Uwaga! Spojlery "Zakładnika" i "Miami Vice"!
Mimo wszystko wolę łopatologicznego "Zakładnika" z fabułą, jak to ładnie nazwał mój znajomy (może to jakiś terin jest), klamrową (Cruise mówi o martwym kolesiu w metrze a póżniej sam tak kończy- niby tanie i w ogóle, ale mi to nie przeszkadzało). Podczas seansu "Collateral" czułem nastrój nocnego miasta, muzyka była świetna i w ogóle lux. W MV Sonny to ciapa, w ogóle nie przypomina Sonnego z serialu (tam Crocket był fajnym kolesiem, miłym dla pań, ale potrafił skopać dupę i być poważnym kiedy było trzeba. Tutaj to ciapa, której możnaby nasikać na głowę i nic by nam nie zrobił). Tubbs w serialu był strasznym elegancikiem- w kinowym MV nie widać jakoś różnicy między casualowym stylem Corcketa i eleganckim Tubbsem. W serialu to Crocket był wygadany Tubbs raczej małomówny. W kinowej wersji Sonny zginąłby po 15 minutach, gdyby nie Tubbs. Ogólnie fabuła jest naiwna i głupia. Prawa ręka bossa narkotykowego po 10 minutach zakochuje się w pięknym Sonnym i jak jakaś głupia dyskotekowa dziwka wierzy mu we wszystko, co powie. Nie wiem czy na swoje teksty Sonny poderwałby cokolwiek ("Skąd jesteś"..."Ale opaliłaś się w Miami"- no nieeeeee). Motyw z dostawą pizzy do przyczepy to też jakiś żart. Bandziory powinny od razu wypalić w drzwi i zmieść Tubbsa z powierzchni planety. Akcja odbicia dziewczyny powinna wyglądać tak: za pomocą kamerki w podłodze orientują się gdzie są bandziory, zakładają ładunki wywarzające na drzwi i okna, robią bum, wszyscy w przyczepie są ogłuszeni i gliniarze robią z nimi, co chcą. Pomysł z pizzą wygląda jak akcja z Bad Boys, a nie poważnego filmu.
Widzę, że chyba znów trzeba okrochmalić jednego z drugim, bo znów się towarzystwo nie liczy z zasadami dyskusji i wali spojlerami jak z armaty. :|
Mimo wszystko wolę łopatologicznego "Zakładnika" z fabułą, jak to ładnie nazwał mój znajomy (może to jakiś terin jest), klamrową (Cruise mówi o martwym kolesiu w metrze a póżniej sam tak kończy- niby tanie i w ogóle, ale mi to nie przeszkadzało). Podczas seansu "Collateral" czułem nastrój nocnego miasta, muzyka była świetna i w ogóle lux. W MV Sonny to ciapa, w ogóle nie przypomina Sonnego z serialu (tam Crocket był fajnym kolesiem, miłym dla pań, ale potrafił skopać dupę i być poważnym kiedy było trzeba. Tutaj to ciapa, której możnaby nasikać na głowę i nic by nam nie zrobił). Tubbs w serialu był strasznym elegancikiem- w kinowym MV nie widać jakoś różnicy między casualowym stylem Corcketa i eleganckim Tubbsem. W serialu to Crocket był wygadany Tubbs raczej małomówny. W kinowej wersji Sonny zginąłby po 15 minutach, gdyby nie Tubbs. Ogólnie fabuła jest naiwna i głupia. Prawa ręka bossa narkotykowego po 10 minutach zakochuje się w pięknym Sonnym i jak jakaś głupia dyskotekowa dziwka wierzy mu we wszystko, co powie. Nie wiem czy na swoje teksty Sonny poderwałby cokolwiek ("Skąd jesteś"..."Ale opaliłaś się w Miami"- no nieeeeee). Motyw z dostawą pizzy do przyczepy to też jakiś żart. Bandziory powinny od razu wypalić w drzwi i zmieść Tubbsa z powierzchni planety. Akcja odbicia dziewczyny powinna wyglądać tak: za pomocą kamerki w podłodze orientują się gdzie są bandziory, zakładają ładunki wywarzające na drzwi i okna, robią bum, wszyscy w przyczepie są ogłuszeni i gliniarze robią z nimi, co chcą. Pomysł z pizzą wygląda jak akcja z Bad Boys, a nie poważnego filmu.
Widzę, że chyba znów trzeba okrochmalić jednego z drugim, bo znów się towarzystwo nie liczy z zasadami dyskusji i wali spojlerami jak z armaty. :|
07-03-2007, 10:26






