Mam z tym filmem problemy, ale niektóre zarzuty Negatywnego są kuriozalne.
Ale co to za zarzut? W ogóle nie rozumiem całej tej tyrady o tym jaka to drużyna krasnoludów jest niby "nieporadna". Czym ta nieporadność się przejawia? Przecież to, że Thorin i kompani nie są niezniszczalni nie jest żadnym zarzutem. Od czasu do czasu wpadają w tarapaty, bo takie przytrafiają im się niefortunne sytuacje. Nie wpadły w niewolę elfów czy pająków z własnej głupoty czy nieporadności. A w tym, że towarzyszy im pewien slapstickowy styl nie ma nic dziwnego. I co ma do rzeczy to, że Bilbo okazuje się z nich tym najefektywniejszym? Serio, gdzie tu jest konkretny zarzut? Przecież o to w tym chodzi.
Tak samo dziwna wydaje mi sie krytyka o "mrok". Hobbit mroczny? Serio? Łał. Że niby Town Lake było mroczne jak miasto z Drakuli? Chyba oglądaliśmy inne filmy. Jasne, jest tam kilka bardziej posępnych fragmentów jak Dol Guldur, ale to są specyficzne elementy tego świata, które od początku miały świadczyć o nadchodzącym "Źle" i w żaden sposób nie obrazowały ogólnej strony wizualnej czy fabularnej filmu, nawet jeżeli DOS miał być w założeniu nieco cięższy od AUJ.
W ogóle uważam, że te wszystkie zarzuty o "kłócący się styl" Hobbita można o kant tyłka rozbić. To, że coś ma kolorowo-baśniową wymowę, nie oznacza, że nie może mieć mrocznych fragmentów. To, że coś jest wyraznie łączone z Lotrem nie oznacza, że nie może być nieco inne stylistycznie i zawierać w sobie nieco slapsticku. Bo w takim razie jak traktować te wszystkie komiksowe, marvelowe adaptacje, na które tu się wszyscy na forum spuszczają, gdzie co chwile jakiś Thor czy inny pajac biadoli o nadciągającej zagładzie świata czy galaktyki i wielkim niebezpieczeństwu, będąc ubranym jakby uciekł z cyrku? W tamtych filmach niby nie ma "stylistycznej nierównowagi? Baśń w której fragmenty ze "Złem" są przedstawione w odpowiednio mroczny sposób, jest niby "stylistycznie rażąca", a komiksowe pierdy, w których walka o losy wszechświata toczy sie na tle ogólnej pstrokacizny są niby spójne? Tak samo nie czaję kompletnie tego, że niby "wszystko wygląda tak samo". My chyba naprawdę oglądaliśmy inne filmy. Przecież DOS wyraźnie podzielony jest na diametralnie różne set piece'y i jest wizualnie zróżnicowany.
DOS to baśń, w której "zło" zostało przedstawione w należyty, wizualnie mroczny sposób. Mało tego, jest to fragment baśni oparty o rozdziały, które były najbardziej wypełnione kłopotami dla drużyny, najbardziej pokazywały kontrast między spokojnym, ciepłym Shire, a zawieruchą większego świata.
Cytat: Po co w ogóle w tej historii są krasnoludy, skoro ewidentnie sam Bilbo z pierścieniem poradziłby sobie bez nich lepiej, nie mówiąc już o Gandalfie czy Legolasie, który jest takim madafaka, że rozpieprzyłby wszystkich w pojedynkę.
Ale co to za zarzut? W ogóle nie rozumiem całej tej tyrady o tym jaka to drużyna krasnoludów jest niby "nieporadna". Czym ta nieporadność się przejawia? Przecież to, że Thorin i kompani nie są niezniszczalni nie jest żadnym zarzutem. Od czasu do czasu wpadają w tarapaty, bo takie przytrafiają im się niefortunne sytuacje. Nie wpadły w niewolę elfów czy pająków z własnej głupoty czy nieporadności. A w tym, że towarzyszy im pewien slapstickowy styl nie ma nic dziwnego. I co ma do rzeczy to, że Bilbo okazuje się z nich tym najefektywniejszym? Serio, gdzie tu jest konkretny zarzut? Przecież o to w tym chodzi.
Tak samo dziwna wydaje mi sie krytyka o "mrok". Hobbit mroczny? Serio? Łał. Że niby Town Lake było mroczne jak miasto z Drakuli? Chyba oglądaliśmy inne filmy. Jasne, jest tam kilka bardziej posępnych fragmentów jak Dol Guldur, ale to są specyficzne elementy tego świata, które od początku miały świadczyć o nadchodzącym "Źle" i w żaden sposób nie obrazowały ogólnej strony wizualnej czy fabularnej filmu, nawet jeżeli DOS miał być w założeniu nieco cięższy od AUJ.
W ogóle uważam, że te wszystkie zarzuty o "kłócący się styl" Hobbita można o kant tyłka rozbić. To, że coś ma kolorowo-baśniową wymowę, nie oznacza, że nie może mieć mrocznych fragmentów. To, że coś jest wyraznie łączone z Lotrem nie oznacza, że nie może być nieco inne stylistycznie i zawierać w sobie nieco slapsticku. Bo w takim razie jak traktować te wszystkie komiksowe, marvelowe adaptacje, na które tu się wszyscy na forum spuszczają, gdzie co chwile jakiś Thor czy inny pajac biadoli o nadciągającej zagładzie świata czy galaktyki i wielkim niebezpieczeństwu, będąc ubranym jakby uciekł z cyrku? W tamtych filmach niby nie ma "stylistycznej nierównowagi? Baśń w której fragmenty ze "Złem" są przedstawione w odpowiednio mroczny sposób, jest niby "stylistycznie rażąca", a komiksowe pierdy, w których walka o losy wszechświata toczy sie na tle ogólnej pstrokacizny są niby spójne? Tak samo nie czaję kompletnie tego, że niby "wszystko wygląda tak samo". My chyba naprawdę oglądaliśmy inne filmy. Przecież DOS wyraźnie podzielony jest na diametralnie różne set piece'y i jest wizualnie zróżnicowany.
DOS to baśń, w której "zło" zostało przedstawione w należyty, wizualnie mroczny sposób. Mało tego, jest to fragment baśni oparty o rozdziały, które były najbardziej wypełnione kłopotami dla drużyny, najbardziej pokazywały kontrast między spokojnym, ciepłym Shire, a zawieruchą większego świata.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon
David Simon
08-01-2014, 00:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2014, 00:59 przez Cator.)





