Magic Mike - pierwsze pół godziny to totalne oczarowanie dialogami i generalnym niewymuszonym luzem - i obawa, dokąd pójdzie ten film. Myślałem, że pewnie będzie jakiś problem z klubem i chłopaki będą musieli się sprężyć żeby sobie z nim poradzić; ogólnie myślałem, że film poprowadzi mnie jak po sznurku. Potem niestety okazało się, że nie prowadzi w zasadzie donikąd.
Wszystko co związane ze striptizem i życiem jako czipendejls było świetne, zabawne i tak dalej, ale cała reszta zgrzyta. Z dupy wzięty i do dupy prowadzący wątek z narkotykami, zmiana zdania laski o Mike'u następująca dosłownie z sekundy na sekundę, urwany wątek Kida... W zasadzie nie wiem, co reżyser chciał powiedzieć przez ten film. Bo bardzo starał się coś powiedzieć.
Gdyby to po prostu był dzień z życia czipendejlska - spoko, luzik, nie miałbym zastrzeżeń. Ale w pewnym momencie Soderbergh zaczął prawić morały - a przynajmniej próbował. OCZYWIŚCIE że muszą być narkotyki, rozróby i ogólna sromota, i musi być wielkie nieszczęście, a życia muszą zostać zniszczone. Potem jednak okazuje się, że nie, spoko, to wszystko w zasadzie nie miało znaczenia, bo na przemianę Mike'a wpływa tylko i wyłącznie ochrzan od laski, który zresztą ma bardzo niewiele wspólnego z jej bratem. Ot, nie podoba się jej styl życia Mike'a, więc Mike zmienia styl życia. Reszta - cała ta niepotrzebna i niepasująca do filmu reszta - była zbędna.
Czepię się jeszcze jednego: wybijającej z nastroju i rytmu motywacji głównego bohatera, który OCZYWIŚCIE nie może mieć normalnych zainteresowań, tylko jakieś pretensjonalne hollywoodzkie hobby którego nie ma nikt na świecie. W tym przypadku - robienie mebli. Ktoś mi wyjaśni może, po cholerę mu był kredyt na założenie firmy? Zdobycie kredytu to jego główny problem i motywacja w tym filmie, więc rzecz jest ważna. Ale przecież on już robił te swoje meble z czego popadło, więc na cholerę mu fortuna do rozpoczęcia działalności? Rejestruj firmę i zacznij przyjmować zamówienia! Na reklamę kasy masz aż nadto, a zresztą to nie jest mainstreamowa działalność, którą musisz reklamować w telewizji! Nie potrzebujesz drogich materiałów, nie potrzebujesz biura, pracowników - wszystko, co potrzebujesz, już masz!
Ech. Ogólnie: w porządku film, ale gdyby to była piosenka, to byłoby słychać, że wykonawca czasem fałszuje. 7/10
Wszystko co związane ze striptizem i życiem jako czipendejls było świetne, zabawne i tak dalej, ale cała reszta zgrzyta. Z dupy wzięty i do dupy prowadzący wątek z narkotykami, zmiana zdania laski o Mike'u następująca dosłownie z sekundy na sekundę, urwany wątek Kida... W zasadzie nie wiem, co reżyser chciał powiedzieć przez ten film. Bo bardzo starał się coś powiedzieć.
Gdyby to po prostu był dzień z życia czipendejlska - spoko, luzik, nie miałbym zastrzeżeń. Ale w pewnym momencie Soderbergh zaczął prawić morały - a przynajmniej próbował. OCZYWIŚCIE że muszą być narkotyki, rozróby i ogólna sromota, i musi być wielkie nieszczęście, a życia muszą zostać zniszczone. Potem jednak okazuje się, że nie, spoko, to wszystko w zasadzie nie miało znaczenia, bo na przemianę Mike'a wpływa tylko i wyłącznie ochrzan od laski, który zresztą ma bardzo niewiele wspólnego z jej bratem. Ot, nie podoba się jej styl życia Mike'a, więc Mike zmienia styl życia. Reszta - cała ta niepotrzebna i niepasująca do filmu reszta - była zbędna.
Czepię się jeszcze jednego: wybijającej z nastroju i rytmu motywacji głównego bohatera, który OCZYWIŚCIE nie może mieć normalnych zainteresowań, tylko jakieś pretensjonalne hollywoodzkie hobby którego nie ma nikt na świecie. W tym przypadku - robienie mebli. Ktoś mi wyjaśni może, po cholerę mu był kredyt na założenie firmy? Zdobycie kredytu to jego główny problem i motywacja w tym filmie, więc rzecz jest ważna. Ale przecież on już robił te swoje meble z czego popadło, więc na cholerę mu fortuna do rozpoczęcia działalności? Rejestruj firmę i zacznij przyjmować zamówienia! Na reklamę kasy masz aż nadto, a zresztą to nie jest mainstreamowa działalność, którą musisz reklamować w telewizji! Nie potrzebujesz drogich materiałów, nie potrzebujesz biura, pracowników - wszystko, co potrzebujesz, już masz!
Ech. Ogólnie: w porządku film, ale gdyby to była piosenka, to byłoby słychać, że wykonawca czasem fałszuje. 7/10
02-01-2013, 23:14






