Rozpustnik - Johnny Depp jako Johnny Depp w roli Johnny'ego (ale już nie Deppa) - najbardziej wstrzemięźliwego rozpustnika w historii. Jak na film, w którym w prologu aktor zapowiada, że zaraz wysmaga widownię kaczorem do twarzy i doprowadzi wszystkich do szczytowania, to jest to film zaskakująco skromny i wstydliwy. Cyców są może dwie pary, a bohaterowie gżą się w pełnym oświeceniowym umundurowaniu.
O fabule nie piszę, bo nie ma o czym - scenarzysta sam nie wiedział, co ma być jej osią. Johnny miota się w lewo i prawo, wątek teatralny znika na rzecz romansu, który znika na rzecz ucieczki, który znika na rzecz choroby, a na końcu okazuje się że chodziło o nawrócenie, tzn. tak mówi Depp w epilogu - wierzę na słowo, bo nie zauważyłem. Ale może nie zauważyłem, bo byłem ledwo przytomny. Film usypia. W 2/3 na chwilę łapie jakieś tempo i staje się na moment ciekawy, ale moment nie jest długi.
Obsada fajna - Piraci z Karaibów + Malkowicz + babka z Hellraisera + Samantha Morton. Realizacja - jakbym oglądał film na Gameboyu, cały zielono-czarny. Przegięli. Momentami wkurzają też sceny kręcone na jednym ujęciu z ręki, kiedy kamerzysta kręci się dookoła aktora jak jakiś debil. A Malkowiczowi sztuczny nos robił chyba ten sam koleś, co u Snydera charakteryzował Nixona.
Dobra, na koniec: SŁABE to było, nie polecam, wręcz odradzam. 3/10
BTW: teatralny dramatyzm niektórych scen połączony z faktem, że Depp gra bohatera o imieniu Johnny - gościa o długich kręconych włosach - sprawiały że chwilami czułem się, jakbym oglądał The Room. You're tearing me apart, Elizabeth!
EDIT:
Hmmm, film był cały zielony, i to niedorzecznie zielony, ale na trailerze kolorystyka wygląda normalnie. WTF? Ktoś oparł się o pokrętło przy robieniu wersji na DVD?
O fabule nie piszę, bo nie ma o czym - scenarzysta sam nie wiedział, co ma być jej osią. Johnny miota się w lewo i prawo, wątek teatralny znika na rzecz romansu, który znika na rzecz ucieczki, który znika na rzecz choroby, a na końcu okazuje się że chodziło o nawrócenie, tzn. tak mówi Depp w epilogu - wierzę na słowo, bo nie zauważyłem. Ale może nie zauważyłem, bo byłem ledwo przytomny. Film usypia. W 2/3 na chwilę łapie jakieś tempo i staje się na moment ciekawy, ale moment nie jest długi.
Obsada fajna - Piraci z Karaibów + Malkowicz + babka z Hellraisera + Samantha Morton. Realizacja - jakbym oglądał film na Gameboyu, cały zielono-czarny. Przegięli. Momentami wkurzają też sceny kręcone na jednym ujęciu z ręki, kiedy kamerzysta kręci się dookoła aktora jak jakiś debil. A Malkowiczowi sztuczny nos robił chyba ten sam koleś, co u Snydera charakteryzował Nixona.
Dobra, na koniec: SŁABE to było, nie polecam, wręcz odradzam. 3/10
BTW: teatralny dramatyzm niektórych scen połączony z faktem, że Depp gra bohatera o imieniu Johnny - gościa o długich kręconych włosach - sprawiały że chwilami czułem się, jakbym oglądał The Room. You're tearing me apart, Elizabeth!
EDIT:
Hmmm, film był cały zielony, i to niedorzecznie zielony, ale na trailerze kolorystyka wygląda normalnie. WTF? Ktoś oparł się o pokrętło przy robieniu wersji na DVD?
25-02-2013, 21:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2013, 21:24 przez military.)

Spoiler![[Obrazek: TheLibertine20.jpg]](http://img.photobucket.com/albums/v338/CJSRules/Johnny%20Depp/TheLibertine20.jpg)





