Link się nie wyświetla (nie wiem czemu), w takim razie zacytuje tu moją filmwebową recenzję z 30 czerwca 2011 roku:
Eeeeeee, nie!
Tak, bo humor w filmach Bay'a to coś na co warto czekać.
Cytat:2/10 - Niech Michael Bay już nie przeprasza, nie będzie przebaczenia!
Razem z wieloma wyczekiwałem ostatniego epizodu tej widowiskowej trylogii, ale dzisiaj po wizycie w kinie czuje, że pan Michał Zatoka zgwałcił mój intelekt i powinien mi oddać 20 zł za najgorszy seans w życiu. Nie wiem jakim cudem, ten film jest lepiej oceniany od nawet "fajnej" Zemsty upadłych, bo ja tego po prostu nie mogłem oglądać. Zanim rozpoczął się spektakl, wymagałem od filmu tylko trzech rzeczy. 1) Żeby nie było "jajcarskich" robotów - były; 2) Oby dobrze wyjaśnili zmianę dziewczyny bohatera - nic nam nie wyjaśnili tylko słyszymy, że Megan Fox go rzuciła (a ta nowa blondyna w swojej roli jest fatalna); 3) Świetne akcje - nie wiem nawet jak to w skrócie skomentować, ale pod tym względem też jest bardzo źle.
Film miał mieć podobno "scenariusz", a ja nie wiem jak można nazwać scenariuszem narysowanie kilku wybuchów na kartce papieru toaletowego. Od początku jest chaotycznie, bezsensownie, brak ładu, składu, masa nowych, idiotycznych postaci, które mają być pseudo śmieszne (po nadmiarze humoru w drugiej części, tu go zredukowano niemal do zera). Film odbiega znacząco od poprzedników a chwilami kompletnie im zaprzecza, np: Myślałem, że Megatron rozbił się tysiące lat temu na Ziemi w poszukiwaniu kości i jak dowiedzieliśmy się z dwójki, chciał z niej wydobyć informacje dla Upadłego, żeby zniszczył słońce i uzyskał energon, dzięki któremu przetrwa ich rasa. W tej części jednak Megatron zmienił zdanie - był u umówiony na odnowienie ich rodzinnej planety Cybertronu z Sentinelem Prime'm, który o dziwo na księżyc dotarł kilka tysięcy lat po nim. W dodatku o ile "Transformersy" były zawsze lekko odmóżdżoną rozrywką, o tyle na trójce wcale się nie rozerwałem. To była dwu i pół godzinna męczarnia, w której namnożono błędów z poprzednika.
Po 2/3 filmu wiedziałem, że jest to najgorsza, część (póki co poza efektami specjalnymi i tym, że 3D na prawdę nie raziło, nie widziałem żadnych plusów) ale finał, który miał mnie zachwycić przyniósł ze sobą nowy wymiar nudy, gdzie przez godzinę wszystko wybucha, ludzie potrafią latać, Decepticony to debile, a ich przywódca może zostać w minutę zmanipulowany przez blondynkę z wielkimi ustami, a na koniec ginie jak największa łajza. Pisałem już, że Decepticony zestrzeliwują wszystkie samoloty, które chcą wlecieć do miasta, ale latających ludzi już nie (pewnie popsuły im się celowniki)? Walka maszyn w lesie z Zemsty upadłych to przy tej akcji arcydzieło, a nie warto jej nawet porównywać do finału dobrej, pierwszej części.
Podsumowując, najnowszy superprodukcja tych wakacji zawiodła. Film to tragedia i póki co największa porażka (jakościowa) roku. Teraz będę miał nauczkę, żeby nigdy więcej nie iść do kina na Transformers, ani na żaden nowy film Michaela Bay'a. Absolutnie odradzam wszystkim, którzy mają odrobinę szacunku do kina!
Ocena: 2/10 (tylko za efekty - choć w Forreście Gumpie lepiej wyglądały archiwalne wstawki :P; za Optimusa i za to, że 3D na prawdę nie męczyło. Jedynkę oceniam na mocne 7/10, a dwójkę na 5/10)!!! :P
(23-03-2013, 23:55)Phil napisał(a): To akurat racja. Trójka ma najlepsze sceny akcji.
Eeeeeee, nie!
(23-03-2013, 23:24)Phil napisał(a): Bo chodzi o Megan Fox/aniołka Victoria's Secret, efekty i humor.
Tak, bo humor w filmach Bay'a to coś na co warto czekać.
24-03-2013, 09:28





