Military, nie wiem jak mam dyskutować z takimi bredniami. Masz jakąś swoją wymyśloną wizję tego czym film ma być, to ją miej. Wali mnie to :) Może dałoby się odnieść takie "reguły" do uprawianego w Hollywood kina gatunków, które ma być z zasady przejrzyste i jasne, ale z całą resztą kina nie ma to NIC wspólnego.
Szczególnie w dzisiejszych czasach ŻADNE dzieło sztuki nie powstaje w próżni i zawsze funkcjonuje równolegle z innymi tekstami, które nierzadko są niezbędne do tego, by je zrozumieć.
Zresztą na tym polega pomysł na ten film. Cronenberg mając za podstawę absolutnie nie nadającą się do sfilmowania powieść, wolał raczej dokonać jej interpretacji, którą wymieszał z biografią samego pisarza. Z pozoru sprawia to wrażenie bałaganu, ale jako całość ma sens i zamiast nudnego uproszczenia, zeszmacenia oryginału stanowi ciekawy dodatek do lektury książek Burroughsa. Jest to rodzaj filmu, którego nikt przed Cronenbergiem nie próbował zrobić i nawet jeśli się go nie lubi, to za to należałoby reżysera docenić.
Mniejsza o to, najtrudniej przychodzi mi zrozumienie zarzutu o to, że film funkcjonuje w mainstreamie. Cóż, mainstream ma to do siebie, że funkcjonuje w nim dokładnie to, co ludzie chcą oglądać. Oznacza to zatem, że nie jest to film aż tak hermetyczny i osobom nieznającym powieści z reguły się podoba (na IMDB 24 tysiące głosów i jak na tego typu film całkiem wysoka średnia).
Oczywiście nie było tak od razu. W kinach film zrobił klapę i miał mocno ograniczoną dystrybucję. Dopiero z czasem osiągnął swój kultowy status, na co miało wpływ parę czynników:
a) David Cronenberg jest popularnym reżyserem, więc ludzie sięgają po film ze względu na jego nazwisko.
b) Sam Burroughs stał się z biegiem czasu coraz bardziej popularny. I tutaj - przy okazji - pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, że jest to pisarz mało znany. Być może w Polsce, ale wpisując w google jego nazwisko (i to podając literkę S. w środku;) wyskakują 4 miliony haseł :)
W każdym razie Cronenberg ten film nakręcił, ale nie on zadecydował w jakim kontekście będzie funkcjonował w przyszłości i jaki widz po niego sięgnie. Zarzut więc pochodzi bezpośrednio z dupy :)
Szczególnie w dzisiejszych czasach ŻADNE dzieło sztuki nie powstaje w próżni i zawsze funkcjonuje równolegle z innymi tekstami, które nierzadko są niezbędne do tego, by je zrozumieć.
Zresztą na tym polega pomysł na ten film. Cronenberg mając za podstawę absolutnie nie nadającą się do sfilmowania powieść, wolał raczej dokonać jej interpretacji, którą wymieszał z biografią samego pisarza. Z pozoru sprawia to wrażenie bałaganu, ale jako całość ma sens i zamiast nudnego uproszczenia, zeszmacenia oryginału stanowi ciekawy dodatek do lektury książek Burroughsa. Jest to rodzaj filmu, którego nikt przed Cronenbergiem nie próbował zrobić i nawet jeśli się go nie lubi, to za to należałoby reżysera docenić.
Mniejsza o to, najtrudniej przychodzi mi zrozumienie zarzutu o to, że film funkcjonuje w mainstreamie. Cóż, mainstream ma to do siebie, że funkcjonuje w nim dokładnie to, co ludzie chcą oglądać. Oznacza to zatem, że nie jest to film aż tak hermetyczny i osobom nieznającym powieści z reguły się podoba (na IMDB 24 tysiące głosów i jak na tego typu film całkiem wysoka średnia).
Oczywiście nie było tak od razu. W kinach film zrobił klapę i miał mocno ograniczoną dystrybucję. Dopiero z czasem osiągnął swój kultowy status, na co miało wpływ parę czynników:
a) David Cronenberg jest popularnym reżyserem, więc ludzie sięgają po film ze względu na jego nazwisko.
b) Sam Burroughs stał się z biegiem czasu coraz bardziej popularny. I tutaj - przy okazji - pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, że jest to pisarz mało znany. Być może w Polsce, ale wpisując w google jego nazwisko (i to podając literkę S. w środku;) wyskakują 4 miliony haseł :)
W każdym razie Cronenberg ten film nakręcił, ale nie on zadecydował w jakim kontekście będzie funkcjonował w przyszłości i jaki widz po niego sięgnie. Zarzut więc pochodzi bezpośrednio z dupy :)
25-07-2013, 12:19






