Maniac (2012) - reż. Franck Khalfoun
Oryginał co prawda widziałem, ale bardzo niewiele z niego pamiętam. Mimo wszystko, odniosłem wrażenie, że ta odnowiona wersja różni się od pierwotnej prawie na każdej płaszczyźnie. I jeżeli ktoś zabiera się za odświeżanie filmów, które specjalnie tego nie wymagają albo nie są tego warte, to jest to jedyne słuszne rozwiązanie.
Poprowadzenie właściwie całej historii z punktu widzenia seryjnego mordercy to pierwsza i podstawowa różnica. Mimo takiego rozwiązania zdjęcia są dobre i bardzo klimatyczne. Nie przeszkodziły w tym nawet padaczkowate rozchwiania w stylu pijanej małpy. Kolejna wyraźna zmiana to sam seryjny morderca. Elijah Wood to totalnie inny Frank Zito, niż Joe Spinell. Obaj mocno pogrzani na umyśle, ale gdzie małemu Woodowi do wielkiego, topornego, odpychającego Latynosa. Na początku miałem problemy, by uwierzyć w Elijaha Łowcę Skalpów, ale z czasem można zapomnieć o jego filigranowej posturze i chłopięcej urodzie. Zmieniło się też trochę w warstwie fabularnej. Poza tym na wyróżnienie zasługują dobra muzyka, ciekawe zdjęcia, miejski klimat i parę ładnych z kształtów kobiet. Szkoda, że sama historia niespecjalnie wymagająca, żeby nie powiedzieć, że słaba.
6/10
Oryginał co prawda widziałem, ale bardzo niewiele z niego pamiętam. Mimo wszystko, odniosłem wrażenie, że ta odnowiona wersja różni się od pierwotnej prawie na każdej płaszczyźnie. I jeżeli ktoś zabiera się za odświeżanie filmów, które specjalnie tego nie wymagają albo nie są tego warte, to jest to jedyne słuszne rozwiązanie.
Poprowadzenie właściwie całej historii z punktu widzenia seryjnego mordercy to pierwsza i podstawowa różnica. Mimo takiego rozwiązania zdjęcia są dobre i bardzo klimatyczne. Nie przeszkodziły w tym nawet padaczkowate rozchwiania w stylu pijanej małpy. Kolejna wyraźna zmiana to sam seryjny morderca. Elijah Wood to totalnie inny Frank Zito, niż Joe Spinell. Obaj mocno pogrzani na umyśle, ale gdzie małemu Woodowi do wielkiego, topornego, odpychającego Latynosa. Na początku miałem problemy, by uwierzyć w Elijaha Łowcę Skalpów, ale z czasem można zapomnieć o jego filigranowej posturze i chłopięcej urodzie. Zmieniło się też trochę w warstwie fabularnej. Poza tym na wyróżnienie zasługują dobra muzyka, ciekawe zdjęcia, miejski klimat i parę ładnych z kształtów kobiet. Szkoda, że sama historia niespecjalnie wymagająca, żeby nie powiedzieć, że słaba.
6/10
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
07-05-2013, 17:30






