Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, wcześniej nie zauważyłem.
Przedsionek piekła - czyli o tym jak banda kowbojów rabusiów pod dowództwem Erica Robertsa trafia do czyśćca. Spoiler to jest tak nieprzewidywalny, że aż umieścili tą informację w oryginalnym tytule...
Spodobał mi się pomysł na film i kilka patentów:
-bohaterowie rozpoznający w kowalu, szeryfie i golibrodzie legendy wild westu,
-brak jakiejkolwiek broni w miasteczku,
-stary, milczący Indianin klęczący we mgle,
i mój ulubiony:
-na środku miasteczka stoi kościół. Gdy zaczynają bić dzwony, wszyscy mieszkańcy zbiegają się i barykadują się w środku. Kto próbuje do niego strzelać, ten zostaje rażony
Niestety, reżyser postanowił pójść raczej w stronę Doktor Quinn niż, dajmy na to westernów Leone. Główny bohater to młody i uczciwy kałboj, który nie pije łyskaczy, nie podrywa panienek, zabijanie to dla niego kompletna abstrakcja. Najgorsze, że takim samym typem wydaje się reżyser.
Aż żal patrzeć, jak sceny potencjalnie kopiące dupę wywołują jedynie ziewnięcie i wzruszenie ramion. A CGI płomienie w końcówce to już gwóźdź do trumny.
Wiecie co by mogło uratować ten film? Eastwood na stołku reżysera. Czemu nie? Nakręcił już High Plain Drifter, gdzie był posłańcem z piekła, nakręcił Pale Ridera, gdzie był posłańcem z nieba, byłaby trylogia. Byłoby miejsce i na niepokój i na grozę i na prawdziwy dziki zachód. A tak...Jak się nazywa to zielone tatałajstwo co porasta drzewa i rozsypujące się mury? A, no tak.
Meh.
5/10
(16-10-2012, 16:26)Bzyku napisał(a): Tak, ja. Dobrych parę lat temu. O ile pamiętam to film jest wierną ekranizacją. W książce nie ma wiele więcej ponad to, co przeniesione zostało na ekran.Czyli sprawę spartolił Harris, nie reżyser. Podnoszę ocenę o pół punkta.
Przedsionek piekła - czyli o tym jak banda kowbojów rabusiów pod dowództwem Erica Robertsa trafia do czyśćca. Spoiler to jest tak nieprzewidywalny, że aż umieścili tą informację w oryginalnym tytule...
Spodobał mi się pomysł na film i kilka patentów:
-bohaterowie rozpoznający w kowalu, szeryfie i golibrodzie legendy wild westu,
-brak jakiejkolwiek broni w miasteczku,
-stary, milczący Indianin klęczący we mgle,
i mój ulubiony:
-na środku miasteczka stoi kościół. Gdy zaczynają bić dzwony, wszyscy mieszkańcy zbiegają się i barykadują się w środku. Kto próbuje do niego strzelać, ten zostaje rażony
Niestety, reżyser postanowił pójść raczej w stronę Doktor Quinn niż, dajmy na to westernów Leone. Główny bohater to młody i uczciwy kałboj, który nie pije łyskaczy, nie podrywa panienek, zabijanie to dla niego kompletna abstrakcja. Najgorsze, że takim samym typem wydaje się reżyser.
Aż żal patrzeć, jak sceny potencjalnie kopiące dupę wywołują jedynie ziewnięcie i wzruszenie ramion. A CGI płomienie w końcówce to już gwóźdź do trumny.
Wiecie co by mogło uratować ten film? Eastwood na stołku reżysera. Czemu nie? Nakręcił już High Plain Drifter, gdzie był posłańcem z piekła, nakręcił Pale Ridera, gdzie był posłańcem z nieba, byłaby trylogia. Byłoby miejsce i na niepokój i na grozę i na prawdziwy dziki zachód. A tak...Jak się nazywa to zielone tatałajstwo co porasta drzewa i rozsypujące się mury? A, no tak.
Meh.
5/10
11-11-2012, 21:42
Spoiler




