military napisał(a):Zarzucanie ekranizacji komiksu, że trzyma się ram pierwowzoru, to - sorry za wyrazenie - totalny, skrajny, niepohamowany debilizm.
BB to przypadek, w którym ekranizacja zabija film. są powody, by mówić, że trzymanie się ram pierwowzoru niszczy daną produkcję.
spójrzcie, jakie to wszystko bezsensowne: w zasadzie wszyscy prócz Gieferga chcieliby zobaczyć brutalniejszego Batmana. Gdyby Nolan nakręcił inny film, wówczas zadowoliłby zarówno tych, którym BB przypadł do gustu, jak i tych, których zirytował swoją naiwnością. Jedynie Gieferg płakałby po seansie. Moje pytanie jest takie (zapewne równie naiwne co BB): Jakie prawo nakazuje reżyserowi robić film gorszy od tego, który mógłby powstać potencjalnie? Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że Nolan byłby w stanie nakręcić prawdziwego wmordojeba. Wiem, że BB odniósł wielki sukces kasowy i był wydarzeniem, ale nic w tym filmie nie przetrwa dłużej niż do premiery TDK. Za kilka lat wyłącznie Gieferg będzie pamiętał o tym, że ktoś kiedyś zafundował mu powrót do krainy dzieciństwa. Czemu? Bo pojawi się Aronofsky albo inny reżyser i w końcu nakręci prawdziwego Batmana - odległego od Burtonowskiej wizji, pełnego przemocy i autentycznego bezprawia, gdzie aby wygrać ze złem, trzeba być wyjątkowo wrednym skurwysynem. Niech to bedzie nawet niszowa produkcja, jak ta co krąży po youtube, gdzie Batman napierdziela sie z Predkiem i Jokerem. Kupię to z miejsca.
pieprzyć komiks o Batmanie nie znaczy pieprzyć Batmana. Batman jest spoko. Jego przeciwnicy też.
ps. i nie mówcie mi tu, że takich herosów mamy na pęczki, bo nie mamy żadnego. Brudny Harry czy inny Bronson nie byli wcale gorsi ani nawet podobni swoim prześladowcom. Obejrzyjcie sobie uważnie "Siłę Magnum", sami się przekonacie - padają tam bardzo ważne słowa, charakteryzujące postać Callahana. Intuicyjnie czujemy, że słuszność i prawo i wszelkie cnoty stoją po jego stronie, solidaryzujemy się z nim w duchu. A mnie chodzi o bohatera, który byłby naprawdę podły, który zagubiłby się całkowicie w walce ze złem. Nieodwracalnie i bezpowrotnie. Bez morału czy pomocy z zewnątrz pięknej kobiety.
ps2 jedyna postać, jaka w tej chwili przychodzi mi do głowy, postać przesiąknięta złem do szpiku kości, z której argumentacją nie sposób się nie zgodzić, to Tom Berenger w "Plutonie". Demoniczny i zdyscyplinowany. Totalnie oddany sprawie. Albo Denzel w "Dniu próby". To, że spotkała go tak dotkliwa kara w końcówce, to zasługa głupich hollywoodzkich scenarzystów. Oglądałem film już ze sześć razy i doprawdy nie mogę znaleźć uzasadnienia dla finału.
ps3 jeżeli Transformery będą równie irytujące, to znowu zacznę rozróbe na Forum :)
04-05-2007, 11:21






