Miałem dziś przyjemność (powiedzmy) obejrzeć najnowszy film pana Jacksona. Pierwsze słowa, które nasunęły mi się po ostatniej scenie, to coś w rodzaju "ale gówno".
Ech, co za czasy. Żeby marnować ponad 100 milionów dolarów na zrobienie filmu, w którym przez 3 godziny widać głównie skaczącą małpę... Pozostały czas wypełniają żałosne, żenujące wręcz sceny "miłosne". Ja rozumiem - można zrobić totalnie wypierdowy, efekciarski film - ale po co od razu męczyć widza przez trzy godziny?!
U Jacksona to wygląda mniej więcej tak: mamy scenę akcji, weźmy np. pościg. Widzimy Konga biegnącego za samochodem i niszczącego po drodze inne samochody. Zmiana ujęcia - Kong biegnie za samochodem, ale widzimy go z tyłu. Zmiana ujęcia - Kong dalej biegnie za tym pieprzonym samochodem, tyle że teraz widać od góry. Samochód bierze zakręt, Kong też. Wbiega w inną uliczkę, przez którą przebiega w kolejnych dwunastu ujęciach. Powoli dochodzimy do 1\5 pościgu, przed nami jeszcze 10 minut... Po nich banalny dialog ("Nie martwcie się, jesteśmy bezpieczni"; "Na pewno?"; "Tak"; - gdzie się podziały dialogi z Casablanki...? Czemu we współczesnych filmach totalnie olewa się ten element?), po czym następuje, dla odmiany, pokazywana w 150 ujęciach, trwająca 15 minut scena akcji. No bez przesady - co za dużo, to niezdrowo...
Wkurzają mnie niepotrzebne efekty, którymi film jest przeładowany. Kong wygląda SZTUCZNIE, bohaterowie często "odcinają się" od plenerów - ewidentny bluebox. Irytują nieprawdopodobne ujęcia, wyglądające może i "fajnie", ale nie pozwalające uwierzyć w to, co dzieje się na ekranie. Denerwuje totalna niedbałość o logikę - nagle skądś pojawia się zbawcza lina, nagle okazuje się, że w środku zimy, na wysokości około kilometra, skąpo ubrana bohaterka nawet nie drgnie z zimna; ba, nawet jej para nie poleci z ust, a na dodatek najwyraźniej na takich wysokościach prawie wcale nie wieje wiatr. Nieważne też, co bohaterka przejdzie - fryzura zawsze będzie nienaganna.
Ech... można o wadach tego filmu pisać i pisać, ale po co? Wystarczy powiedzieć, że to zbyt długi, nudny, pusty, niedopracowany, sztuczny pokaz efekciarstwa, które zupełnie nie bawi. Cholernie długie intro do gry komputerowej. Powiem całkiem serio: AVP prześciga ten film o kilometr. Moja ocena to 2, może 3\10.
Ech, co za czasy. Żeby marnować ponad 100 milionów dolarów na zrobienie filmu, w którym przez 3 godziny widać głównie skaczącą małpę... Pozostały czas wypełniają żałosne, żenujące wręcz sceny "miłosne". Ja rozumiem - można zrobić totalnie wypierdowy, efekciarski film - ale po co od razu męczyć widza przez trzy godziny?!
U Jacksona to wygląda mniej więcej tak: mamy scenę akcji, weźmy np. pościg. Widzimy Konga biegnącego za samochodem i niszczącego po drodze inne samochody. Zmiana ujęcia - Kong biegnie za samochodem, ale widzimy go z tyłu. Zmiana ujęcia - Kong dalej biegnie za tym pieprzonym samochodem, tyle że teraz widać od góry. Samochód bierze zakręt, Kong też. Wbiega w inną uliczkę, przez którą przebiega w kolejnych dwunastu ujęciach. Powoli dochodzimy do 1\5 pościgu, przed nami jeszcze 10 minut... Po nich banalny dialog ("Nie martwcie się, jesteśmy bezpieczni"; "Na pewno?"; "Tak"; - gdzie się podziały dialogi z Casablanki...? Czemu we współczesnych filmach totalnie olewa się ten element?), po czym następuje, dla odmiany, pokazywana w 150 ujęciach, trwająca 15 minut scena akcji. No bez przesady - co za dużo, to niezdrowo...
Wkurzają mnie niepotrzebne efekty, którymi film jest przeładowany. Kong wygląda SZTUCZNIE, bohaterowie często "odcinają się" od plenerów - ewidentny bluebox. Irytują nieprawdopodobne ujęcia, wyglądające może i "fajnie", ale nie pozwalające uwierzyć w to, co dzieje się na ekranie. Denerwuje totalna niedbałość o logikę - nagle skądś pojawia się zbawcza lina, nagle okazuje się, że w środku zimy, na wysokości około kilometra, skąpo ubrana bohaterka nawet nie drgnie z zimna; ba, nawet jej para nie poleci z ust, a na dodatek najwyraźniej na takich wysokościach prawie wcale nie wieje wiatr. Nieważne też, co bohaterka przejdzie - fryzura zawsze będzie nienaganna.
Ech... można o wadach tego filmu pisać i pisać, ale po co? Wystarczy powiedzieć, że to zbyt długi, nudny, pusty, niedopracowany, sztuczny pokaz efekciarstwa, które zupełnie nie bawi. Cholernie długie intro do gry komputerowej. Powiem całkiem serio: AVP prześciga ten film o kilometr. Moja ocena to 2, może 3\10.
07-04-2007, 23:08






