Wystawienie 4/10 dla tak błyskotliwej ekranizacji, z tak brawurową odegraną główną rolą, jest zbrodnią. Jest to ten typ aktorstwa, który stanowi zbyt dużą mieszankę surowego geniuszu, scenicznego obłąkania, niewygodnego realizmu i czystego talentu, żeby zaistnieć w „szanujących się” nagrodach filmowych, ale za kilka lat będzie wymieniany w czołówkach niedocenianych kreacji tej dekady.
Na szczęście nie jest to przypadek filmu, w którym błyskotliwa kreacja pompuje życie w niemrawą resztę. Historia, strona techniczna, bohaterowie i cała ekranowa otoczka, są tak odjechane, pomysłowe i niebanalne, jak tylko zasługuje na to film z bohaterem takim jak Bruce Robertson. Całość jest niczym heroinowy odlot bohaterów „Trainspotting”, z zewnątrz odpychające, odstręczające brudem i ludzką zgnilizną, ale gdy jesteśmy w samym epicentrum, zapominamy o całym świecie, łapiemy się mocno oparcia, otwieramy szeroko oczy i chłoniemy każdy moment, żeby niczego nie uronić. Niby pozostaje niesmak po obcowaniu z czymś niesmacznym, ale trudno zapomnieć o dreszczyku emocji, jaki to zapewniło. Nie ma jednak mowy o mizdrzeniu się do widza. Film oferuje dużą dawkę humoru, ale w specyficznej formie, wymagającej przebicia się przez rasistowskie, mizoginistyczne, wisielcze, nasycone wulgaryzmami i prostacką dosłownością, teksty rzucane przez głównego bohatera. Dodać do tego dużą dawkę surrealistycznej grozy wiążącej się z psychodelicznymi majakami Robertsona i mamy już pełen obraz tej odważnej produkcji, która niejednego widza odrzuci. No ale czego innego można było się spodziewać po adaptacji książki o tytule „Ohyda”?
Więcej: http://kinofilizm.blogspot.co.uk/2013/10/filth-recenzja.html
Na szczęście nie jest to przypadek filmu, w którym błyskotliwa kreacja pompuje życie w niemrawą resztę. Historia, strona techniczna, bohaterowie i cała ekranowa otoczka, są tak odjechane, pomysłowe i niebanalne, jak tylko zasługuje na to film z bohaterem takim jak Bruce Robertson. Całość jest niczym heroinowy odlot bohaterów „Trainspotting”, z zewnątrz odpychające, odstręczające brudem i ludzką zgnilizną, ale gdy jesteśmy w samym epicentrum, zapominamy o całym świecie, łapiemy się mocno oparcia, otwieramy szeroko oczy i chłoniemy każdy moment, żeby niczego nie uronić. Niby pozostaje niesmak po obcowaniu z czymś niesmacznym, ale trudno zapomnieć o dreszczyku emocji, jaki to zapewniło. Nie ma jednak mowy o mizdrzeniu się do widza. Film oferuje dużą dawkę humoru, ale w specyficznej formie, wymagającej przebicia się przez rasistowskie, mizoginistyczne, wisielcze, nasycone wulgaryzmami i prostacką dosłownością, teksty rzucane przez głównego bohatera. Dodać do tego dużą dawkę surrealistycznej grozy wiążącej się z psychodelicznymi majakami Robertsona i mamy już pełen obraz tej odważnej produkcji, która niejednego widza odrzuci. No ale czego innego można było się spodziewać po adaptacji książki o tytule „Ohyda”?
Więcej: http://kinofilizm.blogspot.co.uk/2013/10/filth-recenzja.html
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
04-01-2014, 12:15





