Ja mam trochę inaczej. Staram się, przynajmniej w teorii, wykorzystywać całą dziesięciostopniową skalę. Pierwszym umownym kryterium jest to, czy nie uważam czasu poświęconego na seans za zmarnowany. Jeśli mam wątpliwości zwykle daję 5/10. Jeśli uznam, że warto było obejrzeć, ale nic poza to daje 6/10. Poniżej piątki to zwykle trochę loteria, na która wpływ może mieć stopień wkurwienia, znudzenie itd.
Co innego górna część skali. Tutaj przede wszystkim czym bliżej maksymalnej oceny, tym trudniej przeskoczyć o oczko wyżej. Dlatego 10/10 na mojej liście ma dosłownie kilka filmów, które po pierwsze mnie zachwyciły, po drugie mam poczucie, że są wyjątkowymi osiągnięciami, oferują coś więcej niż dobrą rozrywkę. Nie ma szans, żeby film, na którym "po prostu" świetnie się bawiłem dostał 10/10. Najwięcej problemów mam właśnie z tym, czy już dać 10, czy tylko mocne 9.
No i generalnie nie mam podwójnych standardów, osobno dla kina czysto rozrywkowego, osobno dla filmów "ambitnych". Chociaż w praktyce kino ambitniejsze albo zajebisty thriller ma dużo większe szansę na ocenę powyżej 7. Z kolei świetna komedia albo dajmy na to typowy blockbuster, jeśli spełni swoje zadanie, dostanie maksymalnie 7.
Wychodzi więc na to, że próbuję zachować pozory takiego wewnętrznego obiektywizmu. Generalnie wyżej oceniam filmy bliższe temu, czego szukam w kinie (lol). Nie dodaje punktów ze względu na ulubioną tematykę, zbieżność z moim światopoglądem, nie uwzględniam oczekiwań i w sumie dość analitycznie do sprawy podchodzę jak się okazuje. Chociaż zdarzają mi się czysto emocjonalne podbitki albo degradacje.
Co innego górna część skali. Tutaj przede wszystkim czym bliżej maksymalnej oceny, tym trudniej przeskoczyć o oczko wyżej. Dlatego 10/10 na mojej liście ma dosłownie kilka filmów, które po pierwsze mnie zachwyciły, po drugie mam poczucie, że są wyjątkowymi osiągnięciami, oferują coś więcej niż dobrą rozrywkę. Nie ma szans, żeby film, na którym "po prostu" świetnie się bawiłem dostał 10/10. Najwięcej problemów mam właśnie z tym, czy już dać 10, czy tylko mocne 9.
No i generalnie nie mam podwójnych standardów, osobno dla kina czysto rozrywkowego, osobno dla filmów "ambitnych". Chociaż w praktyce kino ambitniejsze albo zajebisty thriller ma dużo większe szansę na ocenę powyżej 7. Z kolei świetna komedia albo dajmy na to typowy blockbuster, jeśli spełni swoje zadanie, dostanie maksymalnie 7.
Wychodzi więc na to, że próbuję zachować pozory takiego wewnętrznego obiektywizmu. Generalnie wyżej oceniam filmy bliższe temu, czego szukam w kinie (lol). Nie dodaje punktów ze względu na ulubioną tematykę, zbieżność z moim światopoglądem, nie uwzględniam oczekiwań i w sumie dość analitycznie do sprawy podchodzę jak się okazuje. Chociaż zdarzają mi się czysto emocjonalne podbitki albo degradacje.
26-10-2013, 01:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-10-2013, 01:44 przez PropJoe.)





