Jestem zachwycony!
Wierzyłem w Cuarona, wierzyłem w Lubezkiego. Nie wierzyłem w Bullock, ale to jejej najlepsza rola do tej pory - dojrzała, wypracowana w każdym detalu. I Sandra z wiekiem jest coraz bardziej ładna.
Ale do rzeczy:
Fabularnie film podzieliłem na własne potrzeby na dwie części. Pierwsza pokazuje katastrofę i jej możliwe efekty, które mogą się skończyć jeden jedyny sposób dla ludzi w kosmosie, druga zaś pokazuje piękny sen, marzenie o przetrwaniu. Ta druga w moim odczuciu zostałą zrobiona po to, aby ukazać możliwości kina i jego stuprocentową magię.
Praca kamery, te przepiękne długie ujęcia, ujęcia z oczu i połączenie w tym czasie dźwięku i obrazu (oddech Ryan) dały mi namiastkę tego, co człowiek mógłby czuć podczas walki o życie w kosmosie - wszystkie te elmenty mnie zachwyciły. Majstersztyk najwyższej półki!
Jeśli to było CGI, to ręce na ziemie, drodzy panowie, bo jedynie w dwóch miejscach zapaliła mnie się czerwona lampka, ale to raczej dlatego że pierwszy raz widziałem człówieka na orbicie w takiej rozdzielczości i jakości.
Sandra zagrała doskonale - nie wiem, skąd zarzut na suchość jej dialogów, ale jest pełnokrwistą postacią. Kobieta po 6 miesiącach treningu przygotowawczego, sama w kosmosie, ma być w każdej sekundzie opanowana? To nie jej naturalne środowisko, nie ma kontaktu z Ziemią, jest zupełnie sama i wywaliło ją w kosmos (dosłownie) - oczywiście, że panikuje i miota się.
Specjalnie do seansu nie słuchałem OST - ale cholera, w filmie tak mnie zahipnotyzował, że ciarki na plecach. Bardzo dopracowana muzyka, wyważona i motyw przewodni doskonale wpada w ucho. Kiedy trzeba, targa emocjami (vide Shenzou), a kiedy jest potrzeba wprowadzenia klimatu do rozważań nad losem Ryan, jest stonowana, smutna (Don't Let Go). Teraz słucham tego OST i jestem pod wrażeniem ogromnym.
Duet Cuaron/Lubezki powoli wyrasta na twórców wielkiego kina przez duże K - kina pełnego magii i emocji, mądrego i okraszonego znakiem Najwyższej Jakości. Jeszcze kilka lat, a jestem pewien że wyprzedzą obaj Spielberg/Kamiński (choć oni akurat poprzeczkę ustalili bardzo wysoko).
Na tę chwilę Gravity ma 9/10 - na ostateczną ocenę potrzebuje z 2-3 lat i wielu seansów. Jeśli film będzie mieć duży reply value, ocena powinna wzrosnąć na maks :)
A teraz dowcip w temacie Gravity:
Kobieta w kosmosie:
- Houston, mam problem!
- Co się stało?
- Nic.
- Ale co się stało?
- Nic, nie ważne.
-------------------------------
EDIT:
Cena biletu w opolskim Heliosie = 30zł/sztuka. U was też tyle kosztuje???
Jakość 3D bardzo słaba - w lewym dolnym rogu ciemnica jak przy zaćmie, prawy dolny rozmazany, to samo prawa góra. Czasem cała dolna linia przy szybkich ujęciach była niewidoczna w jakiejkolwiek ostrości. Miałem całkiem nowe okulary, więc to wina ustawień wyświetlania. Szkoda było to oglądać, bo czuję że wiele straciłem z piękna kosmosu.
Wierzyłem w Cuarona, wierzyłem w Lubezkiego. Nie wierzyłem w Bullock, ale to jejej najlepsza rola do tej pory - dojrzała, wypracowana w każdym detalu. I Sandra z wiekiem jest coraz bardziej ładna.
Ale do rzeczy:
Fabularnie film podzieliłem na własne potrzeby na dwie części. Pierwsza pokazuje katastrofę i jej możliwe efekty, które mogą się skończyć jeden jedyny sposób dla ludzi w kosmosie, druga zaś pokazuje piękny sen, marzenie o przetrwaniu. Ta druga w moim odczuciu zostałą zrobiona po to, aby ukazać możliwości kina i jego stuprocentową magię.
Praca kamery, te przepiękne długie ujęcia, ujęcia z oczu i połączenie w tym czasie dźwięku i obrazu (oddech Ryan) dały mi namiastkę tego, co człowiek mógłby czuć podczas walki o życie w kosmosie - wszystkie te elmenty mnie zachwyciły. Majstersztyk najwyższej półki!
Jeśli to było CGI, to ręce na ziemie, drodzy panowie, bo jedynie w dwóch miejscach zapaliła mnie się czerwona lampka, ale to raczej dlatego że pierwszy raz widziałem człówieka na orbicie w takiej rozdzielczości i jakości.
Sandra zagrała doskonale - nie wiem, skąd zarzut na suchość jej dialogów, ale jest pełnokrwistą postacią. Kobieta po 6 miesiącach treningu przygotowawczego, sama w kosmosie, ma być w każdej sekundzie opanowana? To nie jej naturalne środowisko, nie ma kontaktu z Ziemią, jest zupełnie sama i wywaliło ją w kosmos (dosłownie) - oczywiście, że panikuje i miota się.
Specjalnie do seansu nie słuchałem OST - ale cholera, w filmie tak mnie zahipnotyzował, że ciarki na plecach. Bardzo dopracowana muzyka, wyważona i motyw przewodni doskonale wpada w ucho. Kiedy trzeba, targa emocjami (vide Shenzou), a kiedy jest potrzeba wprowadzenia klimatu do rozważań nad losem Ryan, jest stonowana, smutna (Don't Let Go). Teraz słucham tego OST i jestem pod wrażeniem ogromnym.
Duet Cuaron/Lubezki powoli wyrasta na twórców wielkiego kina przez duże K - kina pełnego magii i emocji, mądrego i okraszonego znakiem Najwyższej Jakości. Jeszcze kilka lat, a jestem pewien że wyprzedzą obaj Spielberg/Kamiński (choć oni akurat poprzeczkę ustalili bardzo wysoko).
Na tę chwilę Gravity ma 9/10 - na ostateczną ocenę potrzebuje z 2-3 lat i wielu seansów. Jeśli film będzie mieć duży reply value, ocena powinna wzrosnąć na maks :)
A teraz dowcip w temacie Gravity:
Kobieta w kosmosie:
- Houston, mam problem!
- Co się stało?
- Nic.
- Ale co się stało?
- Nic, nie ważne.
-------------------------------
EDIT:
Cena biletu w opolskim Heliosie = 30zł/sztuka. U was też tyle kosztuje???
Jakość 3D bardzo słaba - w lewym dolnym rogu ciemnica jak przy zaćmie, prawy dolny rozmazany, to samo prawa góra. Czasem cała dolna linia przy szybkich ujęciach była niewidoczna w jakiejkolwiek ostrości. Miałem całkiem nowe okulary, więc to wina ustawień wyświetlania. Szkoda było to oglądać, bo czuję że wiele straciłem z piękna kosmosu.
loading podpis...
20-10-2013, 12:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-10-2013, 12:11 przez Martinipl.)





