To teraz czas o tym co wydali na świat Amerykanie.
GODZILLA - Film nawet sam w sobie bardzo słaby, nawet jak odjąć tytuł, ale do najgorszych bym nie zaliczył - są gorsze (Yonggary 2001 chociażby!). Nawet dobrze wychodzi próba liźnięcia realizmu - Godzilla ma realistyczną budowę ciała, nie jest dziwnie nieśmiertelny, zwykły płomień. Niestety te próby biorą w łeb, gdy debilizmy scenariusza wyłażą na wierzch typu dzielni Francuzi pomagający za swoje grzechy (a nam Polakom kiedy się zrehabilitują za II wojnę światową?) albo wojsko debili. Aktorstwo jest złe, można doszukać się zżynek z innych sf. Efekty się zestarzały - a właśnie! Mam wrażenie, że jak jest CGI, narzeka się, że sztuczne, nierealistyczne i powinno się wrócić do starych technik etc., a jak przyłazi Godzilla w lateksowym kostiumu, to ci sami narzekacze twierdzą, że to też sztuczne i lepsze efekty będą na kompie...
No i sam potwór! Jedynie co wspólnego co ma z Japońcem, to te krosty na grzbiecie i fakt bycia jaszczurką. Gdyby zabrac nazwę, to jest typowy potwór w typowym monster-movie. Niektórzy mówią, że Emmerich odciął się od głupoty Japońców, że bije pod każdym względem, a głupi fani z przedszkola niech siedzą cicho. Nie jestem jakimś ultra fanboyem, chciałbym obejrzeć Godzillę jako tako poważnego i oglądalnego zarówno dla zagorzałych wielbicieli, jak tych zwyczajnych ludzi nieinteresujących się kaiju (jak np. najnowsze filmy Marvela) i jestem na "tak" dla ciekawych zmian/wariacji (na co liczę w nadchodzącym Godzilli), ale osobiście uważam, że są też jakieś granice. Bo czy fani King Konga chcieliby go widzieć jako chudego, łysego małpiszona porywającego faceta i strzelającego laserem jonowym? Bo małpa z babą to głupoty Disneya. A fani "Robocopa" chcieliby zobaczyć wersję bez krwi, bez trupów, gdzie Robo zachowuje się jak żenujący debil i całość to puste kino. Bo to lata 80. to kicz, a co może być mądrego i dorosłego w robopolicjancie (a z taką opinią się spotkałem)? Albo ktoś chciałby film o Dreddzie, który niemal przez cały film jest bez kasku i towarzyszy mu śmie... a nie, już powstał taki film. Nie? Więc niech zrozumieją nas - fanów.
I ta scena śmierci - Pamiętam jak w kinie beczałem na widok zabitego potwora. Ale czy miało to wzbudzić żal, że ludzie to okrutny gatunek? Czy potwór był zły czy dobry?! Hę?! Dobra, potwór umarł, a my cieszmy się Very Happy!
Muza jest niezła, zwłaszcza "Come with Me" P.Diddy'ego (swego czasu śliniłem się na widok jego teledysku - dzisiaj się brechtam)
No i film, nie oszukujmy się, jest na pewno lepszy (i jako tako znośniejszy) od niektórych części Króla, jednak nie umywa się do oryginału.
Godzilla: The Series - na końcu filmu zachowało się jedno małe. Co z nim? Ano wystąpiło w kreskówce powstałej po to, by chyba zadowolić fanboyów rozczarowanym słabym filmem Emmericha. No właśnie - film jeszcze próbował w miarę podejść poważnie i realistycznie (jakkolwiek to kuriozalnie brzmi). A tutaj nagle na świecie pojawiają wielkie mutanty żądne krwi dziewic i zniszczenia ludzkiej cywilizacji!!! Ale przeciw nim staje Drużyna A!!! Truuu tu ty! Tu tu ty! try ty ty tu! Tudu tudu tu! try tu... Przepraszam pomyliłem się. Zamiast Hannibala, B. A. Barracusa, Buźki i Murdocka mamy sztywnego Tatoupoulosa i kilku bezpłciowych gości (no może Randy jeszcze ma jakąś osobowość) - czyli HEAT! Ja pierdolę! Główny hero to taki sztywniak, nieinteresujący gość, że naprawdę wolę tego pociesznego nerda w berecie z GODZILLI!
Rozwala mnie takie coś - HEAT jest atakowane prze złą poczwarę. I nie wiadomo skąd Gino ratuje dzień (i oczywiście jest w odpowiednim momencie)! I wytłumaczcie mi obecność termonuklearnego ognia. W filmie senior odpylał jakiś nędzny płomień. Czemu nie miał? Jeśli miał - to czemu nie użył? Wtedy zwiększyłby swoje szanse w walce z wojskiem. Nevermind. O mutantach nagle pojawiających się zewsząd pisałem (Francuzi musieli mieć sporą siatkę lokacji do testów atomowych :)).
Właśnie - potwory. Podoba mi się ich ciekawy, momentami turpistyczny, wygląd, są fajnie zrobione mimo iż to chamska zżynka z innych kaiju. Panowie mają tu plusa.
No i sam Godzilla, lub Gino. Rany co za pizda! Niestety muszę to napisać! To prawdziwa pizda! W prawie KAŻDYM odcinku ma problemy z wrogiem i jak oberwie słania się z bólu! Ja wiem, że protagonista musi być na przegranej pozycji, a zrobienie nie wiadomo jakiego supermana też nie jest fajne (GFW jest dowodem na to)... Ale na każdego Boga każdej religii - nie popadajmy w w kolejną skrajność! Ta żałosna karykatura jaszczura legowiska sam nie zrobi! Pomaga mu albo HEAT albo szczęśliwy zbieg okoliczności. Już za dziecka mnie niemiłosiernie wkurwiało, teraz też. Np. jakiś pustynne monstrum obrzuciło go kolcami. Gino słania się z bólu - ale to oczywiste, też mnie by bolało. A scena później - Sztywniak Tatoupoulos wyciąga mu kolec z stopy. Poważnie. Facepalm gwarantowany. Godzilla z HB może miał jakiś nędzny płomień, ale na pewno by dałby radę temu leszczowi robiąc mu to samo co Bane Batmanowi. Nic dziwnego że Król w GFW tak szybko go załatwił.
Animacja jest dobra (choc naprawdę musieli filmować Gino od d*py strony!?) , dubbing jest OK (nie przypuszczałem, że sztywnego Nika dubbinguje cwaniaczkowaty, przedmiotowo traktujący kobiety i kozaczący gdy się da Vinnie z "Motomyszy Marsa"), odcinki niektóre fajne (np. Monster Wars), więc tragedii tu nie ma.
Reasumując. Kitowa zżynka.
GODZILLA - Film nawet sam w sobie bardzo słaby, nawet jak odjąć tytuł, ale do najgorszych bym nie zaliczył - są gorsze (Yonggary 2001 chociażby!). Nawet dobrze wychodzi próba liźnięcia realizmu - Godzilla ma realistyczną budowę ciała, nie jest dziwnie nieśmiertelny, zwykły płomień. Niestety te próby biorą w łeb, gdy debilizmy scenariusza wyłażą na wierzch typu dzielni Francuzi pomagający za swoje grzechy (a nam Polakom kiedy się zrehabilitują za II wojnę światową?) albo wojsko debili. Aktorstwo jest złe, można doszukać się zżynek z innych sf. Efekty się zestarzały - a właśnie! Mam wrażenie, że jak jest CGI, narzeka się, że sztuczne, nierealistyczne i powinno się wrócić do starych technik etc., a jak przyłazi Godzilla w lateksowym kostiumu, to ci sami narzekacze twierdzą, że to też sztuczne i lepsze efekty będą na kompie...
No i sam potwór! Jedynie co wspólnego co ma z Japońcem, to te krosty na grzbiecie i fakt bycia jaszczurką. Gdyby zabrac nazwę, to jest typowy potwór w typowym monster-movie. Niektórzy mówią, że Emmerich odciął się od głupoty Japońców, że bije pod każdym względem, a głupi fani z przedszkola niech siedzą cicho. Nie jestem jakimś ultra fanboyem, chciałbym obejrzeć Godzillę jako tako poważnego i oglądalnego zarówno dla zagorzałych wielbicieli, jak tych zwyczajnych ludzi nieinteresujących się kaiju (jak np. najnowsze filmy Marvela) i jestem na "tak" dla ciekawych zmian/wariacji (na co liczę w nadchodzącym Godzilli), ale osobiście uważam, że są też jakieś granice. Bo czy fani King Konga chcieliby go widzieć jako chudego, łysego małpiszona porywającego faceta i strzelającego laserem jonowym? Bo małpa z babą to głupoty Disneya. A fani "Robocopa" chcieliby zobaczyć wersję bez krwi, bez trupów, gdzie Robo zachowuje się jak żenujący debil i całość to puste kino. Bo to lata 80. to kicz, a co może być mądrego i dorosłego w robopolicjancie (a z taką opinią się spotkałem)? Albo ktoś chciałby film o Dreddzie, który niemal przez cały film jest bez kasku i towarzyszy mu śmie... a nie, już powstał taki film. Nie? Więc niech zrozumieją nas - fanów.
I ta scena śmierci - Pamiętam jak w kinie beczałem na widok zabitego potwora. Ale czy miało to wzbudzić żal, że ludzie to okrutny gatunek? Czy potwór był zły czy dobry?! Hę?! Dobra, potwór umarł, a my cieszmy się Very Happy!
Muza jest niezła, zwłaszcza "Come with Me" P.Diddy'ego (swego czasu śliniłem się na widok jego teledysku - dzisiaj się brechtam)
No i film, nie oszukujmy się, jest na pewno lepszy (i jako tako znośniejszy) od niektórych części Króla, jednak nie umywa się do oryginału.
Godzilla: The Series - na końcu filmu zachowało się jedno małe. Co z nim? Ano wystąpiło w kreskówce powstałej po to, by chyba zadowolić fanboyów rozczarowanym słabym filmem Emmericha. No właśnie - film jeszcze próbował w miarę podejść poważnie i realistycznie (jakkolwiek to kuriozalnie brzmi). A tutaj nagle na świecie pojawiają wielkie mutanty żądne krwi dziewic i zniszczenia ludzkiej cywilizacji!!! Ale przeciw nim staje Drużyna A!!! Truuu tu ty! Tu tu ty! try ty ty tu! Tudu tudu tu! try tu... Przepraszam pomyliłem się. Zamiast Hannibala, B. A. Barracusa, Buźki i Murdocka mamy sztywnego Tatoupoulosa i kilku bezpłciowych gości (no może Randy jeszcze ma jakąś osobowość) - czyli HEAT! Ja pierdolę! Główny hero to taki sztywniak, nieinteresujący gość, że naprawdę wolę tego pociesznego nerda w berecie z GODZILLI!
Rozwala mnie takie coś - HEAT jest atakowane prze złą poczwarę. I nie wiadomo skąd Gino ratuje dzień (i oczywiście jest w odpowiednim momencie)! I wytłumaczcie mi obecność termonuklearnego ognia. W filmie senior odpylał jakiś nędzny płomień. Czemu nie miał? Jeśli miał - to czemu nie użył? Wtedy zwiększyłby swoje szanse w walce z wojskiem. Nevermind. O mutantach nagle pojawiających się zewsząd pisałem (Francuzi musieli mieć sporą siatkę lokacji do testów atomowych :)).
Właśnie - potwory. Podoba mi się ich ciekawy, momentami turpistyczny, wygląd, są fajnie zrobione mimo iż to chamska zżynka z innych kaiju. Panowie mają tu plusa.
No i sam Godzilla, lub Gino. Rany co za pizda! Niestety muszę to napisać! To prawdziwa pizda! W prawie KAŻDYM odcinku ma problemy z wrogiem i jak oberwie słania się z bólu! Ja wiem, że protagonista musi być na przegranej pozycji, a zrobienie nie wiadomo jakiego supermana też nie jest fajne (GFW jest dowodem na to)... Ale na każdego Boga każdej religii - nie popadajmy w w kolejną skrajność! Ta żałosna karykatura jaszczura legowiska sam nie zrobi! Pomaga mu albo HEAT albo szczęśliwy zbieg okoliczności. Już za dziecka mnie niemiłosiernie wkurwiało, teraz też. Np. jakiś pustynne monstrum obrzuciło go kolcami. Gino słania się z bólu - ale to oczywiste, też mnie by bolało. A scena później - Sztywniak Tatoupoulos wyciąga mu kolec z stopy. Poważnie. Facepalm gwarantowany. Godzilla z HB może miał jakiś nędzny płomień, ale na pewno by dałby radę temu leszczowi robiąc mu to samo co Bane Batmanowi. Nic dziwnego że Król w GFW tak szybko go załatwił.
Animacja jest dobra (choc naprawdę musieli filmować Gino od d*py strony!?) , dubbing jest OK (nie przypuszczałem, że sztywnego Nika dubbinguje cwaniaczkowaty, przedmiotowo traktujący kobiety i kozaczący gdy się da Vinnie z "Motomyszy Marsa"), odcinki niektóre fajne (np. Monster Wars), więc tragedii tu nie ma.
Reasumując. Kitowa zżynka.
07-01-2013, 00:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-01-2013, 00:36 przez OGPUEE.)





