Chyba przesadzacie z tym pospolitym wieśniactwem. Buractwo zdarza się i jak już jest to wkurza, ale żeby aż nie chodzić do kina z tego powodu? Od stycznia byłem w kinie 22 razy, najczęściej w premierowy weekend i plebs zdarzył się tylko na "Jesteś bogiem" i "Czarnobylu", a na ponad połowie filmów w sali było mniej niż 5 osób. Kilka seansów grali tylko dla mnie. Coraz częściej widzę ludzi, którzy do kina idą z pustymi rękami. Pewnie z dwóch powodów, po pierwsze nie stać nikogo na popcorn w cenie biletu, po drugie robienie sobie taniej wałówki do kina zaczyna być w przekonaniu społeczeństwa wiochą. To, że na nowym Bondzie zdarzyli się tacy ludzie, specjalnie mnie nie dziwi. Niestety modny blockbuster przyciąga na seanse również tych, którzy kinem nie interesują się nigdy. Nawet moi znajomi (zdawałoby się poważni ludzie), umawiając się do kina rozważali ile wziąć browarów. Dla mnie żenada, ale co mnie to obchodzi, skoro i tak z nimi nie szedłem.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
27-10-2012, 17:26






