(30-12-2012, 14:44)Mental napisał(a): Listonoszka, która doręcza mi listy/przesyłki, to starsza pani, przy kości. Czasami robi mi się jej żal, że musi tachać torbę na piętro, więc schodzę na klatkę po przesyłkę. Sam się sobie potem dziwię, bo normalnie w życiu nie pomógłbym urzędnikowi, nawet gdyby wisiał nad przepaścią i wołał o pomoc.
To jednak nie do końca jest typowy urzędasior, jakiego każdy normalny człek szczerze nienawidzi.
Bądź co bądź, listonosz świadczy konkretną usługę (np. dostarczy zamówiony towar. Dawniej w US można było nadać broń pocztą).
To nie kobieton ścięty na krótko z byczym karkiem ślęczący za okienkiem, co na etacie przekłada papiery, wali pieczątki, truje ludziom życie i skrzętnie tłumi kolejne pierdnięcie w obicie krzesła, a potem wraca do domu, bije dzieci, zjada męża i popija lajtowym jogurtem.
Oczywiście zdarzają się listonosze, którym się wydaje, że petent to przedmiot, ale to wynika z państwowego charakteru poczty lub z psyche danego osobnika.
Brak zdrowej konkurencji powoduje, że skurwysyństwo wylewa się z podszczutych socjalizmem ludzi, jak czarna posoka z orka.
Cholera, przecież to wszystko co napisałem, jest zwyczajnym truizmem!
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.
30-12-2012, 16:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-12-2012, 16:48 przez Tomkiewicz.)





