No i dobrze, że się nie zbliżasz. Choć tylko trzy pierwsze filmy, Godzilla '84 i w Godzilla 2000 mają wersje amerykańskie z poważnymi zmianami, reszta jest jedynie kiepsko zdubbingowana.
Godzilla to jedna z kluczowych postaci moich szczenięcych lat. Choć przyznam, że za małego widziałem tylko film Emmericha i dwie biedne kreskówki, a japońca ujrzałem dopiero, gdy TVP w 2001 r. wyemitowała "Godzillę kontra Destruktora" i kilka filmów z serii Heisei. Później z pomocą przyszedł internet i już stopniowo obejrzałem wszystkie części. Jedne lepsze, drugie gorsze. Na ogień pierwszy Showa:
Gojira (1954) - poważny, mroczny, wysokobudżetowy na tamte lata, z realistycznymi efektami też na tamte czasy zupełnie inny od reszty serii klasyk z subtelnym antywojennym przesłaniem. Godzilla (lub jak będę go zwał Król) jest creepy as hell. Okrutne bydlę z ponurym rykiem zupełnie innym niż jakim znamy bez mrugnięcia okiem rozwala wszystko co się da i mało tego. Widzimy efekty jego zniszczeń! Sceny zniszczeń, szpitale pełne umierających ludzi, matka ściskająca dziecko czekając na śmierć, msze odprawiane za pamięć poległych. Tak kochani, to wszystko się dzieje w monstre-movie z przerośniętym jaszczurem ziejącym ogniem. Niestety, gorzej z aktorstwem, które jest kiepskie, mamy kilka patetycznych przemów, no i F/X zestarzało się. Mimo tych przemów, film jest najlepszy z całej serii i jest na drugim miejscu moich ulubionych filmów.
Godzilla! King of the Monsters (wersja USA w/w) - Myślałem, że wersja z Raymondem Burrem, będzie do dupy. Obejrzałem zaraz po oryginale i... całkiem niezłe filmidło, sprawnie wpleciono Steve'a Martina (tak się nazywa reporter grany przez Burra:)) w fabułę, wiele kwestii w ogóle nie zdubbingowano (!) i sporo gadają po japońsku, gość nie rozumie japońskiego i trzeba mu tłumacza, zachowano oryginalny soundtrack i wszystkie mocniejsze sceny. Ba, nawet dubbing jest w miarę znośny, gdyby nie to, że amerykański aktor dubbingujący Shimurę nie pasuje do jego oryginalnego głosu, a ten niestety się pojawia. Mimo to przegrywa z oryginałem i bardziej nuży. zobaczyć jako ciekawostkę.
Gojira no gyakushu (1955) - sukces jest, kasiora jest, nominacja do japońskiego Oskara jest, więc robimy sequel! Kij z tym, że po potworze został szkielet. A skoro jest sequel to dajmy drugiego potwora, nie ma nic fajniejszego niż dwa dinozaury napierdalające w mieście. Godzilla nadal jest zły, jego przeciwnik - Anguirus też jest zły, a ludzie są tylko tu dodatkiem. Podoba mi się, że to jak potwory walczą to zachowują się jak zwierzęta. Plus jeszcze są tak zaaferowane walką, że kompletnie olewają niszczone przez nich budowle. Film jednak wyraźnie powstały dla kasy, dalej słabi aktorzy w rolach sztampowych postaci w tego typu filmach, F/X przypomina teatr muppetów, ale lubię ten film. Jak dla mnie drugi najlepszy film z Godzillą.
Gigantis, the Fire Monster (wersja USA w/w) - o ile Gojira po amerykańsku można było od biedy obejrzeć, tego kupsztala nie! Cały czas jest narracja głównego bohatera, Kobayashi brzmi jak kreskówkowy głupek, Godzilla ma ten sam głos jak Anguirus (no dobra - z sześć razy ryknął po swojemu), oczywiście Amerykanie i ONZ przychodzą z pomocą, a minimalistyczny soundtrack Sato zastąpiono jakimś paszkwilem. Wystrzegać się!
King Kong Vs. Godzilla (jap.) - jeśli rozluźnisz się i nastawisz się na komedię, dostaniesz całkiem fajny film. Dobre i zabawne sceny z ludźmi, naprawdę świetny soundtrack Ifukube no i pojawienie się na ekranie dwóch najsłynniejszych gigantycznych potworów (dla obu to był debiut w kolorze). Goji dostał ryk, który powszechnie znamy, ale nadal jest złolem rozwalającego miasta, a King Kong pomimo sterydów i mocy Electro jak zwykle porywa jakąś dupę i walczy z dinozaurami. Twórcy dbają o zgodność z poprzednimi częściami, bo Godzilla wyłania się z lodowca, uwięziony w poprzedniej części i znów stawiają mu zaporę elektryczną, ale o większym natężeniu mocu. Tragedią są niestety efekty specjalne. Widać, że potworami są goście w kostiumach na Halloween, a czołgi ukradziono niegrzecznemu chłopczykowi.
King Kong Vs. Godzilla (USA) - Amerykanom strasznie musi być głupio za tą bombę, skoro pomagają Japonii jak tylko się da. Serio, wpierw mamy jakiegoś Erica Cartera, który pierdzieli jakie to USA, ONZ i Czerwony Krzyż są bardziej miłosierne od Chrystusa. I mało tego. Japońce są tak nieporadni, że jak zwykle z pomocą przychodzą Amerykanie! Całkiem pokojowo nastawionego dr Shigezawę uczyniono maniakiem, który najchętniej wysadził Japonię atomówką, a Japonii na pomoc przychodzi głupiomądry doktorek czerpiący wiedzę z paleontologii z tego:
![[Obrazek: 296c9d3.jpg]](http://i55.tinypic.com/296c9d3.jpg)
Człowieku, z książki dla dzieci to korzystać może słuchacz na wypracowanie jak ja, a nie doświadczony doktor!
Ci wstawieni Carter, doktorek, Yutaka Pingu Pongu Sushi ze swoim babochłopem w tle do kosza w montażowni! Dubbing to katastrofa. Słabo dobrane i nie zgadzające się z ruchem warg głosy. Oryginał był zabawny, ale debile z Universala wpadli na pomysł, by film był super poważny. Poważny film z przerośniętymi jaszczurką i małpiszonem. Hello! I co najgorsze, arcygenialną muzykę z japońca zastąpiono syfem z jakichś biednych filmów SF.
Godzilla Vs. the Thing - Król nie walczy z Cosiem z filmu Nyby'ego, tylko z ćmą Mothrą. Efekty są naprawdę udane i poza niektórymi trzymają poziom. Trochę gadki o ekologii, kilka sucharów w finale to niewielkie skazy na tym filmidle. I Godzilla jak ładnie rozwala miasta.
PS. Istnieje wersja amerykańska różniąca się od oryginału jedynie dodaną sceną z amerykańskim wojskiem i wyciętą krwią, ale uznałem, że po co mam oglądać to samo?
Ghidrah, The Three Headed Monster - Ogromny spadek po poprzedniku. Wlecze się ten film, muzyka to odgrzewane kawałki, zawiera symptomy kiczu nasilające się dekadę później. Te liliputki musiały zatęsknić za karierą w "Mothrze", bo tu grają w jakimś dennym szole ala "Gwiazdy coś ośmieszają" i tak chętnie się udzielają wywiadom. Serginiarze noszą się idiotycznie, a Prorokini z Jowisza co chwila mówi, kim jest. A apogeum jest ta debilna scena dialogu z potworami, które w niepokojący sposób zaczynają się zachowywać jak ludzie i ratować ludzkość. Jeden wielki facepalm - nie chciałbym, by moją planetę ratowały jaszczur o mentalności dresiarza, gejowski ptak, gąsienica jako typ wkurwiającej pipki, która w pouczaniu chce przebić naszą mamę. W dodatku tytułowy Ghidrah /Ghidorah został potraktowany źle, bo na starcie był przegranym mając przeciw sobie trzech przeciwników. Scenę, gdy Król dostaje promieniem po jajcach i miejscu, gdzie ssaki mają pośladki pominę litościwie milczeniem (ale mamy dowód jakiej płci jest Godzilla). Na plus dobre efekty specjalne, Takashi Shimura i sam motyw z Ghidorą.
Godzilla Vs. Monster Zero - poprawiono wszystko względem poprzednika. Niestety efekty są gorsze, kosmici wyglądają jak elfy św. Mikołaja, Ghidorze i Rodanowi widać sznurki, a podczas ziemskiej inwazji mamy wycięte sceny z innych filmów, choć subtelniej wklejone niż później. No i Król ma nareszcie porządnie zrobiony ogień!
Godzilla Vs. the Sea Monster - lubicie stare Bondy? A lubicie monster-movie? To polubicie też ten film. Chłopak ze wsi i jego znajomi z miasta udają się łodzią złodzieja na poszukiwania zaginionego brata, trafiają na wyspę strzeżoną przez wielkiego homara, gdzie zła organizacja porywająca ludzi do pracy, a jeszcze do tego jest Godzilla, który jest wkurwiony jak zwykle. Bzdurna fabuła? Ale za to jak fajna. Muza brzmi jak z Bonda, mimo obniżonego budżetu dobrze to wszystko wygląda i mamy ładną Kumi Mizuno. I nie rozumiem powodu, czemu ten film znalazł się w paśmie MST3K? Król miał w karierze dużoooooo gorsze tytuły.
Son of Godzilla - o Jezu. Tu zaczynają się schody. Pojawia się syn Godzilli, Minya - będący dla fanów Króla tym samym, co Jar Jar Binks dla SW i Scrappy dla Scooby-Doo. A to dlatego, że wygląda jak upośledzona hybryda małpy z żabą. I nie gadajcie mi, że "nie ocenia się książki po okładce, prawdziwe piękno jest ukryte, pozory mogą mylić", bo gdyby rzeczywiście tak było, to na rozmowę kwalifikacyjną można było chodzić w dresie i dawać maile typu sexycipcia@wp.pl, dziewczyny kochałyby się pryszczatych spaślakach, a większość ludzi obejrzałaby całą serię o Godzilli i przeczytałaby Mein Kampf. Wracając do filmu, to sceny z ludźmi są lepsze niż te z potworami, Godzilla ma najgorszy kostium ever i zdecydowanie jest to samiec, bo to zwykle ojcowie srogo wychowują dzieciaka, bez ceregieli ciągnie po ziemi jak worek ziemniaków i zajęci czymś nie zauważają poniewieranego dzieciaka :).
Destroy all monsters - pomocy! kosmici opanowują umysły potworów, które niszczą cały świat! Jeżeli kochasz monster-movie koniecznie zobacz! Fun gwarantowany. Ale znowu biedny Ghidora ma pecha. Niesprawiedliwie z dziesięcioma przeciwnikami naraz :(.
Godzilla's Revenge - najgorszy shit, jaki wydaliła franczyza. Chcecie raz na zawsze zrazić znajomych do Godzili? Puśćcie mu "Godzilla's Revenge" (swoją droga głupi amerykański tytuł, bo nikt tu się nie mści.)!
Godzilla Vs. Smog Monster - kultowy polski plakat i Godzilla na tle czerwonego słoneczka!
![[Obrazek: smog.jpg]](http://secretvortex.com/godzilla/smog.jpg)
Ale to ujęcie zepsuto tragiczną muzyką. Pierwsza scena ukazująca Kena (jeden z niewielu dziecięcych bohaterów, który nie wkurwia) bawiącego się zabawką Godzilli. Jeszcze Ken mówi, że on i Superman to jego ulubieni bohaterzy. Tak kochani, Król z groźnego badassa stał się dziecięcą zabawką, która lata i zgrywa Kapitana Planetę. W ogóle jest to tak porypany film, że nawet dla producenta było to za wiele.
Godzilla Vs. Gigan - ale syf! Fabuła jeszcze nawet ciekawa aż do 18 minuty. Później to tragedia. Jakoś mnie dobija fakt, że złymi są nastolatek z miną "na złość mamie odmrożę uszy" i młody Al Yankovic w fikuśnym garniturku, którzy okazują karaluchami o dziwnym pojmowaniu pokoju. Finał potworów to coś, czego nienawidzę - bestie zachowujące jak MMA/WWE/sztuki walki/nie wiem co wpisać. Nagle Anguirus i Godzilla z zaciekłych wrogów stają partnerami ratującym Japonię przed coraz bardziej fikuśnymi potworami. Efekty to żart, wycinki z innych filmów pominę już milczeniem, a potwory rozmawiają ze sobą! Poważnie! Właściwie to tylko w amerykańskiej wersji (brzmią jeszcze jak blokersi), w japońskiej wersji z kolei porozumiewają się za pomocą komiksowych dymków... Następny!
Godzilla Vs. Megalon - Jezu to jeszcze jest gorsze! Z powodu mikroskopijnego budżetu wszystkie sceny militarne są wycinkami z poprzedników. Efekty to bieda, np. te biednie namalowane lasery, nieruchome potwory podczas lotu, widoczne sznurki. Bohaterowie są wkurwiający, infantylna fabuła traktująca widza jak idiotę, Goji ma głupi ryj i potwory zachowują jak cholerni ludzie! No i nie sądziłem, że walczące potwory okażą się nudne. Ma za to plusik. Wiecie, że twórcy "Nu pogodi" wsadzili scenę z Playboyem? Japońce były pierwsze. W scenie ciężarówkej z tyłu są rozklejane gołe panienki. I ta gorycz, gdy okazuje się, że gówna z lat. 70 okażą najłatwiej dostępne z tytułów o Godzilli. PR spieprzony jak nic...
Godzilla Vs. Cosmic Monster - Wreszcie! wreszcie film o Godzilli z lat 70., który nie ssie! Efekty są nareszcie porządne (ale niektóre promienie dalej wyglądają jak z painta), nie masowego ataku scen z poprzednich filmów, aktorstwo jest znośne. Ale o co chodzi? O to, że goryle z "Planety Małp" wysyłają Mechagodzillę przebranego za Godzillę, by zniszczyć Ziemię. Wiadomo skąd Cameron czerpał inspiracje do Terminatora. I jedyny raz można zobaczyć dwie walczące ze sobą Godzille! AAA!!! Nerdgazm!!! Gdyby nie parę scenariuszowych kretyństw, to obraz byłby wybitny, a tak jest znośny.
Terror of Mechagodzilla - Ogromna różnica i poprawa w stosunku poprzednika. Wcześniejsze filmy były raczej lajtowe i ogólnie pozytywne. Tutaj mamy raczej ponury klimat, happy-end to raczej jak w G54. Podoba mi się scena początkowa nad oceanem, kiedy Katsura przechadza się po plaży i spogląda w wodę. Strona wizualna to dalej śmietanka. Wykorzystanie blue-screenu, dobra interakcja obrazu ludźmi z bestiami (tylko tanio wygląda scena stopy Titanosaurusa z nastolatkami), charakteryzacja czyniąca nierozpoznawalnym Akihiko Hiratę. Mechagodzilla jeszcze lepszy - brudny, drugiej świeżości, już nie tak łatwy do zniszczenia. Uwielbiam tego psychola! Szkoda tylko, że często jedynie stoi. A Godzilla ma najlepsze wejście w całej historii. Piękne zwieńczenie pierwszej serii.
Godzilla to jedna z kluczowych postaci moich szczenięcych lat. Choć przyznam, że za małego widziałem tylko film Emmericha i dwie biedne kreskówki, a japońca ujrzałem dopiero, gdy TVP w 2001 r. wyemitowała "Godzillę kontra Destruktora" i kilka filmów z serii Heisei. Później z pomocą przyszedł internet i już stopniowo obejrzałem wszystkie części. Jedne lepsze, drugie gorsze. Na ogień pierwszy Showa:
Gojira (1954) - poważny, mroczny, wysokobudżetowy na tamte lata, z realistycznymi efektami też na tamte czasy zupełnie inny od reszty serii klasyk z subtelnym antywojennym przesłaniem. Godzilla (lub jak będę go zwał Król) jest creepy as hell. Okrutne bydlę z ponurym rykiem zupełnie innym niż jakim znamy bez mrugnięcia okiem rozwala wszystko co się da i mało tego. Widzimy efekty jego zniszczeń! Sceny zniszczeń, szpitale pełne umierających ludzi, matka ściskająca dziecko czekając na śmierć, msze odprawiane za pamięć poległych. Tak kochani, to wszystko się dzieje w monstre-movie z przerośniętym jaszczurem ziejącym ogniem. Niestety, gorzej z aktorstwem, które jest kiepskie, mamy kilka patetycznych przemów, no i F/X zestarzało się. Mimo tych przemów, film jest najlepszy z całej serii i jest na drugim miejscu moich ulubionych filmów.
Godzilla! King of the Monsters (wersja USA w/w) - Myślałem, że wersja z Raymondem Burrem, będzie do dupy. Obejrzałem zaraz po oryginale i... całkiem niezłe filmidło, sprawnie wpleciono Steve'a Martina (tak się nazywa reporter grany przez Burra:)) w fabułę, wiele kwestii w ogóle nie zdubbingowano (!) i sporo gadają po japońsku, gość nie rozumie japońskiego i trzeba mu tłumacza, zachowano oryginalny soundtrack i wszystkie mocniejsze sceny. Ba, nawet dubbing jest w miarę znośny, gdyby nie to, że amerykański aktor dubbingujący Shimurę nie pasuje do jego oryginalnego głosu, a ten niestety się pojawia. Mimo to przegrywa z oryginałem i bardziej nuży. zobaczyć jako ciekawostkę.
Gojira no gyakushu (1955) - sukces jest, kasiora jest, nominacja do japońskiego Oskara jest, więc robimy sequel! Kij z tym, że po potworze został szkielet. A skoro jest sequel to dajmy drugiego potwora, nie ma nic fajniejszego niż dwa dinozaury napierdalające w mieście. Godzilla nadal jest zły, jego przeciwnik - Anguirus też jest zły, a ludzie są tylko tu dodatkiem. Podoba mi się, że to jak potwory walczą to zachowują się jak zwierzęta. Plus jeszcze są tak zaaferowane walką, że kompletnie olewają niszczone przez nich budowle. Film jednak wyraźnie powstały dla kasy, dalej słabi aktorzy w rolach sztampowych postaci w tego typu filmach, F/X przypomina teatr muppetów, ale lubię ten film. Jak dla mnie drugi najlepszy film z Godzillą.
Gigantis, the Fire Monster (wersja USA w/w) - o ile Gojira po amerykańsku można było od biedy obejrzeć, tego kupsztala nie! Cały czas jest narracja głównego bohatera, Kobayashi brzmi jak kreskówkowy głupek, Godzilla ma ten sam głos jak Anguirus (no dobra - z sześć razy ryknął po swojemu), oczywiście Amerykanie i ONZ przychodzą z pomocą, a minimalistyczny soundtrack Sato zastąpiono jakimś paszkwilem. Wystrzegać się!
King Kong Vs. Godzilla (jap.) - jeśli rozluźnisz się i nastawisz się na komedię, dostaniesz całkiem fajny film. Dobre i zabawne sceny z ludźmi, naprawdę świetny soundtrack Ifukube no i pojawienie się na ekranie dwóch najsłynniejszych gigantycznych potworów (dla obu to był debiut w kolorze). Goji dostał ryk, który powszechnie znamy, ale nadal jest złolem rozwalającego miasta, a King Kong pomimo sterydów i mocy Electro jak zwykle porywa jakąś dupę i walczy z dinozaurami. Twórcy dbają o zgodność z poprzednimi częściami, bo Godzilla wyłania się z lodowca, uwięziony w poprzedniej części i znów stawiają mu zaporę elektryczną, ale o większym natężeniu mocu. Tragedią są niestety efekty specjalne. Widać, że potworami są goście w kostiumach na Halloween, a czołgi ukradziono niegrzecznemu chłopczykowi.
King Kong Vs. Godzilla (USA) - Amerykanom strasznie musi być głupio za tą bombę, skoro pomagają Japonii jak tylko się da. Serio, wpierw mamy jakiegoś Erica Cartera, który pierdzieli jakie to USA, ONZ i Czerwony Krzyż są bardziej miłosierne od Chrystusa. I mało tego. Japońce są tak nieporadni, że jak zwykle z pomocą przychodzą Amerykanie! Całkiem pokojowo nastawionego dr Shigezawę uczyniono maniakiem, który najchętniej wysadził Japonię atomówką, a Japonii na pomoc przychodzi głupiomądry doktorek czerpiący wiedzę z paleontologii z tego:
![[Obrazek: 296c9d3.jpg]](http://i55.tinypic.com/296c9d3.jpg)
Człowieku, z książki dla dzieci to korzystać może słuchacz na wypracowanie jak ja, a nie doświadczony doktor!
Ci wstawieni Carter, doktorek, Yutaka Pingu Pongu Sushi ze swoim babochłopem w tle do kosza w montażowni! Dubbing to katastrofa. Słabo dobrane i nie zgadzające się z ruchem warg głosy. Oryginał był zabawny, ale debile z Universala wpadli na pomysł, by film był super poważny. Poważny film z przerośniętymi jaszczurką i małpiszonem. Hello! I co najgorsze, arcygenialną muzykę z japońca zastąpiono syfem z jakichś biednych filmów SF.
Godzilla Vs. the Thing - Król nie walczy z Cosiem z filmu Nyby'ego, tylko z ćmą Mothrą. Efekty są naprawdę udane i poza niektórymi trzymają poziom. Trochę gadki o ekologii, kilka sucharów w finale to niewielkie skazy na tym filmidle. I Godzilla jak ładnie rozwala miasta.
PS. Istnieje wersja amerykańska różniąca się od oryginału jedynie dodaną sceną z amerykańskim wojskiem i wyciętą krwią, ale uznałem, że po co mam oglądać to samo?
Ghidrah, The Three Headed Monster - Ogromny spadek po poprzedniku. Wlecze się ten film, muzyka to odgrzewane kawałki, zawiera symptomy kiczu nasilające się dekadę później. Te liliputki musiały zatęsknić za karierą w "Mothrze", bo tu grają w jakimś dennym szole ala "Gwiazdy coś ośmieszają" i tak chętnie się udzielają wywiadom. Serginiarze noszą się idiotycznie, a Prorokini z Jowisza co chwila mówi, kim jest. A apogeum jest ta debilna scena dialogu z potworami, które w niepokojący sposób zaczynają się zachowywać jak ludzie i ratować ludzkość. Jeden wielki facepalm - nie chciałbym, by moją planetę ratowały jaszczur o mentalności dresiarza, gejowski ptak, gąsienica jako typ wkurwiającej pipki, która w pouczaniu chce przebić naszą mamę. W dodatku tytułowy Ghidrah /Ghidorah został potraktowany źle, bo na starcie był przegranym mając przeciw sobie trzech przeciwników. Scenę, gdy Król dostaje promieniem po jajcach i miejscu, gdzie ssaki mają pośladki pominę litościwie milczeniem (ale mamy dowód jakiej płci jest Godzilla). Na plus dobre efekty specjalne, Takashi Shimura i sam motyw z Ghidorą.
Godzilla Vs. Monster Zero - poprawiono wszystko względem poprzednika. Niestety efekty są gorsze, kosmici wyglądają jak elfy św. Mikołaja, Ghidorze i Rodanowi widać sznurki, a podczas ziemskiej inwazji mamy wycięte sceny z innych filmów, choć subtelniej wklejone niż później. No i Król ma nareszcie porządnie zrobiony ogień!
Godzilla Vs. the Sea Monster - lubicie stare Bondy? A lubicie monster-movie? To polubicie też ten film. Chłopak ze wsi i jego znajomi z miasta udają się łodzią złodzieja na poszukiwania zaginionego brata, trafiają na wyspę strzeżoną przez wielkiego homara, gdzie zła organizacja porywająca ludzi do pracy, a jeszcze do tego jest Godzilla, który jest wkurwiony jak zwykle. Bzdurna fabuła? Ale za to jak fajna. Muza brzmi jak z Bonda, mimo obniżonego budżetu dobrze to wszystko wygląda i mamy ładną Kumi Mizuno. I nie rozumiem powodu, czemu ten film znalazł się w paśmie MST3K? Król miał w karierze dużoooooo gorsze tytuły.
Son of Godzilla - o Jezu. Tu zaczynają się schody. Pojawia się syn Godzilli, Minya - będący dla fanów Króla tym samym, co Jar Jar Binks dla SW i Scrappy dla Scooby-Doo. A to dlatego, że wygląda jak upośledzona hybryda małpy z żabą. I nie gadajcie mi, że "nie ocenia się książki po okładce, prawdziwe piękno jest ukryte, pozory mogą mylić", bo gdyby rzeczywiście tak było, to na rozmowę kwalifikacyjną można było chodzić w dresie i dawać maile typu sexycipcia@wp.pl, dziewczyny kochałyby się pryszczatych spaślakach, a większość ludzi obejrzałaby całą serię o Godzilli i przeczytałaby Mein Kampf. Wracając do filmu, to sceny z ludźmi są lepsze niż te z potworami, Godzilla ma najgorszy kostium ever i zdecydowanie jest to samiec, bo to zwykle ojcowie srogo wychowują dzieciaka, bez ceregieli ciągnie po ziemi jak worek ziemniaków i zajęci czymś nie zauważają poniewieranego dzieciaka :).
Destroy all monsters - pomocy! kosmici opanowują umysły potworów, które niszczą cały świat! Jeżeli kochasz monster-movie koniecznie zobacz! Fun gwarantowany. Ale znowu biedny Ghidora ma pecha. Niesprawiedliwie z dziesięcioma przeciwnikami naraz :(.
Godzilla's Revenge - najgorszy shit, jaki wydaliła franczyza. Chcecie raz na zawsze zrazić znajomych do Godzili? Puśćcie mu "Godzilla's Revenge" (swoją droga głupi amerykański tytuł, bo nikt tu się nie mści.)!
Godzilla Vs. Smog Monster - kultowy polski plakat i Godzilla na tle czerwonego słoneczka!
![[Obrazek: smog.jpg]](http://secretvortex.com/godzilla/smog.jpg)
Ale to ujęcie zepsuto tragiczną muzyką. Pierwsza scena ukazująca Kena (jeden z niewielu dziecięcych bohaterów, który nie wkurwia) bawiącego się zabawką Godzilli. Jeszcze Ken mówi, że on i Superman to jego ulubieni bohaterzy. Tak kochani, Król z groźnego badassa stał się dziecięcą zabawką, która lata i zgrywa Kapitana Planetę. W ogóle jest to tak porypany film, że nawet dla producenta było to za wiele.
Godzilla Vs. Gigan - ale syf! Fabuła jeszcze nawet ciekawa aż do 18 minuty. Później to tragedia. Jakoś mnie dobija fakt, że złymi są nastolatek z miną "na złość mamie odmrożę uszy" i młody Al Yankovic w fikuśnym garniturku, którzy okazują karaluchami o dziwnym pojmowaniu pokoju. Finał potworów to coś, czego nienawidzę - bestie zachowujące jak MMA/WWE/sztuki walki/nie wiem co wpisać. Nagle Anguirus i Godzilla z zaciekłych wrogów stają partnerami ratującym Japonię przed coraz bardziej fikuśnymi potworami. Efekty to żart, wycinki z innych filmów pominę już milczeniem, a potwory rozmawiają ze sobą! Poważnie! Właściwie to tylko w amerykańskiej wersji (brzmią jeszcze jak blokersi), w japońskiej wersji z kolei porozumiewają się za pomocą komiksowych dymków... Następny!
Godzilla Vs. Megalon - Jezu to jeszcze jest gorsze! Z powodu mikroskopijnego budżetu wszystkie sceny militarne są wycinkami z poprzedników. Efekty to bieda, np. te biednie namalowane lasery, nieruchome potwory podczas lotu, widoczne sznurki. Bohaterowie są wkurwiający, infantylna fabuła traktująca widza jak idiotę, Goji ma głupi ryj i potwory zachowują jak cholerni ludzie! No i nie sądziłem, że walczące potwory okażą się nudne. Ma za to plusik. Wiecie, że twórcy "Nu pogodi" wsadzili scenę z Playboyem? Japońce były pierwsze. W scenie ciężarówkej z tyłu są rozklejane gołe panienki. I ta gorycz, gdy okazuje się, że gówna z lat. 70 okażą najłatwiej dostępne z tytułów o Godzilli. PR spieprzony jak nic...
Godzilla Vs. Cosmic Monster - Wreszcie! wreszcie film o Godzilli z lat 70., który nie ssie! Efekty są nareszcie porządne (ale niektóre promienie dalej wyglądają jak z painta), nie masowego ataku scen z poprzednich filmów, aktorstwo jest znośne. Ale o co chodzi? O to, że goryle z "Planety Małp" wysyłają Mechagodzillę przebranego za Godzillę, by zniszczyć Ziemię. Wiadomo skąd Cameron czerpał inspiracje do Terminatora. I jedyny raz można zobaczyć dwie walczące ze sobą Godzille! AAA!!! Nerdgazm!!! Gdyby nie parę scenariuszowych kretyństw, to obraz byłby wybitny, a tak jest znośny.
Terror of Mechagodzilla - Ogromna różnica i poprawa w stosunku poprzednika. Wcześniejsze filmy były raczej lajtowe i ogólnie pozytywne. Tutaj mamy raczej ponury klimat, happy-end to raczej jak w G54. Podoba mi się scena początkowa nad oceanem, kiedy Katsura przechadza się po plaży i spogląda w wodę. Strona wizualna to dalej śmietanka. Wykorzystanie blue-screenu, dobra interakcja obrazu ludźmi z bestiami (tylko tanio wygląda scena stopy Titanosaurusa z nastolatkami), charakteryzacja czyniąca nierozpoznawalnym Akihiko Hiratę. Mechagodzilla jeszcze lepszy - brudny, drugiej świeżości, już nie tak łatwy do zniszczenia. Uwielbiam tego psychola! Szkoda tylko, że często jedynie stoi. A Godzilla ma najlepsze wejście w całej historii. Piękne zwieńczenie pierwszej serii.
23-12-2012, 01:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-01-2013, 01:32 przez OGPUEE.)





