military napisał(a):Zawsze mnie dziwią zachwyty nad NGE. Tak płytkiego, nudnego, słabo animowanego serialiku ze świecą szukać. Wytrzymałem chyba sześć odcinków, bo fabuła (łącząca dwa rodzaje kiczu - edwoodowo-startrekowy i ten z telenowel brazylijskich) zaczyna się robić tak kosmicznie bzdurna, że na trzeźwo więcej po prostu się nie da. Lubię anime, również te z gatunku s-f, ale Evangelion jest idealnym przeciwieństwem dobrego serialu. To napuszona, bezmyślna papka, w której przesadyzm twórców przekracza wszelkie granice.No to TY wystrzymałeś, bo ja łyknąłem całą serię w niecały tydzień. Dla mnie Evangelion to po prostu niesamowicie wciągająca historia... Rysunek jest przeciętny (tzn. w normie), ale spełnia swoją rolę - pokazuje wiarygodnie emocje. Nie mam pojęcia, gdzie widzisz kicz z telenowel brazylijskich, bo wątek miłosny jest tam jeden i właściwie przewijający się jedynie kilka odcinków, a w dodatku poprowadzony tak, że nie irytuje i wydaje się zupełnie na miejscu (Misato i Kiji). Aha, no i są jeszcze Shinji i Kaworu (2 odcinki) i Suruhara z przewodniczącą ;).
Mi się w tej serii podoba to, że wiarygodnie przedstawiono wizję końca świata, niezrozumiałe zagrożenie, pamiętając zarówno o epickim rozmachu, jak i o dramacie pojedynczych ludzi. Ten 'przesadyzm' jaki NGE zarzucasz, widoczny jest tak właściwie tylko w ostatnich odcinkach (i to nie od początku do końca) i drugiej części End of Evangelion. A może ja go po prostu nie potrafię dostrzec w zupełnie kameralnym wątku relacji Shinji-ojciec, Shinji-Eva, Shinji-Asuka, Shinji-Shinji, Asuka-matka, Ikari-Ritsuko, Ikari-Rei...?
Martwi Ludzie Poszli Nad Jezioro
24-12-2005, 20:30






