Mandingo - Korzystając z premiery Django postanowiłem obejrzeć filmy którymi inspirował się Quentin kręcąc swoje dzieło. I podczas gdy Legend of Nigger Charlie jest typowym niskobudżetowym westernem blacksploitation, tak Mandingo jest małym arcydziełem. Z tego filmu Quentin wziął scenę z walką dwóch murzynów.
W jednym z wywiadów nazwał ten film jednym z jedynie dwóch filmów exploitation zrobionych w stylu blockbustera, z dużym budżetem (Jako drugi z tych filmów podaje Showgirls). I rzeczywiście różnica pomiędzy typowym exploitation a Mandingo jest ogromna. Mamy znanego reżysera (Richard Fleischer, znany z Tora!Tora!Tora! czy 20 tys. mil podmorskiej żeglugi) mamy dobrą muzykę (soundtrack Maurice Jarre, piosenki Muddy Waters), mamy dobrego scenarzystę (Norman Waxler, który napisał również Serpico i Saturday Night Fever) wreszcie mamy Jamesa Masona w jednej z głównych ról oraz Kena Nortona (drugi facet w historii który pokonał Muhammada Ali) i Earla Maynarda (dwukrotny Mr. Universe) w rolach walczących murzynów.
Mimo typowej dla wielkobudżetowych produkcji ekipy w dalszym ciągu mamy motywy typowe dla kina exploitation - sporo nagości, krew i brutalność (brutalnych scen jest niewiele, ale nie można powiedzieć, że są ocenzurowane), brak politycznej poprawności - murzyni są traktowani gorzej jak zwierzęta, jest poruszonych dość sporo tematów kontrowersyjnych w latach 70.
Generalnie polecam, bardzo dobry film. Moim zdaniem chyba nawet lepszy od Django, choć niespecjalnie te filmy można porównywać.Jestem bardzo zdziwiony, że został tak słabo oceniony przez krytyków. Aha i nie spodziewajcie się niczego podobnego do Django - ten film to raczej ponury melodramat o związkach międzyrasowych i niewolnictwie z walkami murzynów w tle. Zdecydowanie nie jest to film akcji. Nie ma też, w odróżnieniu od Django, praktycznie wcale elementów komediowych.
W jednym z wywiadów nazwał ten film jednym z jedynie dwóch filmów exploitation zrobionych w stylu blockbustera, z dużym budżetem (Jako drugi z tych filmów podaje Showgirls). I rzeczywiście różnica pomiędzy typowym exploitation a Mandingo jest ogromna. Mamy znanego reżysera (Richard Fleischer, znany z Tora!Tora!Tora! czy 20 tys. mil podmorskiej żeglugi) mamy dobrą muzykę (soundtrack Maurice Jarre, piosenki Muddy Waters), mamy dobrego scenarzystę (Norman Waxler, który napisał również Serpico i Saturday Night Fever) wreszcie mamy Jamesa Masona w jednej z głównych ról oraz Kena Nortona (drugi facet w historii który pokonał Muhammada Ali) i Earla Maynarda (dwukrotny Mr. Universe) w rolach walczących murzynów.
Mimo typowej dla wielkobudżetowych produkcji ekipy w dalszym ciągu mamy motywy typowe dla kina exploitation - sporo nagości, krew i brutalność (brutalnych scen jest niewiele, ale nie można powiedzieć, że są ocenzurowane), brak politycznej poprawności - murzyni są traktowani gorzej jak zwierzęta, jest poruszonych dość sporo tematów kontrowersyjnych w latach 70.
Generalnie polecam, bardzo dobry film. Moim zdaniem chyba nawet lepszy od Django, choć niespecjalnie te filmy można porównywać.Jestem bardzo zdziwiony, że został tak słabo oceniony przez krytyków. Aha i nie spodziewajcie się niczego podobnego do Django - ten film to raczej ponury melodramat o związkach międzyrasowych i niewolnictwie z walkami murzynów w tle. Zdecydowanie nie jest to film akcji. Nie ma też, w odróżnieniu od Django, praktycznie wcale elementów komediowych.
20-01-2013, 17:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-01-2013, 17:22 przez soldamn.)





