Halo Combat Evolved: Anniversary Edition. (single player)
Kupiłem X'a 360. Nadrabiam zaległości. Seria Halo na pierwszy ogień.
W Combat Evolved grałem już w 2005 w wersji na PC. Jak dotąd to moja jedyna styczność z tą franczyzą. Gra mi się podobała, ale nie mogłem powiedzieć, że urwało mi tyłek. Wtedy nie widziałem w CE niczego co wyróżniałoby ją na tle pecetowych shooterów. Muszę jednak przyznać, że na mój odbiór gry, pewnie miał jakiś wpływ fakt, że jako stary pecetowiec, po raz pierwszy mierzyłem się wtedy z tą niby konsolową rewolucją wśród shooterów, a z takim podejściem i hajpem, wbrew woli tworzą się niepotrzebnie wygórowane oczekiwania nie wiadomo czego. Nie żebym był z góry nastawiony negatywnie, ale jednak gdzieś tam w tle, powiewał delikatny smrodek pecetowego elityzmu i podejście do gry na zasadzie "allright, show me what you got". Chciałem zobaczyć "o co to wielkie Halo" (it's a good pun. Shut up).
Jednak jeszcze długo po przejściu gry i skreśleniu jej jako przehajpowanej, często wracałem pamięcią do różnych momentów CE. Co mnie dziwiło, bo podczas pierwszego podejścia, żaden set-piece nie wydawał mi się jakoś szczególnie wyróżniający. Również sama fabuła i miejsce akcji nie dawały o sobie zapomnieć. Wprawdzie story jest proste, a idea ringworldu nie jest niczym odkrywczym, jednak sam pomysł skrywającego tajemnicę sztucznego świata, zbudowanego w pierścieniu przez starożytną rasę, oraz jego wygląd i implementacja w grze, były bardzo sugestywne. Więc jakiś czas później odpaliłem Halo po raz drugi. I to właśnie przy drugim razie, podchodząc "na trzeźwo", bez bagażu, naprawdę ją doceniłem.
Bo sukces pierwszego Halo nie wynikał z żadnych nowatorskich rozwiązań w mechanice. Na miażdżącą miodność tej gry składało się multum, idealnie zaprojektowanych małych elementów rozgrywki, które osobno nie wydają się niczym istotnym, ale razem tworzą gameplay przy którym ciężko jest odłożyć pada. Te wszystkie drobiazgi designu, które nawet trudno zdefiniować, a które połączone, składają się na silky smooth gameplay.
Inteligencja przeciwników która do dziś robi wrażenie. Płynne sterowanie. Projektowanie map sprzyjających nieliniowemu podejściu do walki. Oparcie rozgrywki na prostym jak cep, ale mega skutecznym i miodnym systemie - broń szturmowa-granaty-atak wręcz. Efektowne sekwencje z pojazdami, które nie nudzą. Nawet takie, zdawałoby się, pierdoły jak design i brzmienie broni, sprawiają że wymiana ognia w Halo to czysta przyjemność (assault rifle Master Chiefa i wszystkie jej iteracje na przestrzeni serii, to chyba najlepiej zaprojektowana giwera w historii strzelanek. Nie przypominam też sobie żadnego FPS'a w którym każdy strzał z shotguna, powodował tak wzmożoną produkcję endorfin).
Combat Evolved idealnie podsumowuje określenie "it's the little things". Zastanawiałem się kiedyś ile w sukcesie pierwszego Halo, było świadomej myśli i perfekcjonizmu designerów z Bungie, a ile czystego farta. Bo ta gra opiera się właśnie na tych, zdawałoby się, drobiazgowych, perfekcyjnie dopieszczonych smaczkach, o których w innych shooterach nawet się nie myśli. Na papierze nie wyglądało to na żaden przełomowy hit. Teoretycznie w sterowaniu gry nie ma niczego, czego nie znajdziemy w innych strzelankach, jednak żaden FPS nie dawał mi takiego uczucia kontroli nadludzko sprawnego, ciągle naparzającego przed siebie badassa, jak w przypadku Master Chiefa. Combat Evolved oferuje mega przyjemne i angażujące wymiany ognia, a pod względem czystego gameplayu, trzyma się mocno do dziś.
A Anniversary Edition? Anniversary jest jeszcze lepsze. To praktycznie ta sama gra, tylko w dużo ładniejszej oprawie i multiplayerem Reach. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak dużo graczy dziś, marudzi na ideę remake'ów HD, pieprząc jakieś prentensjonalne głupoty o komercji i naruszaniu klasyki. Anniversary pokazuje, że dobrze wykonany remake cenionych tytułów, to praktycznie win-win, zarówno dla graczy jak i producentów. Naprawdę nie mogę się doszukać żadnych minusów tego rozwiązania. Oczywiście można mieć żal o to, że nie do końca wykorzystano okazję i nie pokuszono się o większą ilość usprawnień wobec oryginału. Ulepszona została praktycznie tylko grafika. Sam gameplay oraz reszta prezentacji, są takie same jak w 2000 r. Tak więc animacje są toporne, design niektórych leveli woła o pomstwę do nieba (choć ja akurat bardzo lubię niesławny level "the library". Jest odpowiednio stresujący), a Warthogiem nadal beznadziejne się steruje. Fajnie by też było, gdyby twórcy wrzucili do rozgrywki, pare rozwiązań z późniejszych części serii.
Jednak o żadnym regresie w stosunku do oryginalnego Halo, nie ma mowy, więc nic tylko się cieszyć. Kupno tej gry dla fana serii to praktycznie no-brainer. Jedyna zmiana w kampanii dla pojedynczego gracza, to dodanie terminali, porozrzucanych po levelach, które odblokowują krótkie animacje związane z mitologią uniwersum Halo i spinają ze sobą wszystkie części serii (są nawet odniesienia do Halo 4).
Graficznie Anniversary wygląda ładnie, choć nie jest to żadne aj waj. Odświeżony art design, korzystający z concept artów nowszych części, dobrze grze służy. Sugerując się screenami, wygląda mi to na coś pomiędzy jakością Halo 3 a Reach. Gra ma opcję zmiany grafiki za naciśnięciem jednego przycisku, na tryb klasyczny, gdzie wszystko wygląda dokładnie tak jak w oryginalnym Halo CE. Często korzystałem z tego bajeru, chcąc przypomnieć sobie jak poszczególne lokacje prezentowały się ponad dekadę temu. Szok wywołany różnicą jakości jest spory, dziś naprawdę wygląda to jak kupa, jednak gameplay bywa tak przyjemny, a strzelaniny tak angażujące, że czasami zupełnie zapominałem przełączyć z powrotem na zremasterowany tryb i nie przeszkadzało mi to. Aha, soundtrack też dostał lifting.
Choć gra zestarzała się w niektórych aspektach i nie wyróżnia się już tak jak kiedyś, to pod względem czystego gameplay'u, Halo nadal kopie tyłki większościom shooterów. Do tego jeszcze dochodzi mocny klimat sf, zajebisty soundtrack, fajna dwójka głównych bohaterów i ich wzajemna relacja oraz proste ale porządne story z dobrym tempem. A lifting graficzny jeszcze bardziej uprzyjemnia rozgrywkę i zbliża CE do nowszych odsłon serii.
8,5/10. Może dobije do 9 przy kolejnych podejściach.
![[Obrazek: egihl.jpg]](http://i.imgur.com/egihl.jpg)
![[Obrazek: mICYD.jpg]](http://i.imgur.com/mICYD.jpg)
![[Obrazek: YCFLw.jpg]](http://i.imgur.com/YCFLw.jpg)
Kupiłem X'a 360. Nadrabiam zaległości. Seria Halo na pierwszy ogień.
W Combat Evolved grałem już w 2005 w wersji na PC. Jak dotąd to moja jedyna styczność z tą franczyzą. Gra mi się podobała, ale nie mogłem powiedzieć, że urwało mi tyłek. Wtedy nie widziałem w CE niczego co wyróżniałoby ją na tle pecetowych shooterów. Muszę jednak przyznać, że na mój odbiór gry, pewnie miał jakiś wpływ fakt, że jako stary pecetowiec, po raz pierwszy mierzyłem się wtedy z tą niby konsolową rewolucją wśród shooterów, a z takim podejściem i hajpem, wbrew woli tworzą się niepotrzebnie wygórowane oczekiwania nie wiadomo czego. Nie żebym był z góry nastawiony negatywnie, ale jednak gdzieś tam w tle, powiewał delikatny smrodek pecetowego elityzmu i podejście do gry na zasadzie "allright, show me what you got". Chciałem zobaczyć "o co to wielkie Halo" (it's a good pun. Shut up).
Jednak jeszcze długo po przejściu gry i skreśleniu jej jako przehajpowanej, często wracałem pamięcią do różnych momentów CE. Co mnie dziwiło, bo podczas pierwszego podejścia, żaden set-piece nie wydawał mi się jakoś szczególnie wyróżniający. Również sama fabuła i miejsce akcji nie dawały o sobie zapomnieć. Wprawdzie story jest proste, a idea ringworldu nie jest niczym odkrywczym, jednak sam pomysł skrywającego tajemnicę sztucznego świata, zbudowanego w pierścieniu przez starożytną rasę, oraz jego wygląd i implementacja w grze, były bardzo sugestywne. Więc jakiś czas później odpaliłem Halo po raz drugi. I to właśnie przy drugim razie, podchodząc "na trzeźwo", bez bagażu, naprawdę ją doceniłem.
Bo sukces pierwszego Halo nie wynikał z żadnych nowatorskich rozwiązań w mechanice. Na miażdżącą miodność tej gry składało się multum, idealnie zaprojektowanych małych elementów rozgrywki, które osobno nie wydają się niczym istotnym, ale razem tworzą gameplay przy którym ciężko jest odłożyć pada. Te wszystkie drobiazgi designu, które nawet trudno zdefiniować, a które połączone, składają się na silky smooth gameplay.
Inteligencja przeciwników która do dziś robi wrażenie. Płynne sterowanie. Projektowanie map sprzyjających nieliniowemu podejściu do walki. Oparcie rozgrywki na prostym jak cep, ale mega skutecznym i miodnym systemie - broń szturmowa-granaty-atak wręcz. Efektowne sekwencje z pojazdami, które nie nudzą. Nawet takie, zdawałoby się, pierdoły jak design i brzmienie broni, sprawiają że wymiana ognia w Halo to czysta przyjemność (assault rifle Master Chiefa i wszystkie jej iteracje na przestrzeni serii, to chyba najlepiej zaprojektowana giwera w historii strzelanek. Nie przypominam też sobie żadnego FPS'a w którym każdy strzał z shotguna, powodował tak wzmożoną produkcję endorfin).
Combat Evolved idealnie podsumowuje określenie "it's the little things". Zastanawiałem się kiedyś ile w sukcesie pierwszego Halo, było świadomej myśli i perfekcjonizmu designerów z Bungie, a ile czystego farta. Bo ta gra opiera się właśnie na tych, zdawałoby się, drobiazgowych, perfekcyjnie dopieszczonych smaczkach, o których w innych shooterach nawet się nie myśli. Na papierze nie wyglądało to na żaden przełomowy hit. Teoretycznie w sterowaniu gry nie ma niczego, czego nie znajdziemy w innych strzelankach, jednak żaden FPS nie dawał mi takiego uczucia kontroli nadludzko sprawnego, ciągle naparzającego przed siebie badassa, jak w przypadku Master Chiefa. Combat Evolved oferuje mega przyjemne i angażujące wymiany ognia, a pod względem czystego gameplayu, trzyma się mocno do dziś.
A Anniversary Edition? Anniversary jest jeszcze lepsze. To praktycznie ta sama gra, tylko w dużo ładniejszej oprawie i multiplayerem Reach. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak dużo graczy dziś, marudzi na ideę remake'ów HD, pieprząc jakieś prentensjonalne głupoty o komercji i naruszaniu klasyki. Anniversary pokazuje, że dobrze wykonany remake cenionych tytułów, to praktycznie win-win, zarówno dla graczy jak i producentów. Naprawdę nie mogę się doszukać żadnych minusów tego rozwiązania. Oczywiście można mieć żal o to, że nie do końca wykorzystano okazję i nie pokuszono się o większą ilość usprawnień wobec oryginału. Ulepszona została praktycznie tylko grafika. Sam gameplay oraz reszta prezentacji, są takie same jak w 2000 r. Tak więc animacje są toporne, design niektórych leveli woła o pomstwę do nieba (choć ja akurat bardzo lubię niesławny level "the library". Jest odpowiednio stresujący), a Warthogiem nadal beznadziejne się steruje. Fajnie by też było, gdyby twórcy wrzucili do rozgrywki, pare rozwiązań z późniejszych części serii.
Jednak o żadnym regresie w stosunku do oryginalnego Halo, nie ma mowy, więc nic tylko się cieszyć. Kupno tej gry dla fana serii to praktycznie no-brainer. Jedyna zmiana w kampanii dla pojedynczego gracza, to dodanie terminali, porozrzucanych po levelach, które odblokowują krótkie animacje związane z mitologią uniwersum Halo i spinają ze sobą wszystkie części serii (są nawet odniesienia do Halo 4).
Graficznie Anniversary wygląda ładnie, choć nie jest to żadne aj waj. Odświeżony art design, korzystający z concept artów nowszych części, dobrze grze służy. Sugerując się screenami, wygląda mi to na coś pomiędzy jakością Halo 3 a Reach. Gra ma opcję zmiany grafiki za naciśnięciem jednego przycisku, na tryb klasyczny, gdzie wszystko wygląda dokładnie tak jak w oryginalnym Halo CE. Często korzystałem z tego bajeru, chcąc przypomnieć sobie jak poszczególne lokacje prezentowały się ponad dekadę temu. Szok wywołany różnicą jakości jest spory, dziś naprawdę wygląda to jak kupa, jednak gameplay bywa tak przyjemny, a strzelaniny tak angażujące, że czasami zupełnie zapominałem przełączyć z powrotem na zremasterowany tryb i nie przeszkadzało mi to. Aha, soundtrack też dostał lifting.
Choć gra zestarzała się w niektórych aspektach i nie wyróżnia się już tak jak kiedyś, to pod względem czystego gameplay'u, Halo nadal kopie tyłki większościom shooterów. Do tego jeszcze dochodzi mocny klimat sf, zajebisty soundtrack, fajna dwójka głównych bohaterów i ich wzajemna relacja oraz proste ale porządne story z dobrym tempem. A lifting graficzny jeszcze bardziej uprzyjemnia rozgrywkę i zbliża CE do nowszych odsłon serii.
8,5/10. Może dobije do 9 przy kolejnych podejściach.
![[Obrazek: egihl.jpg]](http://i.imgur.com/egihl.jpg)
![[Obrazek: mICYD.jpg]](http://i.imgur.com/mICYD.jpg)
![[Obrazek: YCFLw.jpg]](http://i.imgur.com/YCFLw.jpg)
15-11-2012, 06:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-11-2012, 19:20 przez Proteus.)





