Stoker - co jest, nikt nie widział? Po zwiastunach hollywodzki debiut Chan-wook Parka był wysoko na mojej liście must-see w 2013, ale po średnich recenzjach odpuściłem i zobaczyłem w kinie w sumie trochę przypadkiem, kilka tygodni po premierze.
Wizualnie film prezentuje się, zgodnie z oczekiwaniami, przynajmniej bardzo dobrze. Zdjęcia same w sobie może nie jakieś wyjątkowo piękne, ale film jest pełen wizualnych sztuczek. Może mało widziałem, ale nie pamiętam w ostatnich latach filmu, w którym reżyser i operator w tak oryginalny i świeży sposób bawiliby się obrazem. Czasami jest tego aż za dużo i bywa trochę tandetnie, ale mi w filmie największą radość sprawiło właśnie obserwowanie zabaw z obrazem.
Bo jeśli chodzi o fabułę to niestety recenzję nie kłamały. "Michael z Prison Breaka" dał dupy. Scenariusz to zdecydowanie najgorszy element filmu. Na początku można się jeszcze nabrać, bo atmosfera się zagęszcza, jest klimat, jest jakaś tajemnica. Tyle, że z czasem okazuje się, że to wszystko to takie prężenie się na siłę i udawanie nie wiadomo czego. A rozwinięcie intrygi jest raczej banalne i nie dorównuje ciężarem formie. Najgorsze jest jednak to, że banały scenariusz uzupełnia z dupy wziętymi, na siłę szokującymi udziwnieniami. Co oczywiście skutkuje niezamierzonym efektem komediowym w kilku scenach. Scenariusz jest w sumie dość "azjatycki". W tym złym słowa znaczeniu. Mało subtelny, na siłę udziwniony.
Aktorstwo bez szału. Kidman, jak to Kidman. Słaba. Goode taki se. Wasikowska najlepsza, może dlatego, że gra w sumie taką idealnie do niej pasującą postać. No i jest Jacki Weaver, ma ze 3 sceny, czyli pewnie będzie nominacja.
Wizualnie momentami na mocną dziewiątkę. Reszta czasami zjeżdża nawet w okolice 3-4/10. Gdybym koniecznie musiał wystawić ocenę dałbym pewnie coś koło 6/10. Do kina nie idźcie, ale obczajcie w HD dla tych kilku/kilkunastu wizualnych tricków.
Wizualnie film prezentuje się, zgodnie z oczekiwaniami, przynajmniej bardzo dobrze. Zdjęcia same w sobie może nie jakieś wyjątkowo piękne, ale film jest pełen wizualnych sztuczek. Może mało widziałem, ale nie pamiętam w ostatnich latach filmu, w którym reżyser i operator w tak oryginalny i świeży sposób bawiliby się obrazem. Czasami jest tego aż za dużo i bywa trochę tandetnie, ale mi w filmie największą radość sprawiło właśnie obserwowanie zabaw z obrazem.
Bo jeśli chodzi o fabułę to niestety recenzję nie kłamały. "Michael z Prison Breaka" dał dupy. Scenariusz to zdecydowanie najgorszy element filmu. Na początku można się jeszcze nabrać, bo atmosfera się zagęszcza, jest klimat, jest jakaś tajemnica. Tyle, że z czasem okazuje się, że to wszystko to takie prężenie się na siłę i udawanie nie wiadomo czego. A rozwinięcie intrygi jest raczej banalne i nie dorównuje ciężarem formie. Najgorsze jest jednak to, że banały scenariusz uzupełnia z dupy wziętymi, na siłę szokującymi udziwnieniami. Co oczywiście skutkuje niezamierzonym efektem komediowym w kilku scenach. Scenariusz jest w sumie dość "azjatycki". W tym złym słowa znaczeniu. Mało subtelny, na siłę udziwniony.
Aktorstwo bez szału. Kidman, jak to Kidman. Słaba. Goode taki se. Wasikowska najlepsza, może dlatego, że gra w sumie taką idealnie do niej pasującą postać. No i jest Jacki Weaver, ma ze 3 sceny, czyli pewnie będzie nominacja.
Wizualnie momentami na mocną dziewiątkę. Reszta czasami zjeżdża nawet w okolice 3-4/10. Gdybym koniecznie musiał wystawić ocenę dałbym pewnie coś koło 6/10. Do kina nie idźcie, ale obczajcie w HD dla tych kilku/kilkunastu wizualnych tricków.
01-06-2013, 22:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-06-2013, 22:45 przez PropJoe.)





