(06-01-2013, 00:46)Corn napisał(a): Nie zgadzam się, że tytuł jest jakąś ważną częścią filmu, tzn służy głównie do promocji fabuły, zamknięcie jej w jakąś myśl, ale jestem pewien, że nie zawsze myślisz sobie "o, to dla tego ten tytuł!" kiedy oglądasz film.Wiadomo, "The Town" czy "Heat" to promocyjne majstersztyki nakręcone przez PRowców. ;) Oczywiscie, że nie zawsze. Tytuł jednak nie jest z dupy. Gdyby tak było to "The Town" nazywałoby się "Megan Fox Blows Someone", żeby ściągnąć ludzi do kina. A jeżeli odnieść to do Maxa: on mówi już o bardzo konkretnych filmach, w których tytuły były konkretnie powiązane z fabułą. Nie o "Transformers", które spokojnie możnaby przetłumaczyć na "Wielkie Roboty się Tłuką - komedia nie tylko dla lejdis i cyborgów".
Cytat:A co do "the" to co z tego, że zastąpisz je dużą literą, skoro u nas wszystkie tytuły piszemy zaczynamy z dużej (chyba, że ma być inaczej) - nie oddajesz w ten sposób rodzajnika."Złodziei" też nie oddaje rodzajnika. To, że chodzi o konkretne miasto wynika z kontekstu - tj. z filmu. Wiemy, że to nie opowieść o mieście jako 'bycie', a o Bostonie (a właściwie o Charlestown).
I dalej nie rozumiem, co różni Amerykanina i Polaka, że dla niego "The Town" to jest dobry tytuł, a dla Polaka już nie. Pewnie USAńczycy rajcują się Miastami, Miasteczkami, a Polacy tylko wsie i wsie!
06-01-2013, 00:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-01-2013, 01:01 przez Gal Anonim.)





