Obejrzałem setki anime i stwierdzam, że "Neon Genesis Evangelion" to cytując Tarantino "Pie*** arcydzieło!" (tak się wyraził o "Old Boyu", ale my tu nie o tym :D). Gdy się ogląda "Enda" to szczęka opada dla geniuszu tej historii; nie wiem co musiał przejść Anno w swoim życiu, ale to o czym opowiada przeszywa ciało i duszę. To jeden z niewielu filmów, w którym zobaczyłem to, co chciałem zobaczyć. Ale Hollywood jest za głupie na takie filmy :twisted:. A co "Appleseed" - cieenizna i nawet nie mam ochoty tłumaczyć czemu; ewidentnie kiepska (kolorowo-wychuchowa) adaptacja mangi a na wieść o drugiej cześći to już mnie ręcę świerzbią... Wara US and A od anime i tyle :P.
01-07-2007, 16:21





