(17-12-2012, 18:01)military napisał(a): Wiesz, dlaczego tak się nie robi? Przynajmniej moim zdaniem: bo Nolan sili się na coś więcej.
Sorry Military, ale ja tego nie kupuje. Bo tu nie chodzi o to na co film się "sili" czy nie. Tu chodzi o podejście widzów, które jest zupełnie wykrzywione przez całą tą medialną otoczkę, jaka nieustannie towarzyszy tym filmom od 4 lat. Bo nie rozumiem, jak to jest, ze do TDK i TDKR niektóry podchodzą jak do pieprzonego dokumentu, a BB potrafią obejrzeć jak zwykły blockbuster. Tak wiem, Begins był prostszy, TDK bardziej ambitny i z lepszymi wątkami, motywami i postaciami (TDKR - kwestia dyskusyjna) ale to nadal ta sama poetyka, ten sam sposób pisania scen, narracji, dialogów.
Te filmy nie są nawet w połowie tak pretensjonalne jak przekonują ich przeciwnicy. Prawda są pełne symboliki, ale ona idealnie pasuje do konwencji superbohatera i mitologii Batmana. Po prostu tyle się mówi o wyższości fabularnej tych filmów nad typowymi adaptacjami komiksowymi, że wielu zaczęło już reagować na to alergicznie i nie oglądać ich jak zwykły blockbuster. Nie wspominając nawet o ciągle źle pojmowanym realizmie. Mrocznego Rycerza w 2008, zaraz po premierze, też mało kto od razu nazywał pretensjonalnym. Po prostu zebrało się na to 4 lata nieustannego traktowania tych filmów w mediach jak nowej "Zbrodni i Kary".
Bo Nolan jest zainteresowany wątkami, motywami, ale sposób w jaki je opowiada i rozpisuje jest wciąż blockbusterowy, on nawet chyba myśli, że tego się wymaga po takich filmach, bo reszta jego filmografii nie jest pisana w ten sposób. Dużo się na tym forum pisze o głupotkach w tej serii, ale ich nie jest więcej niż w pierwszym lepszym blockbusterze, o filmach superhero nie wspominając. Gdyby poprzednie filmy o Batmanie czy jakąkolwiek adaptację komiksową (nawet te w realistycznej stylistyce) poddać takiej samej, bezwzględnej i często głupiej analizie, ala 50 prawd, to mało który z nich wytrzymałby chociaż 10 minut takiej lustracji.
Wątki w TDKR mogą się wyraźnie różnić od tego o czym opowiadano w BB, ale scenariuszowe "spoiwo", którym to wszystko jest sklejone, jest wciąż tak samo blockbusterowe. Nolan i Goyer nie zmienili stylu pisania. Może się komuś nie podobać kierunek w jaki skręciła fabuła w Rises, albo interpretacja postaci Batmana, ale jeżeli niewiarę dało się zawiesić przy Begins, to można to zrobić przy Rises, zwracając uwagę raczej na największe głupoty i naciągnięcia (których przyznaje jest tutaj zdecydowanie najwięcej ze wszystkich trzech części).
Po jednym seansie Rises w kinie i dwóch powtórkach na BD, trylogia przedstawia się dla mnie w następujący w sposób:
BB - bardzo solidne kino superhero, zyskujące po latach bo najbardziej skupiające się na postaci Batmana. Kameralne i intymne a mimo tego wciąż komiksowe, zrobione z pewnym rozmachem i świetną obsadą. Walorów tego filmu nikomu nie trzeba wymieniać. Zabrakło jednak tego factoru WOW, jakiegoś wybijającego się, naprawdę mocnego elementu, który sprawiłby, że film byłby więcej niż solidną/bardzo dobą adaptacją.
TDK - Wciaż najlepszy Batman i najlepsza adaptacja komiksu. Po prostu. Watchemni może są oparci na arcyzajebistym materiale źródłowym, a Avengers korzysta z genialnych dialogów, wyczucia postaci i sklejenia skryptu Whedona, ale żaden z nich nie jest tak imponujący jako filmowa całość i nie uderza tak mocno jak TDK. Od czasu premiery film był lustrowany niemiłosiernie, chyba bardziej niż jakikolwiek inny tytuł w historii i obnażyło to wszystkie niedoskonałości, ale dla mnie nadal mało co z tego wybiło się ponad status szczegółów, pierdół które można znaleźć w większości tytułów, albo zarzutów z gatunku "mogło być lepiej ale i tak jest świetnie". Minusy nie przysłoniły też zajebistego całokształtu filmu i pomysłu na fabułę. Świetne napięcie, bohaterowie, klimat, motywy i wątki, zajebiste sceny i momenty, nieszablonowa forma i scenariusz (jaki film superhero morduje dziewczynę herosa w samym środku) oraz świetne spasowanie tego wszystkiego i podkręcenie w ciągłych manipulacjach i szaleństwie Jokera. Batman walczy tu o czas ekranowy z wieloma postaciami i wątkami, ale wszystko dotyczy Wayne bezpośrednio i idealnie pasuje do tej postaci, lub jest integralną częścią uniwersum Gacka. Pare szalonych dni życia miasta, saga kryminalna Gotham i fajny komiksowy moralitet. No i Joker, zajebisty nie tylko w zagraniu i wykonaniu, ale i w koncepcji postaci.
TDKR - to w sumie taki trochę nie do końca udany eksperyment, który jednak wciąż ma sporo do zaoferowania. Imponuje rozmachem i ambicją, ale jest jednocześnie najbardziej topornym, podziurawionym, niechlujnym i wadliwym filmem Nolana. To jest film, który bierze najlepsze i najgorsze instynkty Nolana i podkręca je do potęgi entej (z naciskiem na te najgorsze niestety), mimo wszystko efekt nadal jest miejscami spektakularny. Mnóstwo tu symboliki, ale bardzo pasuje ona do całej tej komiksowej mitologii superhero. To co zrobili z Gackiem nie do końca pokrywa się z moim wyobrażeniem o kanonicznej wersji tej postaci, ale patrząc z perspektywy całej trylogii widzę walory Nolanowskiej interpretacji i kupuję jego Wayne'a w całości, bez popitki. Często słyszy się, że Rises jest bardzo zachowawczy i blockbusterowy w porównaniu z TDK, to nie prawda. On jest wielu względach nieszablonowy i z ambicją...po prostu nie do końca udany. Nie ma sensu podsumowywać dlaczego, bo już wystarczająco żalu zostało na ten temat wylane w tym wątku. Mimo wszystko cieszę się z takiej, na swój sposób wyjątkowej, choć mocno wadliwej klamry na trylogii. Plus, Bane.
19-12-2012, 02:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2012, 17:58 przez Proteus.)





