Pod wpływem urywków z fanedita Corna, postanowiłem sobie przejrzeć Wiedźmina. Nie chce mi się tego oglądać, szkoda mojego czasu. Dawno temu już to częściowo widziałem i nie widze potrzeby by do tego wracać. Tak czy siak, to jest zły serial, choć ma elementy, które teoretycznie mogły zadziałac.
Aktorstwo przede wszystkim jest cholernie drętwe - nie tylko u Żebrowskiego. U wszystkich. A jak nie drętwe to nad wyraz teatralne. Niestety. A świat taki, jak ten z Wiedźmina aż się prosi o aktorską naturalność godną "Deadwood" - zapite, nieogolone mordy, wytarte szmaty niechlujnie nałożone, pobrudzone pancerze. Brakuje tego koszmarnie. Nie jest to żadna nowość w polskim kinie, że kostiumy są jak świeżo z pralni, ale tutaj razi to szczególnie. Większość kostiumowych filmów Polskich (np jakieś Katynie) to czarnobiałe baje o dobrych i złych. W Wiedźminie ten cały szary moralnie świat traci na wyrazistości.
Ale ogląda się to zabawnie. Co i rusz pojawiają się znane gęby, nawet w epizodach (Marek Walczewski na przykład), których już teraz nie widujemy lub w ogóle normalnie nie wyobrażaliśmy sobie w takich rolach. Jestem pewien, że caly batalion ludzi krzyknął "O! Paździoch!" na widok zapitego strażnika. To nawet śmieszne, przez co film zyskuje, jako taka zabawa w wyłapywanie twarzy, które się kojarzy. "Gdzie jest Wally?" Nawet Małaszyński się załapał!
No i dużo spoko golizny, to zawsze na plus.
Aktorstwo przede wszystkim jest cholernie drętwe - nie tylko u Żebrowskiego. U wszystkich. A jak nie drętwe to nad wyraz teatralne. Niestety. A świat taki, jak ten z Wiedźmina aż się prosi o aktorską naturalność godną "Deadwood" - zapite, nieogolone mordy, wytarte szmaty niechlujnie nałożone, pobrudzone pancerze. Brakuje tego koszmarnie. Nie jest to żadna nowość w polskim kinie, że kostiumy są jak świeżo z pralni, ale tutaj razi to szczególnie. Większość kostiumowych filmów Polskich (np jakieś Katynie) to czarnobiałe baje o dobrych i złych. W Wiedźminie ten cały szary moralnie świat traci na wyrazistości.
Ale ogląda się to zabawnie. Co i rusz pojawiają się znane gęby, nawet w epizodach (Marek Walczewski na przykład), których już teraz nie widujemy lub w ogóle normalnie nie wyobrażaliśmy sobie w takich rolach. Jestem pewien, że caly batalion ludzi krzyknął "O! Paździoch!" na widok zapitego strażnika. To nawet śmieszne, przez co film zyskuje, jako taka zabawa w wyłapywanie twarzy, które się kojarzy. "Gdzie jest Wally?" Nawet Małaszyński się załapał!
No i dużo spoko golizny, to zawsze na plus.
28-11-2012, 03:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-11-2012, 03:41 przez Gal Anonim.)





