Butch and Sundance: The Early Days - gdyby całość trzymała poziom finałowych 20 minut, byłby to świetny prequel. A tak mamy nieśmieszną komedię z głupawymi scenami, jakie nie zazębiają się w spójną całość i rażą głupotami (dwójka głównych bohaterów jeździ m.in. na nartach - WTF?). Na plus fakt, że Berenger i Katt faktycznie wyglądają jak podróbki Redforda i Newmana, a i w tle sporo dobrych aktorów. Ale generalnie średniak, który miejscami męczy oczy.
5 / 10
Take a Hard Ride - blacksploitation na Dzikim Zachodzie, czyli Brown i Williamson uciekają przed wszystkimi białymi na czele z Van Cleefem i przy okazji rzucają niezłymi sucharami. Generalnie niezłe patrzydło. Jest chemia, parę świetnych scen czy one-linerów i ogląda się to zaskakująco dobrze, na luzie. Całość psuje jednak nieco ta radocha właśnie, bo miast w miarę poważnego westernu dostajemy miejscami wybitne kuriozum (koleś napieprzający z Gatlinga, który nie potrafi trafić kobiety w wąskim kanionie, karateka-niemowa), budżet daje po gałach, a i mało to oryginalne.
6 / 10
The Last Hard Men - najlepszy z całego towarzystwa. Coburn i Heston klasa, a ich zawziętość jest miejscami niesamowita. Już sam ten psychologiczny pojedynek ogląda się bardzo dobrze. Do tego dochodzi parę scen-perełek, praktycznie nieustanne napięcia i słodka jak cukierek Hersheyowa. Do tego optymalny czas trwania nie pozwala się nudzić. Owszem, jest parę baboli, film niekiedy trąci też myszką, a niektóre z drugoplanowych pozycji są z deczka przesarżowane, ale generalnie solidne filmidło o twardych facetach.
7 / 10
About time - urocze, łapiące za serce filmidło, czyli standard od Curtisa. Dałbym więcej, ale mam wrażenie, że potencjał nie został wykorzystany na rzecz typowo hollywoodzkiej, acz podlanej angielskim sosem, ckliwości i sentymentalizmu. Także i motyw cofania się w czasie z ekhm czasem gubi się w swoich zasadach. Ale poza tym fajna baja, mimo dramatycznej końcówki, pozytywnie nastrajająca do świata. No i przefantastyczna obsada ze słodziutką Rachel na pierwszym i Alo na drugim planie.
7+ / 10
5 / 10
Take a Hard Ride - blacksploitation na Dzikim Zachodzie, czyli Brown i Williamson uciekają przed wszystkimi białymi na czele z Van Cleefem i przy okazji rzucają niezłymi sucharami. Generalnie niezłe patrzydło. Jest chemia, parę świetnych scen czy one-linerów i ogląda się to zaskakująco dobrze, na luzie. Całość psuje jednak nieco ta radocha właśnie, bo miast w miarę poważnego westernu dostajemy miejscami wybitne kuriozum (koleś napieprzający z Gatlinga, który nie potrafi trafić kobiety w wąskim kanionie, karateka-niemowa), budżet daje po gałach, a i mało to oryginalne.
6 / 10
The Last Hard Men - najlepszy z całego towarzystwa. Coburn i Heston klasa, a ich zawziętość jest miejscami niesamowita. Już sam ten psychologiczny pojedynek ogląda się bardzo dobrze. Do tego dochodzi parę scen-perełek, praktycznie nieustanne napięcia i słodka jak cukierek Hersheyowa. Do tego optymalny czas trwania nie pozwala się nudzić. Owszem, jest parę baboli, film niekiedy trąci też myszką, a niektóre z drugoplanowych pozycji są z deczka przesarżowane, ale generalnie solidne filmidło o twardych facetach.
7 / 10
About time - urocze, łapiące za serce filmidło, czyli standard od Curtisa. Dałbym więcej, ale mam wrażenie, że potencjał nie został wykorzystany na rzecz typowo hollywoodzkiej, acz podlanej angielskim sosem, ckliwości i sentymentalizmu. Także i motyw cofania się w czasie z ekhm czasem gubi się w swoich zasadach. Ale poza tym fajna baja, mimo dramatycznej końcówki, pozytywnie nastrajająca do świata. No i przefantastyczna obsada ze słodziutką Rachel na pierwszym i Alo na drugim planie.
7+ / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
02-10-2013, 21:44





