(07-10-2013, 11:58)Mierzwiak napisał(a): Doprawdy niepojętym dla mnie jest zjawisko zachwycania się Fast Five i jeżdżenia po Szóstce.
Jest pewna różnica między ciągnieniem (?) sejfu na łańcuchach a nieśmiertelnymi, latającymi ludźmi i tego typu akcjom rodem z "Looney Tunes".
Doprawdy niepojętym jest, że "skacząca cysterna" z części 4 (na którą sporo osób narzekało i była uważana za spore przegięcie) teraz wydaje się czymś całkowicie akceptowalnym, patrząc, jakie idiotyzmy odchodzą w tej części.
A całkowicie niepojętym jest NUDNE już pastwienie się nad 1. częścią, która była PRZYZWOITYM filmem SENSACYJNYM a spuszczanie si.ę nad czymś, co wygląda jak ekranizacja komiksu/kreskówki.
Zresztą widzę, ze już kilka osób wytłumaczyło (co i ja pisałem wcześniej) ->
(07-10-2013, 12:58)jarod napisał(a): U mnie wygrywa 5 głównie ze względu na super pokazane Rio, no i Rocka który był wymiataczem a nie parodią samego siebie.
Przestań. Rock dojebujący wszystkim w każdej części świata jest taki... kul. I jeszcze ta chemia między nim a Domem. Te spojrzenia, te dialogi...
Orgazm nerdów.
(07-10-2013, 19:58)Doveling napisał(a): Nie zrozumie tego nikt, kto nie dostrzeże cienkiej linii pomiędzy Fast 5 a Furious 6. A przekraczając ją - spada się w przepaść (większą lub mniejszą, zależy od widza).
Pamiętaj jednak, że można też spaść w przepaść na 4 łapy. I to nawet na quasibolid.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
07-10-2013, 23:12





