Pierwszy lepszy przykład z brzegu: Cap America wykładający w twarz Starkowi, wszystkie jego przywary (z czego jedna zostanie użyta jako motyw w końcówce, gdy IM przejmie bombę i udowodni, że naprawdę jest z niego człowiek, który potrafi - "lay down on a wire and let the other guy crawl over him") i ciągle opisywanie Starka, dla benefitu tych którzy nie widzieli IM 1 i 2. Tego zresztą jest dużo więcej, w tym filmie co chwile jeden koleś opowiada o drugim i ciągle tłumaczy się widzowi jaki to nich violate mixture, time bomb i dlaczego te charaktery sa niekompatybilne (co samo w sobie jest już nieco łopatologiczne według standardu jaki stosuje Mierzwiak, w końcu wbijanie widzowi idei, że ta grupa bohaterów nie potrafi spiąć pośladów w obliczu zagrożenia całej planety i potrzebują do tego motywatoru w postaci śmierci bohatera, którego połowa z nich ledwo znała, jest delikatnie mówiąc naciągana). Powtórzę w tym momencie, że w żaden sposób nie uważam tego za jakąkolwiek wadę. Nie uważam tego za nic i sam nawet nie zwróciłbym na to żadnej uwagi, ale to po prostu podobne podejście, jakie Mierzw wykazywał przy przywołanych wcześniej konwersacjach.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon
David Simon
17-12-2012, 15:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-12-2012, 15:42 przez Cator.)





