Nie, nie ma różnicy. Z śmianiem się chodzi o głupkowate wyśmiewanie aktorów, sytuacji, które dzieją się na ekranie. Trafniej byłoby powiedzieć "obśmiewanie", ale w kontekście pejoratywnych przywar, wymienionych w jednym rzędzie, myślałem że dość łatwo będzie odczytać o jaki typ zachowania chodzi. I wiadomo, że co innego, gdy komentują dzieci, a co innego, gdy komentują 25-letni prostacy. O dzieciach, nikt tu nie mówi.
Każdą z tych rzeczy (jedzenie, picie, poprawianie się w fotelu, a nawet komentowanie, bekanie i pierdzenie) można zrobić w sposób kulturalny, np. wychodząc z sali. Nie ma dla mnie absolutnie żadnej różnicy, czy to jest dobry film, czy słaby; komedia czy dramat; blockbuster czy XX-wieczne kino żydowskie. Na każdym z nich oczekuję zachowania, które mieści się w pewnych ramach przyzwoitości i jeżeli wiem, że można coś robić z większą ogładą, to w dupce mam "okoliczności łagodzące".
Bo na dobrą sprawę, występuje jakaś zależność między akceptowalną kulturą jedzenia a gatunkiem filmowym? Jak ktoś ciamka na komedii wkurza mnie to i tyle, nawet jeżeli atmosfera jest bardziej luzacka niż na "Czarnym Czwartku". Jak ktoś będzie wpierdzielał kulturalnie popcorn na "Róży" również mi to nie robi. A że może nie wypada wcinać nachosy, patrząc jak kogoś gwałcą to inna sprawa i zdecydowanie nie moja.
Ale żeby nie było. Skrajne, irytujące sytuacje zdarzają się w kinie stosunkowo rzadko. To nie jest coś, co przytrafia się co tydzień.
Każdą z tych rzeczy (jedzenie, picie, poprawianie się w fotelu, a nawet komentowanie, bekanie i pierdzenie) można zrobić w sposób kulturalny, np. wychodząc z sali. Nie ma dla mnie absolutnie żadnej różnicy, czy to jest dobry film, czy słaby; komedia czy dramat; blockbuster czy XX-wieczne kino żydowskie. Na każdym z nich oczekuję zachowania, które mieści się w pewnych ramach przyzwoitości i jeżeli wiem, że można coś robić z większą ogładą, to w dupce mam "okoliczności łagodzące".
Bo na dobrą sprawę, występuje jakaś zależność między akceptowalną kulturą jedzenia a gatunkiem filmowym? Jak ktoś ciamka na komedii wkurza mnie to i tyle, nawet jeżeli atmosfera jest bardziej luzacka niż na "Czarnym Czwartku". Jak ktoś będzie wpierdzielał kulturalnie popcorn na "Róży" również mi to nie robi. A że może nie wypada wcinać nachosy, patrząc jak kogoś gwałcą to inna sprawa i zdecydowanie nie moja.
Ale żeby nie było. Skrajne, irytujące sytuacje zdarzają się w kinie stosunkowo rzadko. To nie jest coś, co przytrafia się co tydzień.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
05-02-2013, 15:17






