Wiele hałasu o nic - Nie widziałem (ani nie czytałem) jeszcze żadnej komedii Szekspira, który dotychczas kojarzył mi się z poważnymi, dosyć powolnymi i pełnymi trupów adaptacjami. I film Branagha bardzo mile mnie zaskoczył. Jest świeży, pełen energii oraz frajdy i co najważniejsze - jest bardzo zabawny. W czasie seansu ani razu nie spojrzałem na zegarek i nie nudziłem się ani chwili, co zdarza mi się bardzo rzadko, zwłaszcza na ekranizacji klasycznej teatralnej sztuki. Nie wiem na ile to zasługa reżysera, a na ile ponadczasowego materiału wyjściowego.
Na osobny akapit zasługuje aktorstwo. Mamy tu strasznie złego i drewnianego Keanu Reevesa. Ale reszta gra tak wybornie, że można o nim zapomnieć. Kenneth Branagh i Emma Thompson wymiatają, a pomiędzy nimi iskrzy i czuć pokłady chemii (byli wtedy małżeństwem). Na drugim planie bryluje Michael Keaton jako szalony żul dowodzący ochroną księcia. Może trochę szarżuje, ale film jest nakręcony w takiej konwencji, że to wcale nie przeszkadza.
8+/10
No to jest zagadka i ciekawe pytanie.
Może Leonetti jest tylko "naczyniem" dla reżysera i owszem, zrobi świetne zdjęcia, ale tylko jeżeli reżyser mu w tym pomoże? I pomoże scenarzysta, pisząc historię czy scenę z wielkim potencjałem wizualnym, scenograf, tworząc oszałamiającą scenografię, montażysta, wspaniale montując film, itd.
A może postanowił mieć tak wielki dystans do strony wizualnej filmu z powodu jakiegoś zboczenia zawodowego i strachu przed nim? Może ingerując w zdjęcia nie mógłby się powstrzymać i straciłby klarowne spojrzenie na pozostałe aspekty filmu, za które odpowiada jako reżyser? Coś w tym stylu, że czasem lepiej aby lekarz nie operował bliskiej osoby.
Z tego też powodu sam operator nie kręci zdjęć do swojego filmu. A odpowie za to ktoś z mniejszym doświadczeniem i renomą, no bo trudno o współpracę dwóch świetnych profesjonalistów, gdy jest oczywiste, że każdy z nich musi mieć własną wizję. Wiec operator zajmujący się reżyserką musi zapewne zdać się na zdjęcia jakiegoś przeciętnego wyrobnika, bo tylko taki zgodzi się na swoją rolę i się podporządkuje.
Albo po prostu (i raczej tak jest w przypadku EM2) nie ma budżetu na lepszego operatora.
Na osobny akapit zasługuje aktorstwo. Mamy tu strasznie złego i drewnianego Keanu Reevesa. Ale reszta gra tak wybornie, że można o nim zapomnieć. Kenneth Branagh i Emma Thompson wymiatają, a pomiędzy nimi iskrzy i czuć pokłady chemii (byli wtedy małżeństwem). Na drugim planie bryluje Michael Keaton jako szalony żul dowodzący ochroną księcia. Może trochę szarżuje, ale film jest nakręcony w takiej konwencji, że to wcale nie przeszkadza.
8+/10
Cytat:Jak to jest, że kiedy operator znany z naprawdę dobrych zdjęć dostaje okazję do wyreżyserowania filmu, jego własny film wygląda nudno i totalnie przeciętnie?
No to jest zagadka i ciekawe pytanie.
Może Leonetti jest tylko "naczyniem" dla reżysera i owszem, zrobi świetne zdjęcia, ale tylko jeżeli reżyser mu w tym pomoże? I pomoże scenarzysta, pisząc historię czy scenę z wielkim potencjałem wizualnym, scenograf, tworząc oszałamiającą scenografię, montażysta, wspaniale montując film, itd.
A może postanowił mieć tak wielki dystans do strony wizualnej filmu z powodu jakiegoś zboczenia zawodowego i strachu przed nim? Może ingerując w zdjęcia nie mógłby się powstrzymać i straciłby klarowne spojrzenie na pozostałe aspekty filmu, za które odpowiada jako reżyser? Coś w tym stylu, że czasem lepiej aby lekarz nie operował bliskiej osoby.
Z tego też powodu sam operator nie kręci zdjęć do swojego filmu. A odpowie za to ktoś z mniejszym doświadczeniem i renomą, no bo trudno o współpracę dwóch świetnych profesjonalistów, gdy jest oczywiste, że każdy z nich musi mieć własną wizję. Wiec operator zajmujący się reżyserką musi zapewne zdać się na zdjęcia jakiegoś przeciętnego wyrobnika, bo tylko taki zgodzi się na swoją rolę i się podporządkuje.
Albo po prostu (i raczej tak jest w przypadku EM2) nie ma budżetu na lepszego operatora.
25-12-2012, 23:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-12-2012, 00:36 przez patyczak.)





