TSN nazywasz spadkiem formy? Toż to znakomity dramat biograficzny. Opowiedzieć taką historię na świeżo było niesłychanie trudno, a Fincher dał radę i zrobił to w swoim stylu. Co prawda jak zwykle miał szczęście do scenariusza (tym razem oscarowy Sorkin).
Oczywiście, że nie jest to film o "fejsie", tak tylko przedrzeźniam malkontentów :) BTW są inne filmy Finchera, które lubię jakieś 5 razy bardziej ale to akurat TSN widziałem najwięcej razy (ze 20) i ciągle lubię do niego wracać.
Oczywiście, że nie jest to film o "fejsie", tak tylko przedrzeźniam malkontentów :) BTW są inne filmy Finchera, które lubię jakieś 5 razy bardziej ale to akurat TSN widziałem najwięcej razy (ze 20) i ciągle lubię do niego wracać.
Ostatnio widziane:
filmweb
filmweb
30-06-2013, 23:50





