie się zwieść. Gdybyście o tym nie wiedzieli, pomyślelibyście, że film robili ludzie bardzo doświadczeni. Fachowcy.
Bardzo polecam, na pewno najlepszy film jaki widziałem tego roku i chyba się wpisał to mojej pierwszej 10 de best of de best. Ale może przesadzam w sumie.
Jakby to nie było - 10/10
Nie skłamię, że nadziałem się na ten film zupełnie przypadkowo, choć po części tak było. Tzn tak na dobrą sprawę nie pamiętam, jak trafiłem na ten film, pamiętam, że na długo przed premierą obejrzałem zwiastun, który pozwolił mi stwierdzić, że film może być w sumie ciekawy, ale po kilkukrotnym obejrzeniu tego zwiastuna już na samą myśl o tym obrazie się śliniłem. No i w końcu ten film dorwałem.
Na początku była książka, pod tym samym tytułem napisana przez niejakiego Dito Montiela. Była to książka autobiograficzna opowiadająca o jego dzieciństwie. Później był scenariusz, który zainteresował kogoś tam i kogoś tam jeszcze (m.in. Roberta Downey Jr. który grał dorosłego Dito) i w końcu zdecydowali się na nakręcenie filmu. Dali kolesiowi pieniądze, a koleś, który stał za kamerą po raz pierwszy w życiu nakręcił film. W wywiadzie potwierdził, że kilka pierwszych dni na planie było dla niego czymś zajebiście obcym, bo nie miał pojęcia co tu robi. Ale film nakręcił. To czy się sprzedał to już temat na inną rozmowę.
Historia jest o tyle niezwykła, że Dito Montiel zdecydował się na nie zmienianie żadnych nazwisk, ani swoich przyjaciół, ani samego siebie. Czyli postacie, które widzimy na ekranie, były prawdziwe, tak samo jak zresztą cała historia.
Film zaczyna się sceną, w której matka Dito dzwoni do niego, że jego ojciec jest chory i prosi by przyjechał do rodzinnego miasta. Ten, zważywszy, że nie dawał znaku życia przez 20 lat, decyduje się na powrót. Akcja przeplatana jest scenami z młodości (i oczywiście na tej młodości się obraz skupia) oraz z teraźniejszości. W tych retrospekcjach cała zabawa polega na tym, że młody Dito stara się wyrwać z tej zasranej dziury Nowego Jorku i zacząć nowe życie. Poza tym opowiada o jego przyjaciołach, którzy właściwie nie zajmowali się niczym prócz palenia trawki, picia jaboli i ogólnej dewastacji otoczenia. Niby typowe, ale podane w niesamowity sposób. W młodego Dito wcielił się niejaki Shia LaBeouf (o tym zresztą pisałem w mini recenzjach, ale moich postów i tak nikt nie czyta ;) ) i wywiązał się z roli GENIALNIE. Naprawdę świetny aktor, choć bardzo młody (21 lat). Oby się nie zeszmacił, czytaj: oby grał w filmach wyższej klasy, choć jego kolejny film, czyli "Disturbia" (takie "Okno na podwórze", gdzie główną rolę grają młodzi ludzie) nie napawa zbytnim optymizmem:P W każdym razie - tutaj zagrał kapitalnie. Sam Robert Downey Jr., który nie pokazuje się w filmie bardzo często i nie mógł się za bardzo pokazać - zagrał bardzo dobrze - widać u niego zaangażowanie w ten film.
Film baaardzo osobisty, jest to swego rodzaju rozliczenie się z przeszłością reżysera. Podano nam to wszystko w taki raczej smutny, spokojny sposób. A jeśli zwróci się uwagę na to, że dla mnie numero uno to "Cienka czerwona linia" - nie mogło być lepiej (w moim przypadku ;) ).
Reżyser, który nie miał pojęcia o reżyserii dostał za ten film nagrodę na festiwalu Sundance za najlepszą reżyserię. Taki paradoks. A no i oczywiście ten obraz zgarnął jeszcze jakieś tam nagrody i nominacje, ale nie pamiętam jakie.
Aha taka mała ciekawostka - montażysta, przyjaciel Montiela, nauczył się montować filmy, podczas montowania tego filmu. Wcześniej nie miał o tym zielonego pojęcia. Taki wniosek, że tak naprawdę jedynymi kompetentnymi ludźmi na planie byli aktorzy. Ale nie dajcie się zwieść. Gdybyście o tym nie wiedzieli, pomyślelibyście, że film robili ludzie bardzo doświadczeni. Fachowcy.
Bardzo polecam, na pewno najlepszy film jaki widziałem tego roku i chyba się wpisał to mojej pierwszej 10 de best of de best. Ale może przesadzam w sumie.
Jakby to nie było - 10/10
Aktualnie rządzi: ja
01-03-2007, 22:07





