Event Horizon (Paul Anderson, 1997)
Bardzo lubię ten film za klimat, doskonałe efekty, świetną grę aktorską i straszydło, które tak na prawdę drzemie w człowieku, a nie jest kolejnym kosmitą wyskakującym zza rogu. Niesamowite, że w 10 miesięcy poskładano film tak dobry (10 miesięcy od decyzji o nakręceniu do premiery). Nie jest to dzieło, ale zdecydowanie już klasyk - tak pod względem zdjęć, dawkowania napięcia (reżyseria naprawdę dobra), jak i obsadzenia ról to produkcja świetnie wyważona, a fabuła do teraz pozostaje świeża.
Są dwa minusy, jeden większy, drugi malutki. Ten malutki to gadatliwy Afroamerykanin <wink>, który całkowicie nie pasuje do mrocznej atmosfery, a ten duży..., cóż to już cała historia. Film miał trwać 2 godziny i 20 minut, a w nim Anderson chciał zawrzeć sceny gore tak okrutne, że ludzie wychodzili z prescreeningów i MPAA dawała dwukrotnie NC17. Oczywiście, musiał pociąć i zrobić przebitki, dokrętki i takie tam, aby "piekło" ukazać jak najdelikatniej. I powstał miszmasz, pozbawiający filmu właściwego przesłania. Piekło wg Andersona to miejsce, gdzie silniejszy wygrywa, gdzie słabość cię zjada, gdzie gwałty i orgie kończą się zmasakrowaniem klientki (miażdżenie cycków, wyrywanie waginy, wydłubywanie własnych wnętrzności - to tylko niektóre gore ucięte z filmu), a same gwałty to chleb powszedni. Taka wizja miała na celu pokazanie CHAOSU, o którym w filmie mowa, a który pojawia się na zlepku zaledwie kilku scen, jakie w obecnych czasach raczej nie wzruszają, w dobie Pił i innych slasherów wypełnionych flakami. I tak pocięta wersja trafiła do kin, a oryginał zaginął. Te wszystkie sceny gore miały aż 20 minut, osobnego reżysera i ekipę filmową... i dopiero teraz się znalazły, a sam Anderson chce zrobić nową wersję filmu ŹRÓDŁO Co więcej, mówi też o tym, że pragnie zrobić film o Event Horizon, czyli o wydarzeniach poprzedzających to, co działo się podczas "startu"!
Film jest już stary, ale efekty ma pierwszorzędne - tzn, woda i i płyny trącą myszką, ale robiła to mało znana wytwórnia z UK, a nie jakies ILMy i Dreamworksy. Za 50 baniek zrobiono tych efektów masę, a 1/3 całego budżetu zajęło ujęcie EH zawieszonego nad Neptunem, zaś 10 tygodni robiono 45sekundowe ujęcie kamery oddalającej się od Weira i wychodzącej za szybę stacji Daylight - jak na taki czas tworzenia filmu wyszło to świetnie. Szkoda też, że z kilku poważnych efektów musieli zrezygnować z braku funduszy.
Fabuła jest miałka pod względem naukowym, ale na tyle "pewna", że na czas seansu można zawiesić niewiarę w te pseudonaukowe wyjaśnienia - film utrzymuje poważny ton i wychodzi na tym nieźle.
Miało być krótko, ale co tam - tematu nie ma.
8/10 i z chęcią sięgnę po wersję NC17!!!
Link: Zdjęcia, które ocalały i są na VHSie starym TUTAJ
Bardzo lubię ten film za klimat, doskonałe efekty, świetną grę aktorską i straszydło, które tak na prawdę drzemie w człowieku, a nie jest kolejnym kosmitą wyskakującym zza rogu. Niesamowite, że w 10 miesięcy poskładano film tak dobry (10 miesięcy od decyzji o nakręceniu do premiery). Nie jest to dzieło, ale zdecydowanie już klasyk - tak pod względem zdjęć, dawkowania napięcia (reżyseria naprawdę dobra), jak i obsadzenia ról to produkcja świetnie wyważona, a fabuła do teraz pozostaje świeża.
Są dwa minusy, jeden większy, drugi malutki. Ten malutki to gadatliwy Afroamerykanin <wink>, który całkowicie nie pasuje do mrocznej atmosfery, a ten duży..., cóż to już cała historia. Film miał trwać 2 godziny i 20 minut, a w nim Anderson chciał zawrzeć sceny gore tak okrutne, że ludzie wychodzili z prescreeningów i MPAA dawała dwukrotnie NC17. Oczywiście, musiał pociąć i zrobić przebitki, dokrętki i takie tam, aby "piekło" ukazać jak najdelikatniej. I powstał miszmasz, pozbawiający filmu właściwego przesłania. Piekło wg Andersona to miejsce, gdzie silniejszy wygrywa, gdzie słabość cię zjada, gdzie gwałty i orgie kończą się zmasakrowaniem klientki (miażdżenie cycków, wyrywanie waginy, wydłubywanie własnych wnętrzności - to tylko niektóre gore ucięte z filmu), a same gwałty to chleb powszedni. Taka wizja miała na celu pokazanie CHAOSU, o którym w filmie mowa, a który pojawia się na zlepku zaledwie kilku scen, jakie w obecnych czasach raczej nie wzruszają, w dobie Pił i innych slasherów wypełnionych flakami. I tak pocięta wersja trafiła do kin, a oryginał zaginął. Te wszystkie sceny gore miały aż 20 minut, osobnego reżysera i ekipę filmową... i dopiero teraz się znalazły, a sam Anderson chce zrobić nową wersję filmu ŹRÓDŁO Co więcej, mówi też o tym, że pragnie zrobić film o Event Horizon, czyli o wydarzeniach poprzedzających to, co działo się podczas "startu"!
Film jest już stary, ale efekty ma pierwszorzędne - tzn, woda i i płyny trącą myszką, ale robiła to mało znana wytwórnia z UK, a nie jakies ILMy i Dreamworksy. Za 50 baniek zrobiono tych efektów masę, a 1/3 całego budżetu zajęło ujęcie EH zawieszonego nad Neptunem, zaś 10 tygodni robiono 45sekundowe ujęcie kamery oddalającej się od Weira i wychodzącej za szybę stacji Daylight - jak na taki czas tworzenia filmu wyszło to świetnie. Szkoda też, że z kilku poważnych efektów musieli zrezygnować z braku funduszy.
Fabuła jest miałka pod względem naukowym, ale na tyle "pewna", że na czas seansu można zawiesić niewiarę w te pseudonaukowe wyjaśnienia - film utrzymuje poważny ton i wychodzi na tym nieźle.
Miało być krótko, ale co tam - tematu nie ma.
8/10 i z chęcią sięgnę po wersję NC17!!!
Link: Zdjęcia, które ocalały i są na VHSie starym TUTAJ
loading podpis...
24-12-2013, 00:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-12-2013, 00:45 przez Martinipl.)





