Bardzo fajna adaptacja... ksiązek o Harrym Dresdenie. ;) Bo zdecydowanie bardziej tak to wygląda. Jakieś pierwsze dwadzieścia minut to jest nawet niezły film o Constantinie. Potem pojawiają się jakieś elementy z oryginału, czasem wplecione lepiej, czasem gorzej, ale ogółem bardzo mocno odstaje. Niemniej to bardzo przyjemny film - widziałem go chyba z dwa razy nawet. Szczegolnie warto dla Tildy Swinton jako Gabriela i dla epizodu Petera Stormare w roli Lucyfera.
Różnicę bardzo dobrze widać w scenie z filmu. Bo czerpie on mocno z historii "DANGEROUS HABITS", gdzie główny bohater dowiaduje się, że ma raka płuc, bo tyle nakurwia fajek. W filmie, gdy zostaje uzdrowiony, bierze do ust gumę antynikotynową. W komiksie wsadza sobie do gęby peta i podpala zadowolony. :)
Co flm traci na tym, że mocno odbiega od oryginału? Przede wszystkim pazur. Niby ma Rkę, ale jakaś taka ona prawie niewidzialna, bo równie dobrze mogłoby to być PG-13 i wiele by to nie zmieniło. A komiks jest mocno Rkowy i bardzo dorosły. To nie jest tylko bajka o starciu z demonami czy niebem i piekłem. Bardzo często te motywy schodziły w komiksie na dalszy plan, jakby w ogole ich nie było. To komiks o człowieku upadłym, cholernie tragicznym bohaterze, który non-stop rani najbliższych, na których sprowadza śmierć i cierpienie.
W komiksie John popada w depresję, alkoholizm, bywa skończonym dupkiem (nie w taki typowy sposób jak typowi antybohaterowie, to bardziej coś w stylu Waltera White'a), a w pewnym momencie historii dowiaduje się, że jego matka umarła przy porodzie dlatego, bo miała w cholere aborcji przed nim.
No i oryginalny Constantine to szczupły/chudy, biseksualny blondas z Liverpoolu, który bluzga na lewo i prawo. O aparycji Stinga.
Aż dziwie się, że DC Comics czy Warner Bros nie zdecydowało się na serial z HBO. Budżetu dużego by nie potrzebowali, a historii ciekawej do opowiedzenia dużo.
Różnicę bardzo dobrze widać w scenie z filmu. Bo czerpie on mocno z historii "DANGEROUS HABITS", gdzie główny bohater dowiaduje się, że ma raka płuc, bo tyle nakurwia fajek. W filmie, gdy zostaje uzdrowiony, bierze do ust gumę antynikotynową. W komiksie wsadza sobie do gęby peta i podpala zadowolony. :)
Co flm traci na tym, że mocno odbiega od oryginału? Przede wszystkim pazur. Niby ma Rkę, ale jakaś taka ona prawie niewidzialna, bo równie dobrze mogłoby to być PG-13 i wiele by to nie zmieniło. A komiks jest mocno Rkowy i bardzo dorosły. To nie jest tylko bajka o starciu z demonami czy niebem i piekłem. Bardzo często te motywy schodziły w komiksie na dalszy plan, jakby w ogole ich nie było. To komiks o człowieku upadłym, cholernie tragicznym bohaterze, który non-stop rani najbliższych, na których sprowadza śmierć i cierpienie.
W komiksie John popada w depresję, alkoholizm, bywa skończonym dupkiem (nie w taki typowy sposób jak typowi antybohaterowie, to bardziej coś w stylu Waltera White'a), a w pewnym momencie historii dowiaduje się, że jego matka umarła przy porodzie dlatego, bo miała w cholere aborcji przed nim.
No i oryginalny Constantine to szczupły/chudy, biseksualny blondas z Liverpoolu, który bluzga na lewo i prawo. O aparycji Stinga.
Aż dziwie się, że DC Comics czy Warner Bros nie zdecydowało się na serial z HBO. Budżetu dużego by nie potrzebowali, a historii ciekawej do opowiedzenia dużo.
04-10-2013, 13:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-10-2013, 13:26 przez Gal Anonim.)





