Wrażenia? Już spieszę:
"300" powinno się nazywać "Rzeźnią numer 300". Bo w tym filmie, oprócz spektakularnego ucinania głów, przebijania ludzi włóczniami, kiereszowania, patroszenia i masakry nie ma niczego więcej. Widać, że dialogi pisane były z myślą o komiksie [krótkie, bufoniaste, często infantylne], aktorzy musieli popracować jedynie nad tężyzną, nie nad umiejętnościami ekspresji i gestykulacji, a zadaniem reżysera było jedynie poskładanie efektownych teledysków w jedną, dwugodzinną całość. "300" to bardzo słodki, czerwony cukiereczek - napakowany kapitalnym CGI, bardzo ładnie udźwiękowiony i dający potężnego kopa... ale tylko w niektórych scenach. Bo jeśli odjąć od tego filmu brawurowe szarże [świetnie nakręcone - ciekawe zbliżenia i praca wirtualnej kamery], których jest dość sporo [jednak więkoszść z nich bardzo do siebie podobnych - różnią się chyba tylko statystami, jacy akuratnie atakują i ewentualnym bossem], to w filmie zostałyby drętwe dialogi i nadekspresja przy formułowaniu średnich one-linerów. Niemniej jednak jest to dość udana krzyżówka "LOTRa" i "Gladiatora" [parę patentów jest wręcz zerżniętych - jeśli nie przez Millera, to przynajmniej przez Snydera], którą ogląda się z przyjemnością, ale szczękoopadu spodziewanego nie uświadczyłem.
Dla gore-onanistów będzie to z pewnością najlepszy film roku :) Dla mnie... 7.5/10.
[aaa, ze 3/4 filmu jest w slow-motion, wiec w rzeczywistosci powinien on trwac jakies 90, a nie 117 minut]
"300" powinno się nazywać "Rzeźnią numer 300". Bo w tym filmie, oprócz spektakularnego ucinania głów, przebijania ludzi włóczniami, kiereszowania, patroszenia i masakry nie ma niczego więcej. Widać, że dialogi pisane były z myślą o komiksie [krótkie, bufoniaste, często infantylne], aktorzy musieli popracować jedynie nad tężyzną, nie nad umiejętnościami ekspresji i gestykulacji, a zadaniem reżysera było jedynie poskładanie efektownych teledysków w jedną, dwugodzinną całość. "300" to bardzo słodki, czerwony cukiereczek - napakowany kapitalnym CGI, bardzo ładnie udźwiękowiony i dający potężnego kopa... ale tylko w niektórych scenach. Bo jeśli odjąć od tego filmu brawurowe szarże [świetnie nakręcone - ciekawe zbliżenia i praca wirtualnej kamery], których jest dość sporo [jednak więkoszść z nich bardzo do siebie podobnych - różnią się chyba tylko statystami, jacy akuratnie atakują i ewentualnym bossem], to w filmie zostałyby drętwe dialogi i nadekspresja przy formułowaniu średnich one-linerów. Niemniej jednak jest to dość udana krzyżówka "LOTRa" i "Gladiatora" [parę patentów jest wręcz zerżniętych - jeśli nie przez Millera, to przynajmniej przez Snydera], którą ogląda się z przyjemnością, ale szczękoopadu spodziewanego nie uświadczyłem.
Dla gore-onanistów będzie to z pewnością najlepszy film roku :) Dla mnie... 7.5/10.
[aaa, ze 3/4 filmu jest w slow-motion, wiec w rzeczywistosci powinien on trwac jakies 90, a nie 117 minut]
21-03-2007, 15:24





