50/50
W sumie nie wiem, jak do tego podejść. Niby to zwykły film o umieraniu, ale jednak nie przypominam sobie, żebym coś podobnego oglądał w ciągu ostatnich lat. Młody pracownik radiowy dowiaduje się, że ma raka, guz o długiej i skomplikowanej nazwie w kręgosłupie; on sam, rodzina, przyjaciele i dziewczyna starają się żyć z tym brzemieniem.
Słodko-gorzki film, o. Z jednej strony mamy żarty na w miarę porządnym poziomie, jakich można się spodziewać w gronie prawdziwych przyjaciół, z drugiej natomiast mamy to, że ktoś bliski ma nad sobą wyrok śmierci i dosłownie znika w oczach. Sceny terapii są przeplatane próbami korzystania z życia, chemią, rozmowami z innymi pacjentami, wypadami do barów i paleniem marihuany - dobrze to wygląda, nie nudzi, wciąga, angażuje i co najważniejsze, wzbudza emocje.
Joseph Gordon Levitt naprawdę dał popis, zwłaszcza pod koniec, kiedy jest już w szpitalnym łóżku. Ściska za serce, bo choć to banał i totalna klisza, to wspaniale poprowadzona i równie wspaniale zagrana.
Jedynie przyczepię się do ojca z Alzheimerem - jest, ale równie dobrze mogłoby go nie być. Nie wnosi praktycznie nic do filmu poza tym, że przewija się gdzieś na trzecim planie w kilku scenach. Reszta filmu jest świetna i naprawdę warto go obejrzeć.
8/10
W sumie nie wiem, jak do tego podejść. Niby to zwykły film o umieraniu, ale jednak nie przypominam sobie, żebym coś podobnego oglądał w ciągu ostatnich lat. Młody pracownik radiowy dowiaduje się, że ma raka, guz o długiej i skomplikowanej nazwie w kręgosłupie; on sam, rodzina, przyjaciele i dziewczyna starają się żyć z tym brzemieniem.
Słodko-gorzki film, o. Z jednej strony mamy żarty na w miarę porządnym poziomie, jakich można się spodziewać w gronie prawdziwych przyjaciół, z drugiej natomiast mamy to, że ktoś bliski ma nad sobą wyrok śmierci i dosłownie znika w oczach. Sceny terapii są przeplatane próbami korzystania z życia, chemią, rozmowami z innymi pacjentami, wypadami do barów i paleniem marihuany - dobrze to wygląda, nie nudzi, wciąga, angażuje i co najważniejsze, wzbudza emocje.
Joseph Gordon Levitt naprawdę dał popis, zwłaszcza pod koniec, kiedy jest już w szpitalnym łóżku. Ściska za serce, bo choć to banał i totalna klisza, to wspaniale poprowadzona i równie wspaniale zagrana.
Jedynie przyczepię się do ojca z Alzheimerem - jest, ale równie dobrze mogłoby go nie być. Nie wnosi praktycznie nic do filmu poza tym, że przewija się gdzieś na trzecim planie w kilku scenach. Reszta filmu jest świetna i naprawdę warto go obejrzeć.
8/10
20-07-2013, 20:26





