Osada - obejrzałem po raz pierwszy od seansu w kinie 9 lat temu - o dziwo pamiętałem dobrze praktycznie cały film, nie tylko twisty. I jest spoko, jak dla mnie historia w porządku, choć dialogi momentami słabują (zwłaszcza w momentach "uczuciowych"). Zdjęcia? Od razu widać, że Deakins - czyli momentami świetne, momentami mdłe i nudne. Jak Deakins ma akurat dobry dzień, robi takie zdjęcia, że głowa mała, ale jak nie ma weny, wychodzi film telewizyjny.
Aktorstwo dobre, muzyka świetna, podoba mi się niespieszny sposób opowiadania historii. Ale brakuje tu czegoś, co miał Niezniszczalny i co miały Znaki - tej, hm, "wyjątkowości". Może dlatego, że druga połowa jest w sumie banalna i dąży jak po sznurku do zakończenia, którego to wrażenia unikały pozostałe filmy Shyamalana. 6+, może 7/10.
BTW: najlepsze były te typowo Shyamalanowe ujęcia ludzi patrzących na coś. Lubię ten jego patent: cisza, ludzie w stoją w bezruchu, a kamera powoli najeżdża na dziwną/szokującą rzecz, która wprawiła ich w taką reakcję. Ten patent gość opanował do perfekcji - co widać zwłaszcza w Znakach czy Happening, gdzie jest najbardziej efektownym elementem całego filmu.
Aktorstwo dobre, muzyka świetna, podoba mi się niespieszny sposób opowiadania historii. Ale brakuje tu czegoś, co miał Niezniszczalny i co miały Znaki - tej, hm, "wyjątkowości". Może dlatego, że druga połowa jest w sumie banalna i dąży jak po sznurku do zakończenia, którego to wrażenia unikały pozostałe filmy Shyamalana. 6+, może 7/10.
BTW: najlepsze były te typowo Shyamalanowe ujęcia ludzi patrzących na coś. Lubię ten jego patent: cisza, ludzie w stoją w bezruchu, a kamera powoli najeżdża na dziwną/szokującą rzecz, która wprawiła ich w taką reakcję. Ten patent gość opanował do perfekcji - co widać zwłaszcza w Znakach czy Happening, gdzie jest najbardziej efektownym elementem całego filmu.
29-10-2013, 21:23






