Na Django wybrałem się w piątek o 11:00 by uniknąć większej publiki. Zdziwiła mnie jednak jedna rzecz: seans rozpoczął się z 5-oma osobami na sali, film dokończyło raptem 3 (w tym ja i małżonka). Jedna osoba wyszła gdzieś w połowie, druga kilkanaście minut przed końcem. Zjawisko o tyle dziwne, że nawet nie chcę się nad nim zastanawiać. ;-)
20-01-2013, 02:01





