Pytanie fundamentalne do wszystkich narzekających na brak głębi w filmie Gibsona: jaką, u licha, refleksję chcielibyście zobaczyć/usłyszeć? Że co? Że każda religia, względnie światopogląd zaczyna swój upadek od proklamowania własnej nieomylności? ludzie, o co wam chodzi? :)
20-06-2007, 02:22






